-
Motylem być znów... :)
Witajcie! :lol:
Motylem być... ;) (http://forum.dieta.pl/viewtopic.php?p=376093)
Taki był półtorej roku temu tytuł mojego pierwszego wątku na tym forum... Schudłam wtedy bardzo ładnie, ale niestety za jakiś czas, w połowie diety, przyszły poważne problemy natury egzystencjalnej i nerwy mnie zjadły... :( Później wyjazdy, wyjazdy i jeszcze raz wyjazdy... Jestem dość ruchliwą pod tym względem osobą... :wink:
Ostatnie nasze wyjady do Rodziców w Niemczech na Święta oraz zaraz po nich niespodziewany wyjazd do Meksyku do Rodziny mojego męża doprowadziły moją wagę do granicy wytrzymałości... :? Do tego doszły następne drastyczne zmiany życiowe - przeprowadzka trzy tygodnie temu do Vancouveru, BC, Canada, szukanie pracy, mąż zamieniony z codziennego w weekendowego ( :cry: )... I ten sławetny vancouvereński deszcz za oknem... :? Jednak nie chcę mu się dać i mimo tych wszystkich dość stresogennych czynników rozpocząć moje motylkowe dietkowanie... :wink:
A teraz czas na moje rozmiary: mam 166cm wysokości, a z wczorajszego ważenia wynikają nieciekawe 66,6 kilogramy... :shock: Mam zamiar w każdą środę podawać tutaj moje wymiary oraz wagę i oczywiście mam również nadzieję za każdym razem zauważyć jakieś choćby drobne zmiany - na plus! :lol: I tak długo to ciągnąć, aż kiedyś dojdę do wymarzonych ok. 55-53 kg. :wink: Będę piękna, zgrabna i powabna... :lol: To żart... :wink: Daję sobie na dietkowanie duuużo czasu, mam zamiar liczyć kalorie w oparciu o zasady SBD i utrzymując je w granicach 1100-1300 dziennie. Do tego dojdzie trochę ruchu, jednak jego rodzaj będzie zależał od możliwości w dany dzień, gdyż pierszeństwo na moim grafiku _musi_ mieć poszukiwanie pracy... Jednakże postaram się choćby trochę pospacerować... Specer jest również antydepresyjny, więc jak dla mnie bardzo wskazany również z tego powodu. :wink:
I tak w miarę bezstresowo mam zamiar dojść kiedyś do mego upragnionego celu... :wink: Mam nadzieję, że do lata będę już w granicach 60 kg... :roll: Bardzo więc was proszę o wsparcie na mojej drodze... :wink:
Oto moje ostatnie wymiary (ze środy tydzień temu, wczoraj nie sprawdzałam, bo wagę miałam identyczną co właśnie tydzień temu, więc nie widziałam sensu robienia nowych pomiarów)
Waga: 66,6 kg
biust: 93 cm
pod biustem: 75 cm
talia: 74,5 cm
biodra: 92,5 cm
pupa: 105,5 cm
udo: 63 cm
łydka: 36 cm
ramię: 27,5 cm
To tyle na razie, gdyż wzywają mnie już inne obowiązki... Buziaki i z góry dziękuję za wsparcie!
Moni vel XanaSea
-
Chciałam wlepić sobie - i wam - kilka rad co do dbania o siebie... :wink: Dostaję je mailem, praktycznie prawie codziennie, ale niestety są po angielsku, sorry... :(
A oto jak spacer pomaga utrzymać umysł na odpowiednim poziomie... :wink:
Walk for Your Brain!
Many of us live in fear of mental decline in our older years, but now there may be something you can do to help! What happens to our minds as we age isn't just a matter of genetics or bad luck. Exercise — or the lack thereof — also plays a key role, according to two new studies in the Journal of the American Medical Association.
In one study, researchers followed more than 2,200 people aged 71 to 93 for seven years. They found that those who walked less than one-quarter mile a day had twice the risk of dementia than did those who walked at least two miles a day.
