pisze co mi lezy na sercu;)
Czesc Wam. Otorz mam problem. Jestem wsciekla na sama siebie i juz ni moge na siebie patrzec:( Od poczatku zeszlego tygodnia zaczelam dietke gdzie mysle ze miescila sie w 1000-1200kcl (dokladnie nie wiem bo nie chcialo mi sie liczyc:P) no i wszystko bylo calkiem niezle gdyby nie to ze w sobote mialam 18-stke i wlasciwie bylam w pracy w kawiarni a tam zwykle nie udaje mi sie powstrzymac zeby czegos wiecej nie zjesc. Na poczatku bylo ok ale jak tylko zaczelam od miseczki flakow to juz nie moglam sie opanowac i jadlam co popadnie. Dodam jeszcze ze wczesniej w domu jadlam sniadanko i obiad tak jak planowalam nie przekraczajac 1200kcal a do pracy poszlam o 18 a wrocilam o 4 nad ranem i obiecalam sobie ze od niedzieli znowu wracam do tego co bylo w zeszlym tygodniu. No ale w rezultacie w niedziele swietowalam jeszcze ze znajomymi urodzinki na miescie i poszlismy do kfc i trudno bylo czegos nie zjesc no i wrocilam do domu i znowu sie nawpier******* ile wlezie i (znowu sie powtorze) obiecalam sobie ze dzisiaj juz napewno bedzie lepiej i sie nie poddam no i niestety uleglam w szkole i kupilam sobie slodka bulke i wrocilam do domu i znowu sie nawpierdzielalam:| Jak ktos nie da mi porzadnego kopa w tylek to chyba nigdy nie dam rady schudnac:( Przez tydzien udalo mi sie zrzucic 2kg ale nadrobilam to w dwa dni i znowu jestem w punkcie wyjscia. Dodam jeszcze ze mam 162cm i waze 58kg a chcialabym najchetniej dojsc do 45 ale nawet jak bedzie 47-48 to i tak juz bede skakala z radosci;) Prosze niech mnie ktos zmobilizuje do walki. Moze bym sie tak tym wzystkim nie przejmowala gdyby nie to ze juz sie prawie nie mieszcze w zadne spodnie a jak zaloze jakas obcislejsza bluzke to zaraz mi sie podwija do gory przez te walki na bokach i cale sadlo mi wylazi. Nie wspomne juz o glupich uwagach w domu. Jak sobie pomysle ze jeszcze dwa lata temu nie przekraczalam 50kg to az mnie wszystko sciska. Pomozcie mi PROSZE! I przylaczajcie sie razem bedzie nam razniej.
sorka ze tak zanudzam;)