-
Niestety moje plany na weekend fitness/spa musiały ulec zmianie.
Byłam wprawdzie i w czwartek, i w piątek i w sobotę na basenie, ale późniejsze obowiązki niestety nie pozwoliły mi na 60-minutowe wylegiwanie się w czekoladowej masce :(.
Musiałam się ograniczyć do peelingu antycellulitowego i balsamów. A wczoraj tak źle się czułam, że cały dzień spędziłam w łóżku, choć to też miła odmiana :), może poza kiepskim samopoczuciem.
Wpadła mi w ręce wspaniała książka: Poradnik Grubaski autorstwa Wendy Shanker.
Książkę przeczytałam jednym tchem. Autorka, która sama jest osobą Grubą, nie pisze o tym, jak się odchudzać, ile ćwiczyć czy co robić aby schudnąć, ale o tym, jak nabrać szacunku do siebie i swojego wielkoformatowego ciała. Książka na prawdę fantastycznie napisana i każda Grubaska powinna ją mieć w swojej biblioteczce. Dobrze napisana, z zabawnymi anegdotami, pokazuję, że pomimo rozmiaru 48 lub większego (ja noszę 54, choć już powoli wchodzę w 52 :)) można się szanować. Nawet jeśli dodatkowe kilogramy nam przeszkadzają i źle się z nimi czujemy, możemy przecież szanować nasze ciało i siebie.
Autorka nie zachęca do zaniechania starań o zgrabną sylwetkę, jeśli tego właśnie chcemy. Pisze jedynie o tym, że można być Grubym a jednocześnie sprawnym i w miarę szczęśliwym. Pisze o tym, że nikt nie chce być gruby, ale niektórzy po prostu nie mają szans na schudnięcie, więc powinniśmy utrzymywać nasze ciało w sprawności, nawet z tymi nadprogramowymi kilogramami.
Pomaga zmienić spojrzenie na siebie i własną tuszę, nawet jeśli nie jesteśmy jej w stanie zaakceptować.
Na prawdę polecam tę pozycję każdemu kto jest Gruby, nawet jeśli jest Gruby tylko emocjonalnie.
Odezwę się niebawem. Pozdrawiam wszystkich.
-
Dawno nie zaglądałam, ale ten tydzień był dla mnie okropnie pracowity :(. Nie miałam czasu na nic. Tylko praca, dom, praca, dom... Do tego nie mogłam chodzić na basen :(. Ale już od jutra wracam do codziennego pływania, mam też zamiar wprowadzić popołudniowy plan treningów w domu: stepper, rower i ćwiczenia siłowe. Do tego odpowiednio skomponowana i zbilansowana dieta i mam nadzieję, że waga dalej będzie spadać. chciałabym do urodzin (w grudniu) schudnąć na tyle, abym mogła wymienić sobie garderobę na kilka rozmiarów mniejszą. Nie zakładam ile kilogramów chcę schudnąć, ale fajnie by było chudnąć od 1 do 2 na tydzień.
Cóż, zobaczymy co będzie. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
-
pozdrawiam serdecznie!!!
Gratuluję spadków
Zbliżasz sie do wytęsknionej wagi 99
to jest bardzo mobilizujące
widzę że mamy taką sama wagę początkową
zapraszam do mnie
-
nie przesadź z tempem chudnięcia, 1kg na tydzień zupełnie wystarczy, to i tak bardzo dużo i wiele z nas marzy o takim spadku, więcej to już bardzo niezdrowo, ale przy zbilansowanej diecie i takiej ilości ruchu, jak planujesz to powinnaś chudnąć około 1kg na tydzień :) trzymaj się planu a na pewnie schudniesz :D
pozdrawiam
-
Witaj woney! :)
Rozumiem, że oczyszczanie organizmu już zakończyłaś? Na jaką dietę teraz się zdecydowałaś? Jakaś ścisła czy liczenie kalorii (1200)?