In the second study, researchers tracked more than 19,000 women for nine years and found that those who exercised the most cut their risk of memory problems by 20 percent. Those who walked at least an hour and a half a week also scored significantly higher on memory, attention, and other mental acuity tests than women who walked less than 40 minutes a week. So get walking! Every step will not only be good for your body, it'll also be sharpening your mind!
Pozdrawiam,
Moni
-
To dlatego zima moja odpornosc psychiczna tak drastycznie spada, po prostu przestaje prakytcznie chodzic. Zgadzam sie z tym co napisane i juz odnalazlam moj pedometer. W sumie od czasu jak mam rower, to ten wygrywa z moimi nogami, ale to chyba podobnie dziala. Jazda na pojezdzie dwukolowym jak i chodzenie na dwoch nogach, co myslisz?
W ogole to musze Ci powiedziec, ze masz niezle wymiary i Twoja waga tez nie jest az tak drastyczna jak to tutaj przedstawiasz. Pomysl, ze zawsze mogloby byc gorzej. Masz prawie tyle samo wzrostu co ja, ale dla mnie waga 55-53 kilogramy jest za niska. Musisz byc z tych cienko-koscistych.
Nie wiem ile masz lat, ale jakis czas temu mialam identyczny problem do Twojego. Czyli tragiczne prawie 70 kilogramow. Pamietam swoja talie w takich wymiarach i dam Ci rade. Jezeli teraz dojdziesz do swoich upragnionych wymiarow i wagi to NIGDY, ale to PRZENIGDY nie zapomnij o tym ze masz to co wypracowalas trzymac pod kontrola. Pozniej to juz bedzie coraz wiecej do zrzucenia i bedziesz zalowac ze do tego doposcilas.
Ja to taka popieprzona bylam (juz nie jestem 8) ), ze rowniez swoje jedzenie i nicnierobienie ze swoim cialem obwinialam zly stan psychiczny i sytuacje ktore sie wokol mnie rozgrywaly. Pomysl jednak, ze czlowiek o wiele lepiej czuje sie w zdrowym, zgrabnym ciele i nawet problemy jest mu wtedy latwiej rozwiazywac.
Chcialabym, zebysmy sobie razem tutaj obiecaly, ze jest to nasze ostatnie powazne zmaganie z tluszczykiem. Pozniej juz tylko bedziemy dbaly o forme i kontrolawaly siebie co by nie przytyc.
Zgoda?! http://www.animowane-gify.net/gify/3/27.gif
-
CZEŚĆ
ZDJĘCIE NA LODÓWCE TO SUPER SPRAWA, U MNIE WISI ZDJĘCIE PODOBNE :)
TRZYMAM KCIUKI I BĘDE WPADAĆ DO CIEBIE :)
-
o moj boze jakie fotosy! naprawde... niezle;)
trzymam kciuki i bede zagladac
-
Tak te zdjęcia bardzo motywują :lol: ale ja swoje już zdjęłam bo mi się jeśc odechciawało jak na nie patrzyłam :roll:
-
O, jak fajnie, tyle osób mnie odwiedziło... :lol: :D :lol: Przy takim wsparciu na pewno mi się uda zrzucić to, co zamierzam! :lol: No, ale ja też będę was wspierać, abyście i wy ładnie uporały się z nadprogramowymi kiloskami... :wink:
Anise - no właśnie, zima to jednak nie moja pora roku, chociaż muszę przyznać, że do Gwiazdki nie mam z nią absolutnie żadnego problemu, ale już ciężko mi przejść przez styczeń i luty... :? I to pomimo, że bardzo lubię jeździć na nartach... Tak na dobrą sprawę, to tylko te narty dają mi jakoś przeżyć zimę... :wink:
