-
Trzeba się w końcu ogarnąć
Pora się ogarnąć. Najwyższa pora.
Mam 36 lat. Problem z wagą od zawsze. Problem z jedzeniem od zawsze. Jem kompulsywnie. Jem bardzo dużo. Nie potrafię bez słodyczy...
Wypróbowałam w życiu przeróżne diety z różnym skutkiem. Wiele lat temu dzięki obecności tu na forum i pomocy dietetyczki udało mi się w końcu osiągnąć jako tako zadowalającą wagę 68kg. A potem poznałam mojego obecnego męża :D Oboje uwielbiamy jeść i oboje jesteśmy otyli... On waży już ponad 130kg. Ja na razie koło 95kg, ale wszystko zmierza ku przekroczeniu setki... Jak się teraz nie pozbieram, to będzie bardzo źle... To już nie będzie ratunku. Ciężko mi, odczuwam coraz większe bóle stawów, coraz większe zmęczenie prostymi czynnościami, jestem połamana jakaś, dużo mniej sprawna niż kiedyś. Podskoczyło mi ciśnienie. Męczą mnie bóle głowy. Kurde, jestem w sile wieku, w najlepszych latach, mam wspaniałego męża, cudownego synka i wiele możliwości przeżyć wspaniałe życie. Muszę się doprowadzić do porządku. Zwłaszcza z uwagi na syna. Żeby miał zdrową, sprawną i dobrze czującą się mamę :) Poza tym chciałabym bardzo drugie dziecko. Planowałam drugą ciążę właśnie mniej więcej na teraz. Ale nie mogę zajść w ciążę w tym momencie, gdy tyle ważę, gdy moje ciało jest w takim stanie...
Zbieram motywację od wielu miesięcy. Ciągle wyznaczam sobie "start datę" - a to od poniedziałku, a to od pierwszego, a to po urlopie, a to po świętach... Zawsze "żegnam się" z rozpustnym życiem, robię sobie "pożegnanie" jedząc jakieś ogromne ilości dobrego jedzenia i słodyczy. Zaczynam, wytrzymuję chwilkę i... poddaję się. A to ktoś mnie wkurzy, a to coś nie wyjdzie, a to dziecko zachoruje, a to coś się uda, a to piątek, weekend, a to to, a to tamto. Trzeba zajeść smutek, złość, nerwy, radość, nudę, trzeba "odświętować" weekend itd. itp.
Mąż nie potrafi mnie kopnąć w tyłek i zmotywować, bo ma podobnie jak ja. A potrzebuję baaaardzo mocnego kopniaka, oj bardzo. Potrzebuję, żeby ktoś mną potrząsnął kiedy trzeba, żeby ktoś mnie pilnował i mi kibicował. Pomożecie...???
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Poniedziałek. Nowy tydzień, nowy start :D Może zacznę od kilku słów o tym, co w planach na najbliższy czas.
Skoro już wzięłam i zrobiłam ten pierwszy krok czyli przemyślałam sobie pewne sprawy, poukładałam jako tako i zrobiłam wstępny plan, pora zacząć go pomalutku wdrażać. W najbliższym tygodniu tj. do niedzieli 10.03 daję sobie czas na tzw. “rozruch” :D
Założenia:
- spokojnie wejść w system regularnych posiłków - mam z tym duży problem, by jeść w równych odstępach czasu mniej więcej o tych samych porach; chciałabym w tym tygodniu spokojnie bez spiny wypracować jako taką regularność
- zwalczyć pokusę na podjadanie - oooo to mój główny grzech. Najgorzej wieczorem - mąż idzie kąpać dziecko, a ja szykuję nam jedzenie na drugi dzień do pracy i kolację, no i w międzyczasie zjadam ze dwie kanapki, orzechy, słodycze jakieś i jeszcze nie wiadomo co :( Spróbuję jeść tylko to co na posiłki, na razie bez jakiegoś szczególnego ograniczania kalorii.
- nie dać się zachciankom na słodycze - bez słodyczy żyć nie umiem, uzależniona jestem normalnie… musze je odstawić, nie ma bata. Dopuszczam na razie pół łyżeczki cukru do kawy, miód do herbaty i w kryzysie gorzką czekoladę.
