Ja dzisiaj 1,5 kawałeczka pizzy. 300 kcal, w limicie :) Więc chyba nie ma się o co martwić, do tego dużo dzisiaj chodziłam, więc chyba spaliłam...
Wersja do druku
Ja dzisiaj 1,5 kawałeczka pizzy. 300 kcal, w limicie :) Więc chyba nie ma się o co martwić, do tego dużo dzisiaj chodziłam, więc chyba spaliłam...
myslalam, ze nigdy nie bede tu musiala pisac o swoich zalamkach... a tymczasem wieczor nadszedl, platki fittnes zasmakowaly, tosty tez, czekoladka jeszcze lepsza, nie mowiac juz o puddingu waniliowym...pewnie 3000kcal poszlo:(
poddac sie czy co robic? nie widze dla siebei ratunku... 5 albo 6 dni diety i poddaje sie:(
PERwerS nie chce Cię martwić, ale 1,5 kawałka pizzy to na pewno nie jest 300kcal...
Jeden kawałek ma ok. 400 :?
dzięki nawet mnie pocieszyłaś potem jeszcze na rowerku przez godzine jeździłam wiec może nie bedzie tak źleCytat:
Zamieszczone przez bobsonek
Hmm a co to jest jeden dzien wpadki, wiesz ile ja takich miałam w miesiącu :P a mimo to schudłam w przeciągu 2 miesięcy z 65 kg do 58 kg ;)Cytat:
Zamieszczone przez court
Grunt to wrócic po dni obżarstwa do diety, dużo sie ruszać, ale nie przesadzać.
Pozdrawiam ;)
Tak sobie czytam o tych waszych czekoladkach , wiec zaczełam mic ochote i wlasni zjadłam trzy. Nie dam rady bez czekolady! ale wszystko wpisane...
ja już w domu żadnej czekolady/ czekoladki/ cukierka nie mam wiec nie mam pokusy...do czasu gdy ktoryś z domownikow nie przyniesie mi tego do domu :o
problem czekolady przed telewizorem można rozwiązać radykalnie = nigdy nie kupować słodyczy do domu (z wyjątkiem okazji rodzinnych :P) u mnie to działa, jeśli grzeszę w domu to dżemem, miodem lub owocami. Niestety poza mieszkaniem taka rada na razie nie działa :oops:
COURT nie przejmuj się, każdemu zdażają się wpadki, jeśli boisz się napadów apetytu na słodycze, to lepiej wpisz trochę w dietkę raz w tygodniu, tak, aby mieściły sie w limicie.
PS a zgrzeszyłam owszem, z okazji okazji brat kupił lody, sorbet truskawkowy, ale przekroczyłam limit tylko o niecałe 100kcal więc nie mam zamiaru się przejmować :lol:
dzięki za słowa otuchy no i dzis normalne sniadanko wedlug diety, ale po wczorajszym wieczorze, podczas którego ostro zawalczyłam z jedzonkiem to śniadanko mi kiepsko wchodziło, wrecz miałam odruch wymiotny. ale zjadłam, bo stwierdziłam, że tak trzeba, bo na obiad bede bardzo głodna i zjem dwa razy tyle co powinnam lub dopadnie mnie wieczorny głód. wczoraj nei zmieściłam już połowy biało-kawowej czekolady (pycha!) i leży u mnie w pokoju, wiec chyba trzeba będzie zorbić dla mamy słodki podarunek;) i to jak najszybciej, aby głupie myśli nie przychodziły do głowy.
Jak myślicie... jak często można takie porządne wpadki zaliczyć, aby chudnąć nadal? bo to nie była wpadka, że zjadłam 100kcal za dużo, ale tu chodzi o któryś tysiąc:/
W lutym naliczyłam u siebie z 7 wpadek, ale bilans energetyczny i tak był na moją korzyśc, bo tyle samo spaliłam w danym dniu. Więc jest różnica dużo zjeść nie spalić. A duzo zjeść i spalić ;)
Pozdrawiam :D