Moja waga nie jest aż taka tragiczna, wiem to, jednak właśnie ten fakt nigdy nie pozwolił mi dojść, względnie wrócić do wagi, przy której byłabym po prostu WOW! :D Albo jak mawia przyjaciel mjego męża, Argentyńczyk: Wow, che, wo! :lol: A więc taki mam plan, który chcę wykonać... dopóki nie będę na to za stara i mój metablozm nie spowolnieje, hehe... :lol: Mam wąskie ramiona i figurę gruszki, moje kości to raczej przeciętność, za to mam sporo muskulatury, gdyż kiedyś tam hen dawno dawno temu sporo trenowałam... Nie, nie wyglądam źle, tak średnio po prostu, jednak na brzusiu mam sporo tłuszczyku, niestety, do tego dochodzą uda, przez które co rusz muszę wymieniać spodnie - przecierają mi się od wewnętrznej strony! :twisted: Właśnie zauważyłam, że moje dyżurne dzinsy też już idą w kierunku śmietnika, wrrr... :evil:
Co do twojej propozycji - jak najbardziej ZGODA!!! :lol: :D :lol: I motywujmy się nawzajem, a wtedy będzie nam milej, łatwiej i przyjemniej pozbywać się balastu... :wink:
Flex007 - zgłoś się! :lol: To zdjęcie jest po prostu the best :!: Czaję się również na takie dwa porównawcze, które Kasia Cz. zamieściła na twoim wątku - w poniedziałek chyba je sobie ściągnę, wydrukuję i powieszę na szafce kuchennej! :wink:
Domi87 - dzięki za kciuki... :wink: I nawzajem :!:
Bjedrona - gratuluję dojścia do mety! :lol: No tak, dla ciebie te zdjęcia już niepotrzebne, a nawet dobrze, że je zdjęłaś, bo jeszcze jakiejś anoreksji byś przez nie nabawiła...
-
A teraz szybka relacja z wczorajszego dnia:
Kalorie: 1165 :lol:
I - uwaga - pomimo deszczu zachciało mi się biegać! :wink: Więc pobiegałam sobie po okolicy ze słuchawkami na uszach słuchaj radiowej muzyki, nawet nie zauważyłam, jak ten czas upłynął! :lol: 30 minut jak z bica strzelił! :wink: Za to dzisiaj mam lekkie zakwasy, chyba niewystarczająco się porozciągałam po tych biegach... Nie szkodzi, przeżyję... :wink: Do tego dołożyłam jeszcze brzuszki (3x20 normalne, oraz po serii 20 na każdy boczek)... Fajnie jest... :wink:
Dzisiaj mam za to nadspodziewany trening nóg na schodach - musiałam zrobić pranie, ale jako że moja głowa bujała w obłokach, to co rusz coś mi się zapomniało przynieść do tej naszej pralni, a to pieniążków, a to płynu, a to tych chusteczek do suszarki... Nóżki mi chyba za to podziękują, co? :wink: O właśnie, muszę polecieć wyciągnąć
-
W takim razie mnie też nie grozi demencja! :D :lol: :lol:
Skoro wyniki badań tak mówią, to ja im wierzę :lol: :lol:
Mam nadzieję, że mój mózg jest tak umięśniony, jak moje nogi i do końca będzie w formie :D :D
Zaczynasz z takiej wagi, jak ja zaczynałam ponad rok temu: też ważyłam 66,6 kg :wink:
Powodzenia życzę na dietkowym i ćwiczeniowym szlaku :D :D :D
-
Chodzenie do pralni napewno jest jakims wysilkiem fizycznym 8) . Na ktorym pietrze mieszkasz?
W ogole jestem ciekawa Twoich jadlospisow, czy to bylby klopot dla Ciebie wpisywac co jadlas danego dnia? Rozumiem ze jestes na South Beach, tak?
-
Moni, przepraszam, że z takim opóźnieniem, ale teraz dopiero weszłam na forum i zobaczyłam Twój wpis u mnie.