- rozruszać ciało - schody zamiast windy (poza wyjściami z psem i dzieckiem - wtedy muszę windą jechać), rano zrobić jakiś lekki streching/rozgrzewkę tak chociaż z 5 minut, spróbować chociaż dwa lub trzy razy w tym tygodniu wykroić 30 minut na spacer
- przygotować plan posiłków na kolejny etap - rozpisać posiłki, zrobić listę zakupów
Bardzo liczę na to, że w końcu ruszę. To już jest kwestia zdrowia i jakości dalszego życia. Po ciąży pojawiła mi się insulinooporność, więc zgubienie każdego kilograma to prawdziwe wyzwanie. Tyję w zastraszającym tempie, gdy tylko pofolguję, a folguję ostatnio cały czas… Kluczowe jest przestrzeganie diety o niskim IG, totalne wykluczenie słodyczy i stały regularny ruch. Bo jestem na najlepszej drodze do cukrzycy…
O jakimś bardziej intensywnym ruchu mogę zapomnieć, zrobię coś więcej i potem całe ciało boli, stawy, zakwasy :( Kiedyś byłam bardzo aktywna, dużo jeździłam na rowerze, regularnie chodziłam na fitness, nawet biegałam jakiś czas… Tęsknię za tym.
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Podsumowując dzisiejszy dzień - nie było źle. Posiłki jadłam tak:
7:30
10:20
13:15
16:00
19:40
Regularność na +
Coś tam podjadłam robiąc kanapki na jutro :( plaster pasztetu i kilka plasterków ziemniaków...
W pracy znajomy miał urodziny, zjadłam malutki kawałeczek tortu...
Rano lekko się porozciągałam. Wyrwałam się w pracy na niecałe 20 minut szybkiego marszu. Plus godzina chodzenia z dzieckiem po osiedlu.
A co najważniejsze !!!: byłam na zakupach (głodna, bo prosto z pracy) i nie kupiłam nic słodkiego, nie kupiłam nic, co mogłabym zjeść w aucie po drodze do domu. Kupiłam tylko rzeczy z listy :D
A muszę ze wstydem przyznać, że zdarzało mi się często, że chętnie jechałam na zakupy,(choć mąż się deklarował) po to, by kupić i zjeść jakieś batoniki w drodze do domu w samochodzie w sekrecie przed mężem...
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Jak tu cicho i pusto :(
Taki miałam dziś dzień w pracy, że o regularności posiłków mogłam zapomnieć :( Sałatkę z drugiego śniadania jadłam jadąc do domu w samochodzie... No i na spacer się nie wyrwałam... Za to rano trochę poćwiczyłam, na co mój dwuletni syn woła: "Mama tańczy!" i sam zaczął machać rączkami i tuptać :D
W dodatku tak mnie wk....wili w tej pracy, że wróciłam i mnie nosi... I podjadłam. Na szczęście w tym wszystkim zjadłam suszone morele, suszone śliwki i żurawinę oraz 4 orzechy brazylijskie. Ale to i tak sporo dodatkowych kalorii ehhh...
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Aaale mam masakrę w robocie... :( Znowu jadłam w cały świat i nie miałam czasu na ruch. Wróciłam do domu po 18:00 padnięta i głodna jak wilk. Coś tam podjadłam, ale bez tragedii. Największy sukces - robiłam na głodnego zakupy w Auchan z mężem i zwykle takie sytuacje kończyły się kupnem mnóstwa dziwnych rzeczy do jedzenia, najczęściej słodyczy: lodów, ciastek itp. Dziś skończyło się na bananach i jogurcie do picia o smaku tiramisu, którego notabene do tej pory nie otworzyliśmy :)
Dużo piję wody niegazowanej, rano chwilkę się porozciągałam i zrobiłam małą rozgrzewkę przed wyjściem z domu.
Jestem tylko koszmarnie niewyspana. Ale tak już mam od dwóch lat ;) A podobno w odchudzaniu jedną z kluczowych ról odgrywa wysypianie się. Hmmm..
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Hej.
Poczytałam i moge ci napisać, ze kiedys mialam podobnie jak ty. Stres zajadalam. Ciagoty do slodkiego mam nadal ale jedyne co minpomaga to alternatywne słodkościm i raz w tygodniu pozwalam sobie na 2 kawalki ciasta do kawy.
Postawiłam generalnie na ruch bo duza dawka ruchu pozwala utrzymac wage w ryzach ale tez powoduje, że ciało jest calkiem inne.
Co do zakupow. Nigdy nie jedzcie na glidniaka albo miej liste i tylko wg niej kupuj produkty. Szkoda tych wyrzutow sumienia po wpakowaniu w siebie tysiaca zbednych kcal.
