-
:)
wiem wiem... efekt jo-jo i te sprawy.
na początku ważyłam 79 kg, przy wzroście 169 cm, ale po 12 miesiącach braku obżarstwa, schudłam i ważyłam 56 kg. to było cudowne, nosiłam rozmiary 38 albo S i M, czułam się i wyglądałam wspaniale, nosiłam bikini! niestety, coś we mnie pękło... znów wróciłam do "stylu obżartucha" i z powrotem utyłam 14 kg, czyli waga 70 kg. boję się, że będę tyć dalej, choć opamiętałam się i na nowo kontroluję moje odżywianie. nie ważyłam się jednak od kilku miesięcy, bo nie umiem uwierzyć, że znów uda mi się schudnąć. widzę wszystko w ciemnych barwach, nie wiem jak się zmotywować. jest mi ciężko...
-
głowa do góry :))
słoneczko, nie martw sie. nie tylko ty masz taki problem. ja ważyłam kiedyś 85 kg. trafił mi się taki okres w życiu <ciężka sytuacja rodzinna, mama w szpitalu, pierwsza sesja, stres, staż, zajmowanie się domem>, że bez dużych wysiłków po prostu poleciało mi 15 kg w półtora miecha. szybko... i niezbyt zdrowo. no ale nic. jedynym minusem tego chudnięcia był rozlegulowany cylk miesiączkowy. moja pani doktor powiedziała mi ze przy tak szybkim spadku duzej wagi mozna sie tego było spodziewac. zleciła mi szereg badan. wszystkie wyszły w porządku, a cykl znowu się unormował. jak juz moje zycie wróciło do normy i na spokojnie przeanalizowałam sytuację, nie mogłam uwierzyc ze po problemach które miałam, dostałam od losu taką niespodziankę :D bez zbędnych wysiłków. jaka ja byłam szczęśliwa. :) wszystkie ciuchu ze mnie spadały i musiałam je przerabiać, albo kupić nowe. frajda, co nie? mam 170 cm wzrostu i zawsze moim marzeniem było ważyć 60 kilo. nie wiem czy wiesz jak to jest być zakompleksioną pannica, żyjącą w cieniu swojej młodszej o 4 lata siostry, której Bozia nie poskąpiła ani urody, ani figury, ani inteligencji. nie dosyć że gówniara jest bystra <ogólniak skonczyła z wyróżnieniem, na studiach ma średnią kwalifikującą ją do stypendium naukowego> to do tego ma twarz aniołka, i przy wzroscie 179 cm waży 57 kilo. faceci zawsze latali za nią jak pieski. dlatego zależało mi zeby jej choc troszeczkę dorównać. zebyśmy idąc razem ulicą nie wyglądały jak Flip i Flap. :) Moja motywacja do dalszego odchudzania była tym silniejsza, ze w rodzinie mieliśmy miec wesele i chciałam wszystkich zaskoczyć swoim nowym, odchudzonym wyglądem. Paranoją w tej historii jest to, że wtedy, kiedy się nie odchudzała, waga sama spadła, a kiedy zależało mi aby schudnąć-ani drgnęła. nie schudłam wtedy. Ale dotąd, dokąd trzymałam się jakiegoś rozsądnego systemu odżywiana, nie przytyłam. Wagę swoją utrzymałam przez 2 lata. aż w końcu tak polubiłam siebie, ze machnęłam ręką na te zbędne 10kilo i postanowiłam się zadowolić 70. wtedy przepadło. powolutku, niezauważalnie ciuszki robiły sie coraz ciaśniejsze... wróciłam do swojej dawnej wagi 85 :( ale to nie wszystko.. we wrześniu moja przyjaciółka wychodziła za mąż i poprosiła mnie, zebym została jej świadkowa :)poczułam sie szczerze wyróżniona i zależało mi, zeby w tym dniu wyglądać jak najlepiej <szczególnie że zarówno Justynka, jak jej maż, ba, nawet świadek, to szczuplaki> Znowu przeszłam na dietę. waga co prawda zatrzymała się, i juz na niej nie przybierałam, ale też i nie schudłam. cięzko było kupić jakąś fajną sukienkę w rozmiarze 46 :/ musiałam się nieżle naszukać... tak to jest... nadwaga, to podstępne diabelstwo :) trzeba z nim walczyc całe życie. jak myślisz, ze to koniec historii, to się mylisz :) a co? będzie ciąg dalszy ;) wesele minęło, przestałam się trzymać diety