hej, może was nie pocieszę, ale samo to nihdy nie mija... :cry: też to miałam, teraz też czasem miewam, ale się pilnuję, zawsze staram się znaleźć jakies zajęcie, bo nawet jesli jestem po dobrym obiedzie, i tak czasem mam ochotę się napchać :evil: świetnie was rozumiem, bo potrafię zjeść 10 000 kalorii dziennie :shock: :shock: :shock: ale już jest niby lepiej, nie chce myśleć, co będzie, jesli znowu...nie!!! nie myślę o tym. ale wiem, że nadejdzie, pamiętam, latem, jak już miałam dosyć tycia, przez 2 miesiące ślicznie chudłam, jadłam ponad 1200 kcal ,ćwiczyłam codziennie i dużo, żeby zapomnieć o kompulsach, schudłam 10 kg w 2 miesiące, ale potem nie wytrzymałam i znowu zaczęłam się przejadać. to okropne. chciałabym, żeby to się wreszcie skończyło. na szzcęście teraz jakoś daję radę, ale staram się nie dopuszczać do żadnego "wykroczenia" na diecie, u mnie sprawdza się w 100 % metoda wszystko albo nic. jeśli już zacznę jeść ponad limit, zjem te 10 000 kcal i będę się użalać nad sobą :oops: to straszne.
długo się zastanawiałam, co sprawia, że objadam się kompulsywnie. nuda, stres, brak poczucia bezpieczeństwa, samotność? może wszystko , a może nic z wymienionych. po prostu włącza się coś w główce, co mówi: idź się nażreć, będzie miło, żyjemy tylko raz, potem i tak wrócisz na dietę od jutra. tylko to od jutra zwykle kończy się kolejnymn obżarstwem. teraz się muszę się mocno pilnować, bo jęsli będzie choć jedna porażka...eee, nie ma o czym mówić, jestem stracona... :oops: :x