Niestety uzaleznienie od slodyczy to jak każde inne uzaleznienie na jednym ciastku się nie konczy gdy masz przed soba paczkę.
Trzymam za Ciebie kciuki i bede zaglądać. Mi sie udalo zejsc z wagi ponad 100 kg na 66 ;)
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
gaja81 łaaał :) imponujący wynik i dowód na to, że się da :)
Z tym ruchem to zgadzam się w 100%! Jak wspominałam, kiedyś dużo się ruszałam. Najlepiej chyba wspominam czas, gdy chodziłam regularnie na spinning 2 razy w tygodniu i biegałam. To dopiero były endorfiny! :D Żadne słodycze tego nie dadzą ;) No ale ważyłam wtedy ponad 20kg mniej niż teraz, nie miałam dziecka, psa, kota i męża, za to mnóstwo wolnego czasu. Teraz od kilku tygodni, a może i miesięcy - straciłam rachubę - obiecujemy sobie z mężem, że MUSIMY zacząć się ruszać i że trzeba wykroić chociaż pół godziny dziennie tak całkowicie dla siebie na jakiś ruch i nie udaje się. Jak syn był młodszy, to jakoś łatwiej było, nie pracowałam nawet na aqua aerobik jeździłam dwa razy w tygodniu, na rower, na spacery po 3-5km, nawet ćwiczyłam trochę z youtubem w ciągu dnia jak spał. Teraz wracam z pracy, odbieram go ze żłobka koło 16:30 i idziemy "na spacerek" czyli chodzimy po osiedlu, na plac zabaw, do sklepu, na "wycieczkę" samochodem i wracamy do domu koło 18:00. Robię Małemu kolację, przygotowuję siebie i dziecko na kolejny dzień (mąż na szczęście szykuje się sam, nawet sam sobie prasuje :D ), nasza kolacja, kąpiel dziecka, usypianie i jest po 20:00. Ogarniam trochę, robię nam jedzenie na drugi dzień i jest 22-23... I padam na pysk, bo na drugi dzień trzeba wstać o 5:30, a w nocy czeka mnie minimum jedna pobudka, ale najczęściej dwie-trzy, a czasem zabawa o 3:00-4:00 albo płacz nie wiadomo czemu i tulenie i usypianie.. Po prostu nie daję rady.
Na zakupach najczęściej mam listę, bo inaczej nie kupię połowy potrzebnych rzeczy, ale zawsze coś dodatkowego wpadnie w oko. A na zakupy zwykle jadę głodna bo prosto z pracy... i na jednej nodze. Wypluta po całym dniu w biurze, po powrocie z drugiego końca miasta w korkach łatwo jest sięgnąć po słodki pocieszacz, pożreć coś w samochodzie... No cóż, jest nad czym pracować :)
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
A to ci napiszę, że jestem zapaloną biegaczką i instruktorem spinningu
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
No proszę :) Żebym ja miała na to tyle czasu co kiedyś... No nic, dziecko w końcu dorośnie, a póki co muszę znaleźć inne formy ruchu.
Długo tu nie zaglądałam, ale nie ja jedna :D W każdym razie małymi kroczkami podążam do przodu. Nie bez wpadek, ale się nie poddaję.
Dziś 13.03, fajna data, a ja właśnie siedzę z chorym synem w domu i postanowiłam w końcu już przestać się ze sobą cackać ;) Były wstępy, przemyślenia, planowanie, "rozruch", pora na konkrety.
Od dziś: ok. 1600kcal, 5 posiłków dziennie, minimum 3x w tygodniu energiczny spacer/marsz min. 30 minut, lekkie ćwiczenia, zero słodyczy na razie. Jedyne czego sobie nie mogę odmówić to 1/3-1/2 łyżeczki cukru do kawy. Inaczej umrę ;)
A w ogóle czuję się koszmarnie, głowa mnie potwornie boli :(
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
jekatierina Trzymaj się.Wszystko małymi kroczkami.Najważniejsze to odejść od swoich złych nawyków.:)Dasz radę.Jak w pracy cię wkurzają to w domu zrób sobie taki odpoczynek na 15 min.tylko dla siebie,żeby zapomnieć o pracy.:)Powodzenia:)
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
jekaterina, powodzenia <3 Dieta, aby była skuteczna na długo, nie może być męcząca. Musi być przyjemna. Ja odchudzam się już 20 lat... Zaczęłam w wieku 14, teraz mam 33. Zawsze dieta była dla mnie chodzeniem głodną, źle zbilansowanymi posiłkami, generalnie katowaniem się. I jak waga przestawała regularnie spadać to ja traciłam motywację i chciałam wreszcie żyć normalnie. W zeszłym roku psychodietetyk powiedział mi, żebym poszukała dla siebie sposobu, który stanie się stylem życia a nie katorgą. Wtedy jeszcze nie byłam gotowa. Od miesiąca schudłam 8kg. Nie licząc kalorii, będąc najedzoną, prawie codziennie jedząc coś słodkiego, dzięki czemu nie mam ciągoty na słodycze. Czuję, że to to. Oczywiście czy to będzie sukces zobaczę za rok, może dwa. Przede mną co najmniej 30-40kg, ale przynajmniej tym razem się nie męczę.