i żyłam sobie dalej tak jak dotychczas... za 2 miesiące były Andrzejki :0przeważnie spędzaliśmy je w gronie znajomych, ale tym razem misiek zaprosił mnie na bal andrzejkowy :) szału dostałam, kiedy godzinę przed imprezą zaczęłam się ubierać i okazało się, ze sukienka którą kupiłam na wesele Justynki na początku września, pod koniec października juz była na mnie zamała. po prostu nie dosznurowałam sie w gorsecie. :D dobrze ze miałam jedna bardziej elegancka kiecke i bluzkę, bo bym nie miała w czy pójść na bal. taaaa... wstyd mi, ale przyznaję się do tego! taka byłam wściekła, że obraziłam się na moją wagę i wyniosłam ją na strych... i dalej sobie żyłam... a Potem Piotrek w grudniu miał urodziny.. chciałam dać mu jakiś szczególny prezent, bo przez ponad 6 lat związku wyczerpałam juz chyba wszystkie prezentowe standardowe pomysły. no i znalazłam prezent :) zawsze gonił mnie za palenie, więc je dla niego rzuciłam ;) i znowu robiłam się coraz grubsza, tylko że SZYBCIEJ. opamiętanie przyszło, gdy inna moja przyjaciółka, zobaczyła u mnie zdjecie z okresu, kiedy ważyłam 70 kilo... nie chciała wierzyć, że to ja :) i powiedziała że mam zrobić wszystko, żeby tak znowu wyglądac, a ona mnie będzie dopingowac :) zniosłam wagę ze strychu- chwila prawdy-103 kg <beczy> no wzięłam się zasiebie. przeprowadziłam szereg długich rozmów z ludźmi którym udało się trwale schudnąc i wiedzą o odchudzaniu wszystko. zrozumiałam, ze to, co ja do tej pory uważałam za dietę, to były tylko odpowiednie nawyki żywieniowe, które powinno się celebrować każdego dnia, a dieta i odchudzanie, to problem bardziej skomplikowany. bogatsza o ich doświadczenia i nauczona własnymi porażkami wziełam sie ostro za siebie i 8 kilo poooszłooo... :D nie popadam jeszcze w samouwielbienie, bedę walczyć dalej! A ty nie załamuj sie aniele, tylko walcz razem ze mną! we dwie zawsze raźniej :) zresztą tu jest całe stadko zrozpaczonych grubasków, które będą dla ciebie takim samym wsparciem w walce z kilogramami jak dla mnie Oksana,, Justynka, moja siostra, mój Piotrus, Marek... Jak człowiek ma prawdziwych przyjaciół, to może góry przenosić :) ściskam cię bardzo gorąco, głowa do góry, pierś do przodu ;) będę obserwować twoje postepy :) a jakbyś miała chwile zwątpienia, to wal do mnie jak w dym, razem coś poradzimy :) P.S. mam nadzieję, że nie zasnęłaś w połowie tego listu :D
-
Dziękuję Ci Kochana za wspaniały list! Rozumiem Cię jak to jest żyć w cieniu kogoś szczuplutkiego - mam kuzynkę, która jest w takim samym wieku co ja - i zawsze, od urodzenia, byłyśmy przez całą rodzinę porównywane. Ona zawsze miała niedowagę, była po prostu chuda jak patyk, zajadała się chipsami, pizzą, a i tak nosiła najmniejsze rozmiary i wyglądała świetnie. A ja? Klops. Twoje porównanie do Flipa i Flapa bardzo tu pasuje... Oczywiście, nie trzeba wspominać, jak taka sytuacja wpływa na samoocenę i poczucie własnej wartości, gdy od zawsze jest się "tą gorszą, bo grubą." mam pecha, bo wiem, że mam genetyczne skłonności do tycia, a dodatkowo, w okresie dojrzewania, wszystkie smutki "zajadałam". ja już po prostu tracę nadzieję, że uda mi się trwale schudnąć, bo gdy myślę, że już nigdy mam nie zjeść czekolady albo lodów, to mi się odechciewa odchudzania... nie rozumiem, dlaczego inni mogą jeść wszystko w ogromnych ilościach i są szczupli, a ja nie... najgorsze, że nie mam wsparcia dookoła, bo wszystkie bliskie mi osoby cały czas wypominają mi, że ważyłam 56 kg i znów przytyłam. mam nadzieję, że tutaj znajdę siłę...
