Dieta.pl
Dodano: 2015-06-24

Metoda Kaizen... w odchudzaniu!

Czy można pokonać otyłość bez większego wysiłku? Czy można uzyskać szczupłą sylwetkę, nowe zdrowe lepsze życie bez katowania się kolejnymi dietami, rygorem wyczerpujących ćwiczeń czy pasmem nieustających wyrzeczeń?

Tak, jest to możliwie dzięki metodzie Kaizen. "Schudnij z Kaizen" to najnowsza książka Jarosława Gibasa, nad którą www.dieta.pl objęła patronat medialny.
Jarosław Gibas – pisarz, dziennikarz, socjolog i szkoleniowiec. Wieloletni recenzent kulinarny, smakosz i wielbiciel restauracji oraz autor przewodnika po śląskich restauracjach. Nikt nie kojarzy się wielu śląskim czytelnikom bardziej ze słowami „dobrze zjeść”. Tym razem jednak zaskakuje książką o... sposobie na otyłość. Odsłania swoje własne doświadczenia z nieustannymi, wieloletnimi i podejmowanymi bez powodzenia próbami zrzucenia nadwagi. I w końcu mu się to udaje, bo jak twierdzi, wreszcie po latach diet i odchudzania zrozumiał, w czym tkwił błąd. Postanowia się podzielić swoim doświadczeniem z czytelnikami, bo wie, jak wielu z nich, podobnie jak on kiedyś, wciąż podejmuje nieskuteczne próby pozbycia się nadmiaru kilogramów. A wystarczy tylko zrozumieć, co robimy nie tak... Jarosław Gibas (ur. 1967 w Bytomiu) w 1995 debiutował powieścią "Gniazda Aniołów" wydaną przez gdańskie wydawnictwo Marabut.
 
W dwa lata później, nakładem krakowskiego Wydawnictwa Literackiego, ukazała się kolejna powieść "Salve Theatrum". Pisarz, wówczas kulinarny felietonista Gazety Wyborczej w Katowicach, oddawał się kulinarnym podróżom po śląskiej gastronomii, czego efektem była kolejna książka: zbiór recenzji "Śląsk pełną gębą" (Chorzów: Itatis, 2002). Swoje teksty publikował także na łamach czasopism: FA-art, Opcje, List Oceaniczny, Kresy, Śląsk, NaGłos. W latach 1992-1996 był redaktorem działu teatru kwartalnika Opcje, a w latach 2005-2007 redaktorem naczelnym Echo Miasta. Katowice. Od 2006 wykłada na Uniwersytecie Śląskim na kierunku komunikacja perswazyjna: reklama, public relations. Dziś tj. 17.06.2013r rusza premiera jego najnowszej ksiązki: "Schudnij z Keizen", nad którą objęliśmy patronat medialny.

Dziś tj. 17.06.2013 r. jest premiera jego najnowszej pozycji: "Schudnij z Keizen", której patronem medialnym jest www.dieta.pl. Okazuje się, że ta technika Keizen stosowana dotychczas w biznesie może być z sukcesem wykorzystywana w bezbolesnym i bezwysiłkowym procesie zmiany naszego życia. Mniejsza waga czy zwiększenie aktywności fizycznej, to tylko nieuniknione efekty tej zmiany!

Poniżej zamieszczamy krótki fragment, a po więcej zapraszamy do księgarni Sensus: http://sensus.pl/ksiazki/pokoty.htm

"Czy kiedykolwiek prowadząc samochód dłużej niż godzinę, rozpinałeś pasek od spodni bo nieznośnie wrzynał się w brzuch? Czy kiedyś zasapałeś się, próbując na siedząco zawiązać sznurówki w butach? Czy będąc w garniturze, szukasz okazji, by rozpiąć górny guzik i poluzować krawat? To witaj na pokładzie! Kapitan „Były Spaślak” zabiera cię w podróż, która może odmienić całe twoje życie. Żeby jednak lekcja, którą chcę się z tobą podzielić, miała jakikolwiek sens, muszę opowiedzieć o sobie. Jestem rosłym facetem przed pięćdziesiątką. Leniem. Straszliwym leniem. A przy okazji weteranem odchudzania. Przeszedłem wszystkie możliwe diety — nawet te najgłupsze. Połykałem tabletki-cud, śledziłem nowości na rynku „fast burn coś tam” i „slim jakoś tam”. Kupiłem tonę najwymyślniejszych urządzeń treningowych. Liczyłem kalorie, nie jadłem węglowodanów, przez kilka tygodni żywiłem się zupą z kapusty. Biegałem, pływałem, jeździłem na rowerze, chodziłem po górach — próbowałem dosłownie wszystkiego. I tak przez co najmniej dziesięć ostatnich lat. Po prostu się odchudzałem. Schemat tych zabiegów był zawsze taki sam.

Najpierw z jakichś powodów podejmowałem postanowienie zrzucenia wagi. Zazwyczaj na skutek wejścia na wagę i przerażającej konstatacji, że im jestem starszy, tym jestem grubszy. Wtedy następowało „mocne postanowienie poprawy” i gorączkowe poszukiwanie czegoś, co pozwoliłoby mi się odchudzić. Najlepiej szybko i bardzo. Wtedy też zaczynałem się rozglądać za jakimś takim sposobem, którego wcześniej nie próbowałem. Dietą lub inny cudownym wynalazkiem. Tak przez dwa, trzy miesiące, po których waga rzeczywiście spadała. Wtedy odprężenie — przecież schudłem, to mogę sobie trochę pofolgować. Wszedłem w spodnie o mniejszym numerze: czas pójść na duże piwo. Nie jadłem węglowodanów przez dwa miesiące, to dawaj, zorganizujmy sobie wieczór chrześcijański (wino, dużo wina i dużo francuskich bagietek). Mijało kilka tygodni — do ćwiczeń zabierałem się coraz rzadziej, a waga powoli i niezauważalnie rosła. W końcu wszystko zaczynało się od nowa: wejście na wagę, przerażenie... I efekt za każdym razem był taki sam. Co gorsza, każde kolejne odchudzanie następowało w momencie, kiedy ważyłem o dużo więcej niż poprzednio — i tak kilka lat temu zacząłem się odchudzać przerażony wagą 111 kg, by ostatnie odchudzanie zacząć przy wadze... 137 kg. Zauważyłeś w tym coś dziwnego? Przez kilka ładnych lat odchudzania przybyło mi ponad 25 kg! (...)".