Może Ty też spróbuj znaleźć dla siebie sposób, który stanie się Twoim stylem, a nie dietą?
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Powodzenia życzę, ja też od nowa jestem na diecie. Było kilka załamań emocjonalnych i wtedy waga skacze, bo kalorie same wskakują do buzi.
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Budowa świadomości na temat przyczyny niepowodzeń i nieoszukiwanie siebie samej to solidne podstawy do osiągnięcia sukcesu. U mnie nie jest idealnie. Też już nie liczę i nie prowadzę katorżniczego życia. Częściej korzystam z ofert internetowych. Rzadziej podjadam. Staram się i powoli idę do przodu.
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Miło powitać kolejną nową osóbkę :) Pozdrawiam i życzę wytrwałości w osiąganiu celu :)
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
O rany Jeni16 jak miło widzieć że tak Ci ładnie waga spada. Jest to mega motywujące :)
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
widzę, że póki co to jestem zdecydowanie największa gabarytowo, mam co robić ....
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Witajcie Dziewczyny,
Nie było mnie tu sto lat i jak nietrudno się domyślić - popłynęłam... Ja już nie wiem jak szukać w sobie motywacji. Kiedyś mimo upadków zawsze ją w sobie znajdowałam, a teraz nie potrafię :( Wystarcza mi na dwa-trzy dni, góra tydzień i to bez weekendu...
Wróciłam właśnie z urlopu, weszłam na wagę i się załamałam. 97kg. Tyle ważyłam w 9 miesiącu ciąży...
Byłam nawet u psychologa. Ewidentnie nie radzę sobie z emocjami, często je zajadam po prostu. Mam też strasznie niskie poczucie własnej wartości i jeszcze kilka innych problemów, o których może nie teraz. W każdym razie postanowiłam spróbować poukładać sobie w głowie różne sprawy i może to mnie jakoś wzmocni. I tam usłyszałam jedną bardzo prostą i oczywistą, a jednocześnie ważną rzecz. Że najlepiej próbować małymi kroczkami. Stopniowo. Coś, co od jakiegoś czasu powtarza mi mój Mąż. Żeby zacząć od czegoś małego. I stopniowo dodawać kolejne małe działania. A nie tak jak ja - obmyślam plan długofalowy, opracowuję strategię, rozpisuję sobie (w głowie lub na papierze) i przystępuję do działania. Na każdy dzień mam szczegółowe zadania, na określone odcinki czasu mam określone cele. Zaczynam świetnie przygotowana i... po kilku dniach, po pierwszej wpadce poddaję się.
No więc teraz spróbuję podejść do sprawy zupełnei nie "po mojemu", ale może to właśnie będzie skuteczne, kto wie.
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
kazdy musi znalezc swoj sposob - ja robie jak ty, plan dlugofalowy. inaczej nie potrafie
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
kajka38, a udaje Ci się trzymać się planu??