-
HEJ :D Ze mnie też jest niezly przypadek. Poczytaj troche to zobaczysz że nie jesteś sama z takimi problemami. To zacznę od początku.Rok 2003: jestem sobie szczuplą Justynką, wysportowana ja cholera, najlepszą we wszystkich dyscyplinach od biegania po skoki, gry zespołowe-zawsze w kadzrze szkolnej. Nie pamiętam czy byłam wtedy szczęśliwa.Ja w tamtym czasie chyba nie doceniałam swojej figury, możliwosci jakie mi dawała, po prostu nie zastanawialam się nad tym...ale chude czasy minęły...nawet nie wiem kiedy zaczęłam tyć.W każdym razie juz w 3 klasie gimnazjum uwazałam sie za grubą i stale odchudzałam, chociaz jeszcze wtedy nie byłam grubaskiem. Można powiedzieć, że byłam dobrze zbudowana, moż to tez troche wina mięśni...a teraz gdy koncze 1 klase ogólniaka....cóż...moich mieśni nie widać spod grubaśnej warstwy sadełka.Rok 2006-tłuścioch :cry: Nawet nie wyobrażasz sobie ile razy już próbowałam sie odchudzić.Byla Kopenhaska, kapuściana, kilka głodówek...wszystko na nic.Pojawiłam się na Twoim wątku bo też ma doła przez rodzinę.Tylko ja jestem gruba.Moja starsza siostra waży jakieś 50 kilo nosi rozmiar S lub nawet XS-dołujące nie. Coś czuje że niedlugo dogonie wagą moją mamę. O NIE :!: Dlatego prosze Cie o wsparcie.Taką wzajemną pomoc. Mogę na Ciebie liczyc :?: proszę...
-
:)
Ja swoją mamę już przegoniłam w rozmiarze :) teraz ona chodzi w ciuchach, w które ja się nie mieszczę :P Ale uda sie nam, spoczko :))) Naszą siłą wiara w sukces!!!
-
Kochlik, Zaduzomnie, pewnie, że będziemy się wspierać! Każda z nas ma problem z wagą, i zapewne każda z nas ma na swoim koncie bardziej lub mniej podobne doświadczenia i przyczyny tycia, ale jednak łączy nas ogromna chęć walki! Nie poddamy się, prawda? Muszę przyznać, że w tej chwili w kuchni na stole leży cała, pyszna, mleczna czekolada. (Ciocia ją przyniosła). Patrzyłam już na nią kilkakrotnie, ale póki co, nie dobrałam się do niej (jeszcze). Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać i jej nie zjeść....
-
Hej Śmietankowa :D I jak z tą czekoladą? Udało się ? Mam nadzieję że tak. A ja sobie siedzę w towarzystwie butelki...wody :wink:
-
Beznadzieja! Zjadłam całą czekoladę i mam ochotę się zabić!!! Po prostu żyć mi się odechciewa jak się widzę w lustrze, a nie mam cierpliwości i wytrwałości w działaniach, aby coś z tą sytuacją zmienić! Jestem żałosna....
