-
moja .."dieta"
Wiitam wszystkich ;) .
no więc może zacznę o mojej `diecie`.. ale tak zupełnie od początku.
Obecnie mam 15 lat.
od ok.13 roku życia ważyłam ok 67 kg. przy wzroście 174-176 teraz już obecnie.
Nigdy wcześniej nie przeszkadzała mi ta waga..nawet nie myślałam o diecie, jadłam dużo..no chyba raczej dużo, zależy jeszcze jak dla kogo. no ale mniej więcej tak wyglądał moj jadłospis dnia:
śniadanie: 3 kromki zwykłego chlebka + czasem 3 jajka smażone, czasem szynka, no po prostu wszystko bez wyrzeczeń
obiad: zupa + zazwyczaj tłuste 2 danie.
kolacja: 3 kromki również z wszystkim jak leciało
oraz podjadki między psiłkami i mase słodyczy
..jednak od pewnego czasu, tak gdzieś ok. pół roku, moja waga zaczęła mi przeszkadzać i zaczęła sie moja walka ze sobą, przeżyłam kilka diet które trwały po 2, góra - 3 dni. ;/ .
ale w końcu udało się :D. utrzymałam diete przez tydzień po czym stwierdziłam że jem za dużo, i stopniowo zaczynałam jeść coraz mniej. dlaczego? bo były efekty, a skoro są efekty przy takiej diecie to będą wieksze przy diecie bardziej rygorystycznej - tak myślałam..
aktualnie moja dieta trwa ok 2,5 miesiąca a moje dzienne pożywienie wygląda tak:
Śniadanie: herbata, czasem jogurt
Obiad: jak uda się nic nie zjeść to nic a jak już muszę to łyżkę ziemniaków i łyżkę zupy - dosłownie
kolacja: nic.
gdy czuję się już bardzo słaba robie sobie dzień "jedz wiecej ale nie dużo" i zjadam kromkę na śniadanie i talerz zupy. w czasie mojej `diety` takich akcji było może z 3.
no i najważniejsze! moja waga...
ważyłam 67, waże ponad 50. nie wiem dokładnie bo jak na złość waga się popsuła.
wiem że robie źle jedząc tak ale nie potrafie przestać.. wewnetrznie kontroluje to co robie i nie dałabym się zabić samej sobie...
jest mi dziwnie... piszę to [przepraszam jeśli zaśmiecam forum]. bo nie wiem co powinnam robić...nie potrafię spojrzeć obiektywnie na tą całą sytuacje, nie mam siły słuchać już uwag wrzyskich "jedz! ania jedz!", " chudzielcu co ty zrobiłaś przeciez połowę cie nie ma, powinnaś zgrubnąć"
nie wiem czym jest to co robie ale nie jest to anoreksja [ chyba ] :(
-
Zakrawa jak dla mnie na anoreksję, przecież Ty nic prawie nie jesz, jeju:/ będzie ci cięzko, nie da sie tak cale zycie jechac i nie zwalić sobie zdrowia:/
-
-
wydaje mi sie, ze powinnas sie spotkac z psychologiem, bo sama nie pokonasz tej 'bariery' aby zaczac normalnie jesc.
-
ZAMIAST ZUPY JEDZ COS INNEGO BO ZUPY SA KALORYCZNE NA SMIETANNIE. POWINNAS JESC 5 MALYCH POSILKOW DZIENNIE.
-
moja przyjaciółka tak zaczęłam przygodę z anoreksją... błagam dziewczyno ,zacznij jeść.
-
nie wygłupiaj się i jedz :!:
-
Porozmawiaj z mamą, albo z wychowawca czy psychologiem Oni wszyscy Ci pomogą...
Twoja aktualna "dieta" prowadzi Cie do destrukcji a tego nikt nie chce...
Mozna sie odchudzac ale nalezy to robic z rozwaga i gdy tylko wchodzi sie na zly tor trzeba przestac... Ty jestes juz na tym torze... Proszę Cie zmien go.
Wiem jak to sie konczy...zazwyczaj zle... ale znam dziewczyny ktore sa teraz w normalnej wadze zdrowe i usmiechniete :)
powodzenia
-
nie wiem czemu nadal utrzymują się poglądy że redukcja tkanki tłuszczowej oznacza głodowanie:P mamy XXI wiek:P
kiedyś zazdrościłam osobom, które głodowały i schudły... w tym sęk, że spalasz mięsnie, narażasz się na przedwczesna osteoporozę i możliwe, że inne "ciekawe" schorzenia, także przerwij "dietę" póki nie będzie za późno.