Bardzo, bardzo się cieszę, że znowu jesteś i walczysz. Chciałam już od jakiegos czasu zapytać, jak tam u Ciebie dietowe sprawy, ale nie chciałam być zbyt "pushy", no a poza tym wiedziałam, że inne problemy zaprzątają Ci głowę. Ale teraz faktycznie, widząc męża tylko weekendowo, masz super okazję, by co weekend zaskakiwać go jeszcze smuklejszą wersja siebie. :) Oczywiście życzę Ci, aby jak najszybciej przeprowadził się on do Vancouver, ale dopóki tak się nie stanie, to przynajmniej można w tej rozłące znaleźć tę jedną dobrą stronę.
No i tego zapału do biegania w deszczu gratuluję. :)
Mocno Cię ściskam :)
-
Witajcie, dziewczyny! :lol: Przepraszam, że dopiero dzisiaj się odzywam, ale weekendy to dla mnie czas spędzany z mężem, więc internet idzie wtedy w odstawkę... Ale nie dieta... :wink: W piątek i sobotę ładnie dietkowałam i nazbierałam w te dni odpowiednio 1211 i 1329, chociaż musiało obyć się bez większego wysiłku fizycznego - co najwyżej te schody do pralni oraz bieganie po sklepach oraz mieszkaniu w celach układająco-upiększających. :lol: Szafki zakupione, złożone, książek masa w nich umieszczona, telewizor zawieszony, kwiatki rozstawione... :wink: Czyli idziemy do przodu... :wink:
Za to dzisiaj dałam ciała - winę za to chciałabym zrzucić na @ połączony z ogólnym oslabieniem oraz wstrętnym bólem głowy... Innymi słowy - odpuściłam sobie dzisiaj liczenie kalori. :roll: Sorki... :oops: Mieliśmy gości na obiedzie i jakoś nie utrzegłam się... Pocieszam się, że do tej pory zawsze jeden dzień w miesiącu odpuszczałam sobie i nic się nie stało, świat dalej się kręci, jednak trochę mi głupio, jako że wiem, że teraz znajduję się na diecie, więc powinnam bardziej się pilnować... :? Mam nadzieję, że za miesiąc, gdy znów nadejdą owe dni, będę bardziej na nie wytrzymała... :wink:
Kasiu Cz. - Komu jak komu, ale tobie _na pewno_ nie grozi demencja, haha... :lol: Dziękuję za dobre życzenia i mam nadzieję, że zechcesz od czasu do czasu tutaj zerknąć w celach dopingujących... Jeśli ty ważyłaś rok temu tyle, co ja teraz i doszłaś, a raczej dojechałaś rowerkiem do obecnej wagi, to mi również powinno się udać, prawda? ;)
Anise - oj, ja mieszkam na parterze, więc aż tak wielkiego wysiłku tam nie było, to tylko ta częstotliwość... ;) Mogę zamieszczać tutaj mój jadłospis, nie ma problemu, zacznę od jutrzejszego dnia, dobrze? ;) Chcę dietkować w oparcu o SB, w stosunku "na oko", bo nie lubię tych ichnych restrykcji w pierwszej fazie, po prostu źle znoszę całkowity brak węgli. Ponadto sądzę, że drobne ustępstwa od czasu do czasu, jak np. lampka wina do kolacji bądź gałka włoskich lodów w słoneczny dzień może mi dać więcej, bo diety to nie zawali, a mi za to polepszy humorek... ;) Jak już wspomniałam na wstępie, mieszkam od niedawna w nowym kraju, szukam pracy, muszę się tutaj zaaklimatyzować, męża mam tylko na weekendy - to wszystko jest tak stresogenne, że nie jestem w stanie przejść na bardzo stresującą i restykcyjną dietę. Ach, bym zapomniała - przestałam brać pigułki, gdyż już zaczęłam mieć z nimi problemy, więc już ciekawa jestem, jak mój organizm na to zareaguje, czy mu tego wszystkiego nie będzie za dużo... :roll: A więc będę