Pozdrawiam i życzę powodzenia w dążeniach do celu! :)
-
Uwielbiam to forum za ludzi, którzy je tworzą :). Zawsze służycie dobrym słowem, radą czy też gotowe jesteście do dzielenia się własnymi doświadczeniami. To bardzo ważne w tym trudnym zadaniu jakim jest odchudzanie :).
AmmyLee, dietę oczyszczającą skończyłam w ubiegłą sobotę. W sumie zrzuciłam 13 kilogramów w 6 tygodni, co jest moim zdaniem dość dobrym wynikiem. Za pierwszym razem straciłam 16 w 4 tygodnie, ale przy tej diecie każdy następny raz jest trudniejszy i chudnie się znacznie wolniej niż za pierwszym razem.
Zamierzam dietę powtórzyć pod koniec lata, albo na początku jesieni, na przełomie sierpnia i września, bo jest fajna, nieskomplikowana, przynosi bardzo dobre rezultaty i jest świetnym wstępem do właściwej diety odchudzającej :).
Teraz dieta 1000-1200 kalorii, ciężko wrócić do liczenia, ale opracowałam sobie nieskomplikowany jadłospis, więc powinno być ok. Do tego dodatkowo błonnik pokarmowy, l-karnityna, mój ulubiony suplement :), dużo ruchu, no i oczywiście domowe zabiegi kosmetyczne, aby skóra nie spadła mi na kolana i nie zatrzymała się na kostkach :).
Zamierzam wytrwać w postanowieniu diety, ćwiczyć regularnie i nie zniechęcać się :). Wierzę, że mi się uda.
Jutro tradycyjnie na 6.00 na basen, już jestem spakowana :).
Doris, już z niecierpliwością wypatruję na wadze tej cudownej i wytęsknionej, dwucyfrowej liczby 99 :). Będzie to dla mnie początek nowego etapu :).
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie :).
-
podziwiam za wytrzymanie 6 tyg na oczyszczaniu...
gratuluję straconych kg...
zazdroszczę odwagi i wytrwałości w chodzeniu na basen (ja chyba się nigdy nie odważę)...
życzę jak najszybszego osiągnięcia dziewiątek...
pozdrawiam!
-
pozdrawiam serdecznie
kropla drąży skałę
http://adonai.pl/kartki/8/5.jpg
-
aneto123, na basen chodzę na 6.00 rano, a wtedy większość ludzi są to puszyste panie :) więc nie ma się czego wstydzić. Poza tym chodzę tam popływać i mam tak na prawdę w nosie co inni o tym sądzą :). Uwielbiam pływać i nie zrezygnuję z tej przyjemności tylko dlatego, że jakiejś bdziągwie może sie nie podobać moje tłuściutkie ciało :). Do odważnych świat należy, a ja robię to dla siebie i mojej nowej przyszłej figury. Zachęcam Cię do wskoczenia w kostium i do basenu, bo to świetne ćwiczenie. A co Cię obchodzą ludzie i to co myślą? Ty nie oceniasz ich owłosionych nóg czy zwisających brzuchów :). Jakbym sie przejmowała tym co myślą inni, to nigdy do niczego bym nie doszła, nie zakochała się po raz pierwszy, drugi i dziesiąty, nie wiedziała czym są pocałunki i seks... i jeszcze cała masa innych rzeczy :).
Doris, dokładnie tak. Małymi kroczkami naprzód, do upragnioego celu.
Pozdrawiam serdecznie.
-
woney - świetne masz podejście :D ja tak chodziłam na aerobiki i taniec, kiedyś koleżanka mi powiedziała, że ona nie chodzi na aerobik, bo się wstydzi przed chudymi 'gloriami', że one się będą z niej śmiać, że gruba jest, ale ja się nigdy nie przejmowałam i często okazywało się, że kondychę mam lepszą od nich i mogę ćwiczyć dłużej, skakać wyżej i tańczyć lepiej :P w grupie z tańca jazzowego to mi mogły skoczyć, a była na bank największa w grupie :P