grrr, brzuch mam chyba większy od czasów sprzed odchudzania :?
Jojo widać mnie dopadło :cry:
W sobotę się okaże.
Wersja do druku
grrr, brzuch mam chyba większy od czasów sprzed odchudzania :?
Jojo widać mnie dopadło :cry:
W sobotę się okaże.
napisałaś 'chyba' więc nie jesteś pewna. może Ci się tylko zdaje?
Się okaże w sobotę.
Póki co, czuję się maksymalnie napompowana, winię głównie okres i gigantyczną ilość węglowodanów, jaką pochłaniam.
Mięsa nie jadam, nie ma tu gdzie kupić (przynajmniej nie ma tu zaufanego sklepu mięsnego, takich mięs z supermarketu się boję).
hej dziewczynki, przeczytałam cały wątek i postanowiłam się do Was tutaj przyłączyć. problemy z samoakceptacją to cała ja. jestem jednym wielkim problemem ;)
ale staram się od dawna żeby tak nie było. chodzę w szortach, pilinguję ciałko, żeby mnie nie odrzucało, noszę dziewczęce ciuszki i staram się być kobieca (choć jeżeli o to chodzi, to ponoć wcale nie muszę się starać,..co jeszcze potwierdza psychotest na płec mozgu, który mi powiedział, że jestem skrajnie babska ;) ).
Moj chlopak zapewnia mnie, że go strasznie kręcę i wkurza się na mnie jak go pytam, czy nie mam brzucha jak bąbelek ;)
Ale co z tego jak ja wiem swoje?
Muszę raz na zawsze skończyć z takim myśleniem.
Chociaż po wstaniu z łożka i lusterkowych oględzinach okazało się, że fryzurę mam jak stróz w boże ciało, to ma być zielono!
idę się ogarnać ;)
buziaki :*
U mnie też już zielono, zielono, zielono :)
Przyszedł do mnie (w pracy jestem) mój niemiecki trener (osoba, która uczy mnie, jak robić pewne rzeczy - po tym, jak się czegoś nauczę muszę napisać instrukcje obsługi tych procesów, trener to czyta i daje mi do poprawek, potem szefostwo to zatwierdza i tu wracam do Krakowa). No więc mój trener do mnie przyszedł z tymi procedurami (instrukcjami) i powiedział, że poza małymi błędami całość jest dobra. Teraz będę poprawiać te błędy i wysyłać do szefostwa. I jakoś tak dumna z siebie jestem.
Aż sobie zieloną herbatę zrobiłam, żeby zielono na maksa było.
Co do kompleksów, to zwalczyłam dziś jeden - mam głupią obsesję na punkcie czoła - mama moja jest wielką zwolenniczką grzywek, non stop mi mówi, że bez mi jest brzydko. A ja grzywki nie znoszę, bo mam szalone włosy - kręcą się pod wpływem wilgoci, więc wiadomo, jaką mam tą grzywkę nie tegez. I dziś się wkurzyłam, zebrałam ją do tyłu i przypięłam wsówką. Zapuszczam. Przy okazji sterroryzowałam koleżankę z pracy pytaniem, czy wyglądam jak człowiek w takim upięciu, stwierdziła, że wyglądam normalnie. :lol: No!
Trzykolory,
ja też staram się pilingować ciało, nawilżać, bo mam okropną genetycznie skórę - rogowacenie okołomieszkowe. A co mnie jescze bardziej brzydzi to fakt, że czym bardziej się depiluję, tym gorszą mam strzechę :x Marzę o laserowej, chociażby na pachy i bikini.
Oki, nie psujmy sobie nastroju przypominaniem sobie swoich kompleksów.
Jest super. I niech tak pozostanie.
no proszę jak się zielono zrobiło... ja może nie napiszę nic, żeby nie psuć tej zieleni :lol:
Beatko,
nie masz innego wyjscia - musisz sobie szybko poprawić humor i napisać mi trawiastego posta!
