-
Za mną 26 dni już :) . Od poniedziałku czekoladki ojcowskie leżą na stole i kuszą, to sobie je tylko wącham :lol: . Rany, żeby mi tych sił starczyło na całe życie, to by było dobrze.
Trzymać się dzielnie dziewczyny! Pomyślcie, jak te słodycze muszą cierpieć - 100 dni bez nas! Toż to istne piekło :twisted:
-
Dzień 11 w środeczku, naprawdę nic to dla mnie już przejść obojętnie obok ulubionych orzeszków w czekoladzie i kolorowej polewie, tabliczce gorzkiej czy też mlecznej z laskowymi :)
Fakt, biedne słodycze są bez nas! :lol: :roll: Ale za to my jakie bogate!
-
29. dzień powoli się kończy. Co to w ogóle są te "słodycze"?
Ammy, jejku! O ile bogatsza jestem, to fakt. Jak ja pomyślę ile ja DZIENNIE potrafiłam wydać na żarcie - czekolada, wafelki, lody, chipsy.. masakra. A teraz za te wszystkie nie-wydane pieniądze kupię sobie jakieś kosmetyki :twisted:
-
No, dziewczynki.. co z Wami?
Ja dumnie donoszę, że dzisiaj mija mi dzień.. czterdziesty czwarty :lol: taki biblijny trochu :lol: .
Podciągam temat do góry, może świeże forumki dołączą się do inicjatywy walki ze słodyczami? :)
Do boju!
C.
-
a ja się już pogubiłam hehe :D
dobra zaczynam od początku :)
dzień 1 :D
-
A ja jestem zdania, że CAŁKOWITA rezygnacja ze słodyczy to błąd. A już na 100 dni to wielki błąd ;) Słodycze można jesć, rzadko, w bardzo rozsądnych ilościach ale można. Na pewno odczucie utraty czegoś dobrego będzie mniejsze, frustracja będzie mniejsza i ryzyko, że po zawieszeniu diety nie rzucisz się na czekolady i pączki jest też mniejsze.