jeszcze bardziej uważała, bym się też wystarczająco ruszała, aby wyzwolić endorfiny, a zniweczyć wszystkie oznaki depresyjne i im podobne... :wink: Niedaleko mojego mieszkania jest świetne centrum dzielnicowe (community centre), w którym znajduje się i biblioteka, i duży basen (z jacuzzi :!: :D ), i siłownia, oraz oferowane są różnorakie kursy... Mam zamiar od wtorku chodzić naprzemiennie na siłownię i basen, a od 7. kwietnia dwa razy w tygodniu na "body conditioning". Może jeszcze jakaś joga do mnie przemówi? :roll: :wink:
Triskell - witaj i rozgość się, serdeczny... :wink: Tak, problemy problemami, ale w kwestii sylwetki trzeba trzymać rękę na pulsie... Tym bardziej, że lato tuż tuż... Ba, u nas dzisiaj tak ładnie słoneczko przygrzewało, że co niektórzy chodzili już w krótkim rękawku, a nawet w letnich klapeczkach! :roll: :lol: Ja nie byłam aż taka odważna i założyłam wiosenne palto na grzbiet, bo dopiero co miałam zapalenie pęcherza i nie chcę mieć powtórki z rozrywki... :? Tak a propos twojej czekoladowej pracy, to na mojej ulicy parkuje złoty zając Lindt marki Smart z długaśnymi uszami, jutro na niego zapoluję i wkleję na twoim wątku... ;)
Buziaki, dziewczyny, lecę zobaczyć co na waszych wąteczkach... ;)
Moni
-
Witajcie, dziewczyny! :lol: Przepraszam, że dopiero dzisiaj się odzywam, ale weekendy to dla mnie czas spędzany z mężem, więc internet idzie wtedy w odstawkę... Ale nie dieta... :wink: W piątek i sobotę ładnie dietkowałam i nazbierałam w te dni odpowiednio 1211 i 1329, chociaż musiało obyć się bez większego wysiłku fizycznego - co najwyżej te schody do pralni oraz bieganie po sklepach oraz mieszkaniu w celach układająco-upiększających. :lol: Szafki zakupione, złożone, książek masa w nich umieszczona, telewizor zawieszony, kwiatki rozstawione... :wink: Czyli idziemy do przodu... :wink:
Za to dzisiaj dałam ciała - winę za to chciałabym zrzucić na @ połączony z ogólnym oslabieniem oraz wstrętnym bólem głowy... Innymi słowy - odpuściłam sobie dzisiaj liczenie kalori. :roll: Sorki... :oops: Mieliśmy gości na obiedzie i jakoś nie utrzegłam się... Pocieszam się, że do tej pory zawsze jeden dzień w miesiącu odpuszczałam sobie i nic się nie stało, świat dalej się kręci, jednak trochę mi głupio, jako że wiem, że teraz znajduję się na diecie, więc powinnam bardziej się pilnować... :? Mam nadzieję, że za miesiąc, gdy znów nadejdą owe dni, będę bardziej na nie wytrzymała... :wink:
Kasiu Cz. - Komu jak komu, ale tobie _na pewno_ nie grozi demencja, haha... :lol: Dziękuję za dobre życzenia i mam nadzieję, że zechcesz od czasu do czasu tutaj zerknąć w celach dopingujących... Jeśli ty ważyłaś rok temu tyle, co ja teraz i doszłaś, a raczej dojechałaś rowerkiem do obecnej wagi, to mi również powinno się udać, prawda? ;)