:D
będzie trawiasto :D byłam na siłowni, nie było wcale tak źle, aż sama się zdziwiłam że tak długo udało mi się ćwiczyć. pot tak się ze mnie lał że szok :D no ogólnie jestem zadowolona, moje ciało mnie naprawdę zadziwiło dzisiaj :D
Świetnie Beatko!
Cieszę się, że się zmobilizowałaś, że jesteś z siebie zadowolona! :D Jestem z ciebie dumna :D
Mój dobry nastrój się utrzymuje, wyszłam z pracy po 8h, chociaż jak mi dziewczyny powiedziały, że moja pensja, którą dostaję 28. dnia miesiąca jest bez nadgodzin i że jutro wpłyną pieniążki za nadgodziny, to aż się miło zrobiło (miałam 8h nadprogramowych w czerwcu i myślałam, że te grosiki już z pensją przyszly, a tu proszę :D ) i nawet by człowiek miał motywację zostać z godzinkę :lol: Ale ja zamiast rzucić się na kasę wolałam iść ją wydać - kupiłam dla mamy kremy redermic la roche posay (jeden taki 24h drugi pod oczy) - trochę droga impreza, jakieś 50EUR mi wszyło,ale nie ma nic przyjemniejszego, niż robienie prezentów, prawda? :D (nawiasem mówiąc mam od tygodnia krem z la roche posay, effaclar matujący i to mazidełko zdziałało u mnie cuda! gorąco polecam! mam nadzieję, że mojej mamuśce też spasuje ta firma)
Moje jedzonko dzisiaj:
śniadanie: kawa z mlekiem i banan (w pośpiechu)
2. śniadanie (ok.10tej, w pracy): bułka biała bez masła z serkiem brie, kawa z automatu
obiad: ryż z truskawkami i cukrem
podwieczorek: jak wyżej :D
kolacja: 2 bułki z serkiem pleśniowym, bez masła, szklanka świeżego (ponoć) soku pomarańczowego (z eko stoiska w markecie, fajna sprawa, bo taki gęsty jest, z paprochami)
Po kolacji mnie zmuliło, tzn zapragnęłam drzemki, więc sobie ucięłam, właśnie wstałam, idę sobie zrobić kawkę, ubrać jakiś ciepły sweterek, bo coś zimno (brr, wstrętne czarne chmury, zbiera się na ulewę) i biorę sie za pakowanie. Przyjechałam 28.05 z 17,7kg bagażu, w międzyczasie wywiozłam 2 zbędne pary butów i jakieś tam dziadostwa, ale w sumie przywiozłam sobie trochę ciuchów, prostownicę do włosów itd, więc muszę dziś (jutro ponoć urodziny szefa i impreza) spakować co się da i wywieźć w piątek do Krakowa, bo 1.08 jak będę wracać na stałe to mogłabym mieć problem z nadbagażem. Bo oj, nakupowałam tu troszkę ciuszków, książek, kosmetyków... I jeszcze mam zamiar coś dokupić :lol:
Aaaa i powiem wam jeszcze, jak sie skończyły moje wczorajsze cwiczenia - odechciało mi sie :lol: Potem jakoś tak mnie naszło, że włączyłam sobie radio i się wygłupiałam -tzn tańczyłam sobie, ale tak aerobikowo :D I takiego mi to dało kopa, że później zasnąć nie mogłam :lol:
PS. A wiecie co jest najpiękniejsze? Mój mi ostatnio napisał na gg, że przyjedzie do mnie dopiero w niedziele, bo w piątek będę dopiero o 23 na lotnisku, a to późno itd (powiedziałam wtedy tylko:ok. Nie marudziłam, nie prosiłam, ślicznie się po prostu obraziłam) a dziś mi z zaskoczenia napisał, że jak z mojej strony aktualne, to on o 24 do mnie przyjedzie, kumpel go podwiezie :D Yeah! Mój misiaczek :D Przemyślał sprawę :wink:
poszedł po rozum do głowy :wink: