Stanelam przed lustrem, zobaczylam monstrum: tluszcz nad talia po bokach wygladal jak implanty wszyte pod skore. Pomyslalam, albo dalej bedziesz sie bezkarnie objadac i NIGDY nie wrocisz do normalnej postaci, albo TERAZ wezmiesz sie za siebie.
Wybralam to drugie. Wczesniej kupowalam coraz wieksze namioty, zeby jesc bez wyrzutow sumienia. Okazalo sie, ze to nie jest sposob. Zaczelo mi przeszkadzac, ze przemykam do wanny nie patrzac w lustro i ze lezac w wannie nie moge sie poruszac.
W glowie zablyslo mi swiatelko: to tylko tluszcz, ktory mozna zuzyc, spalic :)
Podzielilam swoj jadlospis na produkty smaczne i zdrowe oraz smaczne i niezdrowe.
Odstawilam to, co odzywczo bezwartosciowe: najpierw slodycze, biale pieczywo, kartofle (pochlanialam ich tony), przeszlam na diete srodziemnomorska (spaghetti z sosem pomidorowym, pesto, ziolami), potem zrezygnowalam z makaronow i zastapilam je ryzem z dodatkami (piers z kury, jablka) - mowie o glownym posilku, z czasem do minimum ograniczylam tluszcz. Jeszcze pozniej wielkosc porcji.
Bardzo pomogl mi motywacyjny plik audio.
Wysluchalam go kilka razy, potem spisalam i czytalam sobie tak dlugo az zapamietalam kazde zdanie.
Wiecej w pamietniku.