-
hej, dziewczyny, chciałam wam tylko powiedzieć, że jestem w podobnej sytuacji :oops: kiedyś ważyłam 78 przy wzroście 170 cm i myślałam, że to dużo, niestety, teraz jest 90, i to jest dopiero dużo. mam taką samą sytuację jak smietankowa, tyle że ja jestem na tym forum od roku, a w ciągu pół roku schudłam 23 kilo, jednak teraz przytyłam sporo, bo tez coś we mnie pękło i do tej pory nie mogę się normalnie pozbierać :evil:
-
Cze :D Smietankowa przyrzeknij mi, że to była pierwsza i ostatnia czekoladka przez ten czas, kiedy jestes tutaj razem z nami. Nie wiem, czym mam Cie zdopingowac żeby tak właśnie było...napiszę jedno: Kochana przejdziemy przez to razem...ja tez lubie czekolade i wszystko, co czekoladowe-niestety :( ale zamierzam jakos wytrzymać... i Ty też wytrzymasz. Już moja w tym glowa 8) a za ta chwilke słabości masz kopa w tyłek ode mnie :wink: Czujesz jak boli :wink: ? I tak bedzie za kazdym razem :twisted: Mi tez się pewnie kilka razy oberwie od ciebie. Trzymaj się :)
-
:((
Smietankowa, nic sie nie łam! ta czekolada to jeszcze nie tragedia! grunt to sie nie załamywac. wsiadaj na rower (no moze nie teraz,bo juz późno) i spalaj, spalaj, spalaj :) ja znalazłam sposób na słodycze-od razu oddaje siostrze. dla niej 2 czekolady wedla z nadzieniem truskawkowym, to maly pikuś. pożera obie w pół godzinki :) ostatnio odkrylam fajny sposob na podjadanie. zauwazylam,ze nieraz nie jestem glodna a mimo to cos bym przekąsiła, chociazby po to zeby poruszać szczęką :) no to ruszam... żując orbitki bez sahara:) a jak chce mi sie jesc, to tez pomaga. chociaz jeszcze lepszy efekt daje myscie zębów, bo po miętowej paście nie moge nic zjesc przez dobra godzinke, zeby mnie nie mdliło, a do tego ząbeczki lśnią jak bombki na choince ;). niestety w pracy musze sie ograniczyc do gum. dopiero by mieli znajomi ubaw, jakbym co godzinke myła ząbki w toalecie heheh. podzdrówka!
aa... zapomniełam dodać, ze schudłam 2 kilo, po tygodniu diety 1000 i ćwiczeń :)) fajnie!
-
Ajć! Bolało mnie to kopnięcie Kochliczko! :wink: Wiem, że zjedzenie czekolady to grzech, szczególnie, że od 3 miesięcy nie miałam w ustach nic słodkiego i teraz wszelkie starania poszły na marne... czuję się okropnie. Ale to nie jest niestety koniec. Zrobiłam coś jeszcze głupszego - po zjedzeniu tej czekolady zmusiłam się i zwymiotowałam. Przyznaję się otwarcie, bo tylko tu mogę takie rzeczy wyjawić. Właściwie, to teraz zaczynam się zastanawiać, co ja wyprawiam. Xixatushka69 - widzę, że Ty także rozumiesz doskonale sprawę ciągłego chudnięcia i tycia na zmianę, mam nadzieję, że wreszcie nam się uda z tym wszystkim poradzić, ale po mojej dzisiejszej "akcji" zaczynam wątpić w to co mówię... Dziewczyny, pomocy!
-
A mam jedno pytanie: Czy zdarzylo Ci się już wcześniej prowokować wymioty? Wiesz, że po jednym razie łatwo o następne, ale Ty jesteś silna i już więcej tego nie zrobisz, prwada :wink: ? Moż poproś mamę czy ogólnie rodzinkę, żeby nie przynosili do domu slodyczy, tak, żeby Cię nic nie kusiło. Powiem szczerze, że ja to teraz szerokim łukiem kuchnię omijam :D I wcale nie jest mi jej brak 8) No może troche :roll: Dobra przyznam się chętnie bym cos wszamała...ale twardziel ze mnie nieugiety :D ...DAMY RADĘ
-
:(
Smietankowa! tobie to sie należy nie jeden kop, ale porządne skopanie tyłka! co ty najlepszego robisz? idziesz na łatwiznę? nie chciało ci sie poćwiczyc, żeby spalić kalorie (a po czekoladzie energii na gimnastykę powinno być od cholery), tylko poszłaś na łatwiznę i przywitałaś się z muszlą klozetową! czy ty wiesz jak się psuje od tego szkliwo na zębach? chcesz być szczupła i szczerbata? nigdy więcej tak nie ró! bo się na ciebie obrażę!
-
Mam ogromnego doła. Aż nie chce mi się pisać, bo to takie żałosne. Ja już nie wiem, co robić, nie mam nad sobą żadnej kontroli w jedzeniu. Dzisiaj znów wpakowałam w siebie o wiele za dużo plus masę słodyczy i powtórzyłam wczorajszą akcję, czyli jak mówisz Zaduzomnie : poszłam na łatwiznę. To nie jest tak, że ja chcę wymiotować. Kiedyś już robiłam tak kilka razy, ale nigdy nie umiałam zwymiotować wszystkiego do końca, więc nie byłam z tej metody zadowolona i wolałam nie jeść, niż objadać się i zwracać. Ale od kilku dni to wygląda tak: w ciągu dnia jakoś się trzymam, po czym wieczorem zaczynam się zapychać, po prostu ulegam obżarstwu. No a potem nie mogę znieść myśli o tym co zrobiłam, więc muszę, po prostu muszę pozbyć się tego wszystkiego z żołądka. Ja wiem czym jest bulimia i zapewne to wszystko tak właśnie się zaczyna, ale wierzcie mi, ja nie chcę tak robić! Nie chcę...
-
;(
nie wiem co mam ci powiedzieć... rozczarowujesz mnie ;(
-
Ooo... Kochana z tego to się zaczyna robić poważny problem :shock: Nie wiem jak mam Ci pomóc, bo przyznam się, że mi się nigdy TO nie zdarzyło. Wstyd mi, ale kiedys raz próbowałam :oops: lecz całe szczeście- nie potrafiłam ...Naprawdę nie wiem co Ci doradzić :cry:
-
Kochane, wiem, że zawiodłam, wiem, że rozczarowałam, ale obiecuję, że to się już nie powtórzy! Wczoraj calutki dzień pięknie trzymałam się zdrowego jedzonka i biegałam! Nie było mi łatwo biegać, ale dziś rano powtórzyłam wyczyn i już było o wiele lepiej, zwłaszcza jeśli chodzi o oddech. Do tego piję litrami wodę mineralną i błagam Was, trzymajcie kciuki, tak jak ja trzymam za Was! Buziaki!
-
:D
Jasne ze trzymamy kciuki. Cały czas :lol: Teraz juz na pewno Ci sie uda. Nie ma innej opcji :wink:
:!: :!: :!:
-
:))
Oj śmietankowa, śmietankowa! I co ja mam z tobą zrobić babolu, co? Cieszę sie ze wreszcie bierzesz się w garsć! Szkoda ze ja biegać nie lubię, bo bym z tobą pobiegała. Tymczasem zapraszam cie na małosolniaczki... :D Wpadnij do mnie zobaczyć jak sobie radzę.
http://forum.dieta.pl/forum/viewtopi...er=asc&start=0
-
??
