-
A ja uważam że umiejętność skończenia na 1 kostce czekolady to kwestia treningu. Sama na początku diety miałam takie ataki na słodycze- czekolada u znajomych, ciasta. Z biegiem czasu udało mi się to opanować i słodycze nie robią na mnie większego wrażenia. Kiedyś myślałam że nie dam rady, teraz wiem że się myliłam. ale ile wpadek było w międzyczasie. Jestem na diecie od października, obecnie na końcowym etapie "wychodzenia" z diety i przez 3 miesiące zanotowałam 1, w dodatku planową wpadkę:](impreza urodzinowa siostry). Poza tym ani razu nie przekroczyłam limitu nawet o 1 kalorię, chociaz w moim domu są stosy słodyczy. Ostatnio były to:2 pudełka lodów, 2 czekolady, czekoladowe bombki na choinkę. pudełko galaretek w czekoladzie, 3 wafelki, 1 baton, paczka draży i pewnie cos tam jeszcze ale nie pamiętam:] I nie rzuciłam się na nic, chociaż wszystko stało na widoku. Wyznaję zasadę:po trochu, ale codziennie:] Dlatego ten stos słodyczy wykańczałam z moim chłopakiem przez 2 tygodnie:]
-
Dokładnie! To też skutkuje. Kwestia psychiki: Jeżeli założymy sobie, że "nie będę nawet patrzył/a na słodycze", to naprawdę ciężko będzie się oprzeć tej pokusie.
Ja proponuje (na początek) zrobić coś takiego: Ustalić sobie (w zależności od stopnia uzależnienia od słodyczy - to już musicie sobie sami ustalić) jeden dzień kiedy będziecie mogli zjeść coś na co macie ochotę. Może to być na przykład jeden rządek czekolady, kawałek pizzy, shake etc. W żadnym przypadku niech to oczywiście nie będzie coś przeogromnego typu: cała czekolada, cała pizza, lub butelka coli "na raz".
W ten sposób kiedy w ciągu tygodnia napadnie Was wilczy głód na cokolwiek "zakazanego", pomyślcie sobie, że przecież czekacie na np. niedzielę wieczór, kiedy to będziecie celebrować (przy wodzie mineralnej oczywiście) tak długo upragniony kawałek czekolady, pizzy etc.
-
no wlasnie i jak zaczneimy z tym nalogiem walczyc to nam sie uda i bedziemy mogly spokojnie diekowac za np kawalek ciasta bo po prostu niebedzie nas juz do neigo ciaglo;p
wiem to po sobie :D przed dieta nie wyobrazalam sobie dnia bez slodyczy, czekolade potrafilam cala zjesc naraz:/
a teraz dziekuje po jednej kostce i jest ok:LD
-
Odp: POMOCY BŁAGAM!
Razem z małżonką podeszliśmy do diety 1000 kcal - tak aby się razem wspierać. Ja wytrwałem tydzień, ona dwa. Byliśmy w lekkiej rozsypce. Wcześniej próbowaliśmy różnych diet, które albo dawały opłakane skutki, albo poddawaliśmy się po kilku dniach. Dopiero wizyta u specjalisty (w naszym przypadku przychodnia Medica2000 w Warszawie) dała efekt. Pani dietetyk stworzyła plan typowo pod nasze zapotrzebowanie kaloryczne i zapotrzebowanie na makro składniki. Obecnie cieszymy się mniejszą wagą, ale nadal walczymy. Dlatego pamiętajcie - nie zawsze mniej znaczy lepiej! :)