Wiesz co? Dałaś mi trochę do myślenia...
Owszem, chcę być dietetykiem więc powinnam stosować zasady, których będę wymagać od innych w przyszłości...
Tak wiem, że po 1 fazie przyjdzie faza 2, ale właśnie najtrudniejsza jest ta stała zmiana nawyków.
Jak pisze M.Montignac w swojej książce, do wszystkiego trzeba się przyzwyczaić, podaje przykład francuzkiej dziennikarki która musiała przestawić się na wstawanie o 4 rano. Potem wchodzi to w nawyk i staje się normalne...
Tak samo jest z dietą.
Faktycznie nie powinno się chodzić głodnym, ale to chyba przyjdzie z czasem ;) Bo w moim przypadku kiedy zjem np. tłuszczowy obiad to czuję że brakuje mi tego zastzyku węglowodanów... No ale tak jak pisałam, przyzwyczajenie zrobi swoje.
Co do jego przyjazdów do mnie i moich do niego wypróbuję metodę posiadania przy sobie migdałów i suszonych owoców, zobaczymy czy się sprawdzi.
A próba wprowadzenia u niego zdrowego odżywniania jest niemożliwa. On się nigdy nie rozstanie ze spaghetti, pizza, słodyczami mi chipsami ;) Już raz próbowałam i nie wyszło. Uważa że nie będzie rezygnował z przyjemności, kilogramami się nie martwi. nie ejst gruby ale myślę że i tak by mu się z 5 w dół przydało;p
Ostatnio sprawdzałam w karcie zdrowia ile ważyłam 3 lata temu kiedy się poznaliśmy. Ok.50 kg, czyli przytyłam prawie 20 ! O boże :/
A on ponad 10 kg;p
Jakieś wnioski? :twisted:
No nic, zobaczymy jak to wyjdzie... Póki co przeczytałam książkę montignaca w empiku (2 dni po 4 godziny). Jak wpadnie więcej kasy to napewno kupię.
Pamiętam jak zaczynałam się odchudzać w zeszłym roku z postanowieniem : schudnę na studniówkę chłopaka. W rezultacie miałam na koncie 69 kg tego styczniowego wieczora.
Potem było postanowienie że schudnę na urodziny, też nie wyszło.
No cóż, ostatecznie znów sobie postanowienie zrobiłam. Zrobię sobie prezent na 18stke w postaci 55 kg, skoro na teorii znam się nie najgorzej, to czas wkońcu na praktykę...
Pzeraża mnie wizja świąt bożego narodzenia, już się do nich musze psychicznie nastawiać...