2-3 łyżki nasion i szklanka mleka ;) zalewasz wieczorem, zamierzasz i rano gotowe ;) a ti ile nasion to zależy od wielkości szklanki ;) za pierwszym razem zrobiłam za rzadkie ale potem już łapiesz proporcje. Dodaje owoce do tego i gotowe.
Wersja do druku
2-3 łyżki nasion i szklanka mleka ;) zalewasz wieczorem, zamierzasz i rano gotowe ;) a ti ile nasion to zależy od wielkości szklanki ;) za pierwszym razem zrobiłam za rzadkie ale potem już łapiesz proporcje. Dodaje owoce do tego i gotowe.
Długo mnie nie było bo i byłam poza domem. Znowu góry. Tym razem jednak zaliczyłam porażkę. Pozwoliłam sobie na lokalne piwo. Poza tym mama miała imienimy - były lody i ciastka z tej okazji. No i uległam i poległam. Waga łaskawa nie była, miała w sumie takie prawo. Ale nie ma co płakać, trza spiąć tyłek i działać dalej. Wczoraj pokazało 88 na wadzę, ale nie zmieniam suwaka, mam nadzieję że długo to nie potrwa i ladaa chwil będzie aktualny.
Nie no, wiadomo że czasami człowiek musi wyrównać poziom syfu w organizmie ;) Ale to na pewno nic permanentnego, za parę dni wszystko wróci do normy.
Już wróciło :) Na wadze ponownie 87 :) Działamy nadal i byle w dół :) Dziś na obiad tworzyłam pierogi ruskie z mąki pełnoziarnistej, na śniadanko jajka, twaróg, pomidor i 2 kromeczki chleba żytniego. A na kolację może frytki z batata z piekarnika?
Witam, ja też ponownie zaczynam, nie wiem już który raz. Przez długi czas czuję się normalnie, jem w miarę zdrowo a później przychodzi kryzys który trwa klika miesięcy i znowu wracam do odchudzania. Na szczęście mam już wprawę:) trochę śmiech przez łzy
Jest teoria wg której należy jeść grzecznie w 80% i dopuszczać 20% smakołyków. Albo jest inna - żeby w trakcie diety wprowadzać ustalone z góry dni odpustu - np 3 miesiące diety + 1 tydzień niediety i powrót na dietę z powrotem.
W ten sposób można jakoś kontrolować to, co się dzieje. Do rozważenia :)
Koko, koleżanko, co tam słychać? Bo coś kokoleżanka nie pisze.
Bo koleżanka Koko złapała kryzys i nie miała odwagi się przyznać do głupot jakie robiła. To był najdłużej do tej pory spadający kilogram od maja. Nie bez przyczyny. Ale moja głupota mnie na szczęście nie pokonała a ja pokonałam ją. Wracam z wagą 86 kg. Co oznacza - 20 ogółem i - 10 w ostatnim podejściu. W ramach nagrody przyjaciel, który jest fotografem obiecał zrobić mi sesję zdjęciową :) Chciał już wcześniej, ale mu powiedziałam, że jak dycha padnie to wtedy mu pozwolę. Kurczę, teraz nie mam wyjścia. Ps. Nie, nie rozbieraną :) Poza kryzysem miałam teraz trochę spraw do ogarnięcia. Przyjaciółka z Chin przyjechała i spędzałam z nią sporo czasu zanim znowu mi ucieknie. Poza tym wakacje się dla nauczycieli skończyły. Dlatego też trochę mniej czasu było na pisanie. Ale wracam grzecznie i obwieszczam tą radosną wieść: 86 :)
No! ja podejrzewałam, że coś się tu kryje za milczeniem! kryzys kryzysem, ale jest dobrze! Waga nie może spadać za szybko a 86 to zaiste zacny wynik!
ja sie na szkołę cieszę, odzyskam trochę czasu w dzień dla siebie, popracuję bez wyrzutów sumienia i chcę zacząć chodzić na jogę 2x w tygodniu (na początek).
Jako że zeszło ze mnie te 13 kilo, to już czuję, że mogę :)
Kochana nie próżnujesz! 13 kg to bardzo dużo. Pewnie ciuchy luźniejsze powoli się robią :)
Ja właśnie spałaszowałam śniadanie - chia z mlekiem sojowym i truskawkami.
Na obiad mam zaproszenie więc go nie zaplanowałam bo nie wiem co to będzie.
A na kolacje jeszcze planu brak.
Ale wiecie co odkryłam? "Parzenie" zielonej herbaty na zimno. Dzięki temu piję jej więcej, bo robię raz na cały dzień, a nie trzeba biegać kołe tego co chwilę.