Gdzie ty jesteś babolu? chyba sie nie poddałaś? chcę cie tu jeszcze dzisiaj zobaczyc i usłyszeć ze walczysz dalej!
-
smietankowa!!!
oczywiście, że damy radę!!! no, tylko nie wymioty!!! to jest złe i...wcale nie romantyczne :D :D :D
-
:)
Dzięki Dziewczynki za wsparcie!! Tak się zawzięłam za to moje odchudzanko, że aż zapomniałam się tu pokazać!!! Od 4 dni biegam i jeżdżę na rowerze, jest bombowo! O nieromantycznym wymiotowaniu nie ma mowy! Naprawdę!
-
:)
To dobrze że jesteś i dobrze że dajesz rade1 ja wychodzę z założenia że każde kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawda :) dlatego codziennie sobie powtarzam jaka to ja szczupła będe :P Wierz w swój sukces, a na pewno się uda! W końcu juz kiedys ci się udało :) pozdrawaiam i zmykam do pracy :)pa
-
A ja już jestem po lekkim śniadanku i bieganku! Cały czas się staram, tylko, że nie wiem, czy są już jakieś efekty w kilogramach, ponieważ... nie mam wagi :D Kiedyś miałam, ale się zepsuła hehehe, może to lepiej, bo przynajmniej nie mam obsesji na punkcie ważenia. Mam nadzieję, że wszystkie odchudzaczki radzicie sobie?
-
Smietankowa! Trzymam kciuki! Dziewczny maja racje - wystarczy chwile pomyslec: ok - zzarlam dwie czekolady, pojde sobie zwymiotowac i uznam ze sie nic nie stalo :? Bzdura! Przeciez nie bedziesz przez cale zycie na sztucznych wspomagaczach, wymiotowaniu, mordowaniu sie. I mam tu na mysli kazda skrajnosc: zarowno obzeranie sie i wymioty, jak i codzienne glodowki i bieganie 4 godziny :wink: Potem zaczynasz zyc normalnie i wszystko szlag trafia :cry:
pewnie ze jak na poczatku waga leci jak szalona, to motywacja jest pierwszorzedna, ale potem coraz trudniej (mowie z doswiadczenia) :(
Tak jak juz wyzej napisane: TO MA BYC STYL ZYCIA!. a wiec i kawalek (jeden) pizzy i kostka czekolady.
No dobra dobra - gdybym sama sluchala tego co pisze, to tez by mnie tu nie bylo :lol:
Ale jestem i mowie to sobie i wszystkim na glos, bo im wiecej osob wie, tym latwiej!
U mnie bylo troche na odwrot: to ja zawsze bylam ta chuda (164cm, 52 kg - oczywiscie uwazalam, ze jestem za gruba). To bylo jakies 8 lat temu :shock: Teraz wiec jak kazdy widzi ze jestem 25 kilo grubsza, to jest dopiero szok :lol:
Ale juz nie bede!!!!!!!! :roll:
-
:D Hej Smietankowa dawno mnie u Ciebie nie było..
...a to przez to że przez ostatnie 5 dni strasznie zaniedbywałam swoja dietke dobra będę szczera o diecie w ogóle nie bylo mowy po prostu się obzeralam i tyle.Przyznam sie że rzadko wpadałam na stronke bo strasznie mi bylo głupio przed sama soba ale dzis mama kupiła wage(nareszczie :) ) no i ...przyszło opamiętanie :oops: Znowy musze podnieść to swoje tłuste cielsko i wziąć sie do roboty. To teraz jak najmiej ruchu...szczęką za to duzo biegania, jezdzenia rowerkiem i ćwiczen.
