-
Madzieńko ciesze się, że jesteś już spowrotem z nami i masz nowe siły do walki :)
ja również nigdy nie czułam się akceptowana przez moje szkolne i nie-szkolne otoczenie.. jak zaakceptowałam siebie to poczułam się lepiej :) to, że się zaakceptowałam nie oznacza tego, że pogodziłam się z tym jak wyglądam.. po prostu doszłam do wniosku, że waga nie może mi ograniczać życia :) a ciuszki? no faktycznie, nie jest łatwo znaleźć coś to nie przypomina worka po ziemniakach i nie jest czarne albo szare.. ale da się :) tak jak Kasikowa zauważyła.. na allegro :) ważne tylko, żeby umówić się na wymiane jakby coś nie pasowało :) i gitarka gra :)
3mam kciuki za 'nowe życie' i przeogromnie gratuluję zgubionych kilosków ;)
buziakii ;***
-
akceptacja samej siebie, nie zwracanie uwagi na cymbałów (których niestety nie brakuje) to podstawa! nie wolno chować się bo życie zbyt piękne by odkładać je na półkę do czasu schudnięcia. trzeba cieszyć się każą chwilą czy masz 100 czy 50 kg!
chowając się, unikając kontaktów z ludźmi masz mniejsze szanse na powodzenie - żal, smutek, depresje, napady...
żyjąc pełną piersią masz siłę aby walczyć o to co chcesz osiągnąć...
mnóstwa sił, cierpliwości i samoakceptacji życzę i pozdrawiam gorąco!
-
Dzisiaj 3 dzień idealnego życia (no prawie, bo bez ćwiczeń, strasznie trudno jest mi się zmotywować :((
I tak już wpisało się w tradycje, że gdy przychodzi 3 dzień pojawia się kryzys i impulsywne rzucanie wszystkiego (mówiąc brzydko) w pizdu! całego tego odchudzania...walki, marzeń, dobrego samopoczucia itp....dwie godziny przekonywałam się by nie zamówić do domu pizzy...pomimo zapełnienia brzucha wodą, by może przypadkowo myśl o pizzy sama opuściła moją głowę nadal byłam "napalona" na obiekt mojego pożądania...próbowałam wszystkie możliwe sposoby aby uniknąć nierozsądnej decyzji (czyli oprócz wystukania numeru odważyć się również na wciśnięcie "zadzwoń"...) przypominałam sobie o satysfakcji z odchudzania...i nic...czytałam pamiętniki na diecie.pl i ******i....nic...przypominałam przykre wspomnienia z kiedyś o których chciałabym zapomnieć i nic....toczyła się we mnie walka - moja silna wola i ambicja, która krzyczała bym tego nie robiła, bo nie warto...nie warto mieć tych wszystkich wyrzutów sumienia i poczucia beznadziejności ... i ciągłego zaczynania od jutra...i to drugie uczucie - chęć zjedzenia czegoś niedozwolonego, bo przecież jak inni mogą to ja też :-| i nagle przypomniał mi się mój dzisiejszy sen w którym odwiedziłam mojego brata w akademiku, siedział tam z jakimiś kolegami, przywitałam się z nimi i od razu przekonanie i ten wstyd, że jestem gruba (jak ja nie znoszę tego słowa :-/) i w ogóle jak oni mogą gadać z taką grubaską :-/ nie wiem czy wam również, ale mi zawsze śni się, że jestem gruba, moja przyjaciółka, która również jest "czekoladą" gdy śni o sobie to zawsze w tym śnie jest chuda... ja chyba mam już to zakodowane w głowie, że jestem grubaską...pewnie jak schudnę to również będę nosić w sobie takie przekonanie :(
Później ukryłam się w łazience i popłakałam do lustra...."jak mogłam chcieć zjeść pizze, przecież ja nie chcę tego tłuszczu, przecież nikt nie lubi puszystych :("
a po wylaniu łez wielkości małej ulicznej kałuży zamiast pizzy zjadłam truskawkową activię i 2 wafle ryżowe...czyli kryzys opanowany, jestem z siebie dumna...bo naprawdę, jestem zmęczona ciągłym odchudzaniem i tyciem...dlatego pojawiają się bardzo konkretne chwile wątpliwości...kiedyś tego nie było....ale trzeba doprowadzić przedsięwzięcie do końca...
a zjadłam dzisiaj:
śniadanie: grahamka (201,24) (coś na grahamkę wydaje się dużo...ale tyle było w tabeli kalorycznej) z pastą jajeczną (116) (jajko 90kcal + rzodkiewka 14kcal + papryka 12kcal)
II śniadanie: jogurt naturalny Danone (149,6)
obiado-kolacja: jogurt activia (124) + 2 wafle ryżowe (60)
razem: 650, 84
wiem, że obiado-kolacja bardzo uboga, ale pracowałam dzisiaj w ogrodzie dość długo...te wszystkie zabiegi związane z koszeniem, grabieniem i podlewaniem trawnika...
wypiłam też sok z aloesu i herbatkę z pokrzywy (okropieństwo)
...i za każdym razem cieszę się, że jesteście, bo nikt nie zrozumie moich puszystych rozterek jak wy... :)
...