Żarty się skończyły. Byłam we wtorek u mojej cudownej pani ginekolog. Kobieta, która dwa razy mnie operowała i prowadziła moją ciążę. Wróciłam do niej po dwóch latach nieobecności. Chodziłam do innych lekarzy w międzyczasie, a bo u niej opóźnienia, bo daleko, bo drogo. Ale wiecie co, nie warto było. U Niej jednak jest najlepiej. Ale to tak na marginesie. Natomiast poszłam do niej, bo zaczęło się dziać coś dziwnego ze mną i się przestraszyłam. A ona drugie pytanie jakie mi zadała: ile Pani przytyła?? (pierwsze było: jest Pani w ciąży? :D ) Opowiedziałam jej moja historię z ostatniego roku, o tej insulinooporności, diabetyku itd. No i usłyszałam swoje. Z taką wagą i z taką przypadłoscią to będzie cud jeśli zajdę w kolejną ciążę, a nawet jeśli, to będzie to ciąża wysokiego ryzyka z komplikacjami... Wylała mi wiadro lodowatej wody na głowę. Ja to niby wiedziałam. Niby tak. Ale jak to usłyszałam od niej, to jakoś tak zabrzmiało to realnie, groźnie i ostatecznie. Nie ma bata. Chcę drugie dziecko - muszę schudnąć i zbić insulinę. A nawet jeśli nie będzie drugiej ciąży, to musze się doprowadzić do porządku, żeby wychować to dziecko, które już mam <3 Także biorę się do roboty.
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Sobota. Tydzień za mną. W tym tygodniu wzięliśmy z mężem catering pudełkowy, żeby zaoszczędzić czas na zakupach i gotowaniu. Dla mnie zestaw 1800kcal. Nie chciałam brać mniej, bo po urlopowym obżarstwie byłby to dla mnie za duży przeskok. No i nawet nieźle się czułam na tym jedzeniu. Przede wszystkim mniej mięsa i wędlin, większe urozmaicenie. Niby smaczne te posiłki. Ale w piątek już mi rosło w ustach. W przyszłym tygodniu postaram się już przygotowywać samodzielnie jedzenie dla nas. Może nawet dla siebie zejdę do 1600kcal.
Z małych sukcesów odnotuję to, że oparłam się słodyczom w pracy, choć była okazja i na zakupach nie kupiłam nic słodkiego. Poza gorzką czekoladą 75%, ale to na "czarną godzinę" ;) Dziś zrobię ciasto marchewkowe, żeby było na jutro do kawy, dla syna na przekąskę i na podwieczorek.
Biorę od kilku dni metforminę i to skutecznie na razie powstrzymuje mnie od cukru. Pamiętam jak źle się czułam po metforminie i słodyczach, to był jakis koszmar.
Od wtorku codziennie rano ćwiczę przez chwilę dla rozruszania organizmu. Bez szału, żeby nie nabawić się zakwasów, nie przeciążyć stawów i nie zniechęcić się na starcie. Wchodzę po schodach, zamiast jeździć windą.
Jestem pełna optymizmu :)
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Jeest! Pierwszy ruch, waga w dół :D 2,2kg :D To dodaje skrzydeł ;)
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Kryzys mam, od dwóch dni chodze mega głodna :( Na razie się trzymam. Oby jużto minęło w końcu :(
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Dawno się nie pojawiałam tutaj. Początkowo, bo odpuściłam dietę, a potem jakoś tak nie mogłam znaleźć czasu. W każdym razie rezultat moich zmagań jest taki, że jestem mniej więcej 8-9kg na minusie :)
Zaczęłam mocno zgłebiać temat insulinooporności oraz diety o niskim IG i to bardzo pomogło. Biorę metforminę. Już nie fiksuję się na idealnym planie i ruchu. Przy lekach, diecie o niskim IG oraz 1500kcal chudnę dość ładnie. Staram się robić 10 000 kroków dziennie, ale rzadko mi się udaje.
Powoli idę do przodu ku realizacji mojego pierwszego celu czyli osiągnięcia 80kg. Fura ubrań, a które teraz się nie mieszczę czeka w szafie :D
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Wczoraj zrobiłam ponad 10 000 kroków plus trochę poćwiczyłam rano na rozgrzewkę.
Zjadlam:
9:00 płatki owsiane pełnoziarniste z jabłkiem, orzechami i jogurtem naturalnym
12:30 kanapki z szynką i warzywami
16:00 ryż basmati, pstrąg wędzony, surówka z pekińskiej i marchewki z olejem lnianym
21:00 chleb żytni razowy z rukolą, tuńczykiem, jajkiem i ogórkiem
W sumie trochę ponad 1500kcal. Trochę podjadłam przy szykowaniu kolacji. To moja wielka bolączka :(
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
jak jq Ciebie rozumiem! Siostro! tez mam malego synka yez nie dosypiam i aktualnie waze tyle ile wazylam jadąc na porodówke 3 lata yemu... masakra. moze powspieramy się w tej nierównej walce?
-
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Jak chcecie sporo schudnąć to możecie tutaj:
dietalux.wordpress.com<