A jak u Ciebie :?: Mam nadzieję ze lepiej niz u mnie. Jutro tez wpadne :wink: :D
-
Oj Kochliczko, Kochliczko.... :wink: Teraz, odkąd masz wreszcie wagę, potraktuj to jako początek kontroli nad sobą. Żadnego objadania się, słyszysz? Nie wolno! Ja wiem, że to jest silniejsze, sama właśnie mam z tym problem, że jak zacznę jeść, to nie mogę już przestać... Ale, odkąd codziennie zapisuję wszystko, co zjadłam, opamiętałam się. Łatwo jest usiąść i zacząć wcinać, po czym próbować się rozgrzeszać i o tym zapomnieć. Trudniej, gdy wszystko trzeba zapisać, w zeszycie albo tutaj i przyznać się przed samą sobą ile się zjadło (pożarło)!
Ja cały czas daję radę, dziś biegałam, jest coraz lepiej. Nie dość, że znów wydłużyłam dystans, to także zwiększyłam prędkość z jaką biegam, ale wszystko robię stopniowo, bez narzucania sobie niemożliwego. Dziś mija tydzień, jak biegam i widzę, że naprawdę jestem sprawniejsza. Tylko tydzień, a już jest efekt!
Uda nam się!!!!!!!
-
A jak mam chwilę, że nachodzi mnie ochota, aby się czymś zapchać, to wcinam truskawki albo arbuza. To chyba lepsze niż słodycze, nie? :D
-
witajcie ja tez od niedawna:) owoce to super pomysl malutko kalorii i to jeszcze tych dobrych proste cukry i potrzebne.napiszcie cos jak jadacie i co sobie gotujecie,ja dzis na sniadanko 2 jajka i kromeczka chlebka razowego,potem planuje piers ugrilowac i warzywa.wazne by nie tlusto malo kalorycznie i zdrowo.dobrze przyprawic i tez pycha.ja tez kiedys wazylam 59 przy 165 uwazalam ze za duzo,zakochalam sie i schudlam do 54 prawie nic nie jadlam a jak jadlam to za 3!!!!wtedy uwazalam sie za gruba bylam co mam teraz powiedziec???uff jaka glupia bylam i wiem ze musze ograniczyc jedzonko i troszke spalic a przedewszystkim jak schudne bo tak bedzie to jesc podobnie czyli mniej, liczyc co sie je bo latwo przesadzic bo trudniej jest utrzymac wage niz ja zgubic.buziaki karla
ps.juz 4 dzien a ja nie przekraczam 1000:)jestem dumna nie jem po 18 :) gdy mam ochte na slodkie to wypijam szklanke herbatki zielonej czy czerwonej,lub marchcewka lub jakis owoc lub lyzeczka miodu,narazie dziala.kazdego dnia planuje co zjem i odliczam zanim zjem.troszke to dolujace,trzeba sie przyzwyczaic najgorsze ze ciagle o tym mysle wrrrr
dziekuje za wsze wsparcia dzuo mi daje siedzenie i czytanie wszych postow:)
-
Dziewczyny kochane!! Błagam, trzymajcie kciuki, bo za chwilę wyjeżdżam do mojej babci i będę u niej na kolacji... wiecie jak to u babuni, zapewne wystawi na stół masę pyszności i będzie uparcie nakłaniać do skosztowania smakołyków... Muszę być dzielna i wygrać, nie tylko z uporem babci, ale także ze swoją słabością!
-
:))
3mam kciuki. Ja miałam wczoraj imieniny PIOTRUSIA, WIEC TROSZKĘ POSZALAŁAM, ALE TE TYSIĄC KALORI PRZEKROCZYŁAM TYLKO O 150 :/ DZIS ZA TO TYSIĄCZEK :) TERAZ ZMYKAM NA ROWER. KURCZE, A JUTRO ZNÓW IMPREZA :)
-
UDAŁO SIĘ! U babci zjadłam tylko sałatkę i kilka plasterków pomidorka i ogórka! :D A największym zwycięstwem było nie zjedzenie ani kęska deseru (sernik z morelami, rolady śmietankowa i czekoladowa), którym wszyscy z rodziny się zapychali, a ja nie! Jupi!