Dziewczyny, czy tylko mnie dopadło dietowe zmęczenie ? Spadła mi motywacja, nie chudnę, od ponad 2 miesięcy strzałka wagi nawet nie drgnie, a ubrania nadal ciasno otulają moje ciało (wszystko się dopina, a nie zapina - dlatego w zasadzie nie mam czego na siebie założyć). Nadal jem zdecydowanie mniej niż nakazuje mi limit, gdy idę do pizzeri wybieram sałatkę (oczywiście taką bez śmietanowego, zawiesistego sosu), dziękuję, gdy częstują mnie w pracy słodyczami, choć już od dłuższego czasu ich sobie nie odmawiam (2kawałki czekolady dziennie albo 2 kruche ciasteczka, wczoraj budyń - śmietanę z niego zdjęłam); biegam minimum 4razy w tygodniu po 4-5km...I co ?? I nic...Nie chce mi sie juz nic..Patrzę w lustro i ogarnie mnie tylko czarna rozpacz, a moje najczęściej powtarzane hasło to "jestem gruba" ... no bo jestem...skoro nie mogę dopiąć noaszonych przez wiele lat spodnik, które były nawet momentami nie do noszenia (były za duże)-. ciakawostka...każde spodnie założę, ale nie mogę dopiąć w biodrach,pasie - zrobiły mi się nieznane mi dotąd boczki...Smęcę, smęcę, ale może ktoś zna pomysł na huraoptymizm i przede wszystkim wyczekiwanie sukcesów, a nie poddawanie się ?