Kasikowa to super, że nie masz problemu z chodzeniem na imprezy...też tak bym chciała, niestety łatwo rzucić hasło, by odblokować psychikę, ale bardzo ciężko pokonać ten wewnętrzny opór i blokadę :-/ może jutro wybiorę się na jakieś szperanie po lumpkach...a nóż widelec coś fajnego dorwę :-) ) buziaki :*
Cauchy coś mi się wydaje, że będziesz moją idolką ...zresztą zaraz zajrzę na twój wątek... :) dziękuje za te słowa o oczach, niestety często da się wyczytać z nich prawdę o człowieku (piszę niestety bo w niektórych sytuacjach wolałabym ukryć swoje emocje)
asteraki gratuluję fizyki kochana :* ...pożeraczko męskich serc :D jak ty to robisz?! :)))
aneta123 oczywiście wszystko prawda i święta racja...tylko praca nad charakterem to druga działka...pracuję nad tym...buziaczki:*:*
ps. a w kwestii brata to mój brat jest tą nie do końca odwzorowaną kopią...(bliźniak :)... jest chudy jak szczypior i ma ciemną karnację, różnimy się bardzo...nie tylko wyglądem ale i charakterem :)
ps.2 no tak...znowu się rozpisałam :-)
-
Cieszę sie że nie poddałaś się pokusie. Oby tak dalej i schudniesz tyle ile chcesz. I w snach będziesz chudziutka zobaczysz...Buziaki... :D :D
-
Madziu kochana :)
Jestem z Ciebie dumna, że nie dałaś się pokonać myślom o pizzy! Gratuluję :) . Każdy taki sukces jest ogromnie ważny, tu nie dasz się nakłonić na pizzę, tam na ciastko, ani się obejrzysz i 10kg ucieknie od Ciebie w popłochu ;) . Sama zobaczysz. Tylko trzymaj się nadal tak dzielnie, a na pewno dasz radę. My Ci oczywiście pomożemy kiedy tylko będzie trzeba.
Znam doskonale problem trzeciego dnia diety ;) u mnie może nie zawsze był to akurat trzeci dzień, ale właśnie tuż po rozpoczęciu zaczynało się kombinowanie. I tak sobie podjadałam, ale że niby dzień był przecież "prawie" dietowy, więc tak naprawdę nic się nie stało.. tylko z dnia na dzień robiło się coraz mniej dietowo i wracało stare dobre obżarstwo, bo inaczej tego nazwać nie można przecież..
Coś mało tych kalorii dziś, proszę lepiej o to zadbać :) . Jak nie masz czasu, ochoty ani siły na przygotowanie czegoś, ani specjalnie głodna nie jesteś, to oczywiście bakalie. Garść orzechów i limit kalorii osiągnięty.. A ta Twoja pasta jajeczna brzmi bardzo interesująco, będę musiała wypróbować, bo chodzi za mną jajko :shock: normalnie nóżki ma i mi szepcze do uszka, żebym dla niego wydzierżawiła 90 kalorii w najbliższym czasie :D .
Zdaj koniecznie relację jak Ci idą postępy z wsiadaniem na rowerek ;) . Mam nadzieję, że udało Ci się bądź w najbliższym czasie uda przekonać nóżki, że bardzo chcą pojeździć!
Buziaki i dobrej nocy!
C.
-
Uff czytałam Twojego posta z zapartym tchem i miałam nadzieję, że jednak tej pizzy nie zjadłaś i się udało :D Ale jestem z Ciebie dumna super :D Ja to bym na pewno się nie opanowała :D
Ale wiesz 600 kalorii to troszkę mało, więc dziś ma być idealnie :D
-
Czesc.
Wiesz co - przeczytalam Twoj watek jednym tchem! Tak bardzo przypominasz mi mnie sprzed lat.... Ale wiesz co? Nie warto sie za bardzo ukrywac! Naprawde uwierz mi nie kazdy patrzy tylko na wyglad zewnetrzny.
Ja poznalam mojego obecnego chlopaka tez przez internet. Spotkalismy sie juz po miesiacu, wczesniej wyslalismy sobie zdjecia. Od razu w ogole powiedzialam mu ze jestem gruba i bryzdka zeby sie niczego nie spodziewal. I co? Od razu od pierwszego spotkania bylismy razem! On po prostu zauwaza inne rzeczy. Caly czas mowi ze mam najsliczniejszy usmiech na ziemi. A jak narzekam, ze mam beznadziejne nogi to on zawsze mowi ze on widzi ze sie staram zeby to zmienic i z dnia na dzien widzi roznice, i przez ten prawie rok jak jestesmy razem jest juz duuuuzo lepiej (choc ja tego nie widz... :/).
Wiec uwierz w siebie! Jestes wspaniala, wratosciowa dziewczyna! Tak ostatnio zauwazylam.... Wiesz jakich dziewczyn faceci najbardziej nie lubia? Zakompleksionych, smutnych, niezadowolonych z siebie! Zaczynam wierzyc ze z usmiechem na twarzy swiat jest nasz. Ucze sie tego kazdego dnia :) Tobie rowniez tego zycze!
Buziaki!!! Wierze ze Tobie tez sie uda!
-
jak potrafią cieszyć takie małe sukcesy...
gratuluję!
-
Madziu, a Ty gdzie się zapodziałaś, hmmm?
Wracaj szybko i zostań przy dietowaniu, nie wolno się poddawać!
C.
-
ja z szybkimi pozdrowieńkami a Ciebie dalej nie ma...