Anise - oj, ja mieszkam na parterze, więc aż tak wielkiego wysiłku tam nie było, to tylko ta częstotliwość... ;) Mogę zamieszczać tutaj mój jadłospis, nie ma problemu, zacznę od jutrzejszego dnia, dobrze? ;) Chcę dietkować w oparcu o SB, w stosunku "na oko", bo nie lubię tych ichnych restrykcji w pierwszej fazie, po prostu źle znoszę całkowity brak węgli. Ponadto sądzę, że drobne ustępstwa od czasu do czasu, jak np. lampka wina do kolacji bądź gałka włoskich lodów w słoneczny dzień może mi dać więcej, bo diety to nie zawali, a mi za to polepszy humorek... ;) Jak już wspomniałam na wstępie, mieszkam od niedawna w nowym kraju, szukam pracy, muszę się tutaj zaaklimatyzować, męża mam tylko na weekendy - to wszystko jest tak stresogenne, że nie jestem w stanie przejść na bardzo stresującą i restykcyjną dietę. Ach, bym zapomniała - przestałam brać pigułki, gdyż już zaczęłam mieć z nimi problemy, więc już ciekawa jestem, jak mój organizm na to zareaguje, czy mu tego wszystkiego nie będzie za dużo... :roll: A więc będę jeszcze bardziej uważała, bym się też wystarczająco ruszała, aby wyzwolić endorfiny, a zniweczyć wszystkie oznaki depresyjne i im podobne... :wink: Niedaleko mojego mieszkania jest świetne centrum dzielnicowe (community centre), w którym znajduje się i biblioteka, i duży basen (z jacuzzi :!: :D ), i siłownia, oraz oferowane są różnorakie kursy... Mam zamiar od wtorku chodzić naprzemiennie na siłownię i basen, a od 7. kwietnia dwa razy w tygodniu na "body conditioning". Może jeszcze jakaś joga do mnie przemówi? :roll: :wink:
Triskell - witaj i rozgość się, serdeczny... :wink: Tak, problemy problemami, ale w kwestii sylwetki trzeba trzymać rękę na pulsie... Tym bardziej, że lato tuż tuż... Ba, u nas dzisiaj tak ładnie słoneczko przygrzewało, że co niektórzy chodzili już w krótkim rękawku, a nawet w letnich klapeczkach! :roll: :lol: Ja nie byłam aż taka odważna i założyłam wiosenne palto na grzbiet, bo dopiero co miałam zapalenie pęcherza i nie chcę mieć powtórki z rozrywki... :? Tak a propos twojej czekoladowej pracy, to na mojej ulicy parkuje złoty zając Lindt marki Smart z długaśnymi uszami, jutro na niego zapoluję i wkleję na twoim wątku... ;)
Buziaki, dziewczyny, lecę zobaczyć co na waszych wąteczkach... ;)
Moni
-
Witajcie, dziewczyny! :lol: Przepraszam, że dopiero dzisiaj się odzywam, ale weekendy to dla mnie czas spędzany z mężem, więc internet idzie wtedy w odstawkę... Ale nie dieta... :wink: W piątek i sobotę ładnie dietkowałam i nazbierałam w te dni odpowiednio 1211 i 1329, chociaż musiało obyć się bez większego wysiłku fizycznego - co najwyżej te schody do pralni oraz bieganie po sklepach oraz mieszkaniu w celach układająco-upiększających. :lol: Szafki zakupione, złożone, książek masa w nich umieszczona, telewizor zawieszony, kwiatki rozstawione... :wink: Czyli idziemy do przodu... :wink:
Za to dzisiaj dałam ciała - winę za to chciałabym zrzucić na @ połączony z ogólnym oslabieniem oraz wstrętnym bólem głowy... Innymi słowy - odpuściłam sobie dzisiaj liczenie kalori. :roll: Sorki... :oops: Mieliśmy gości na obiedzie i jakoś nie utrzegłam się... Pocieszam się, że do tej pory zawsze jeden dzień w miesiącu odpuszczałam sobie i nic się nie stało, świat dalej się kręci, jednak trochę mi głupio, jako że wiem, że teraz znajduję się na diecie, więc powinnam bardziej się pilnować... :? Mam nadzieję, że za miesiąc, gdy znów nadejdą owe dni, będę bardziej na nie wytrzymała... :wink:
Kasiu Cz. - Komu jak komu, ale tobie _na pewno_ nie grozi demencja, haha... :lol: Dziękuję za dobre życzenia i mam nadzieję, że zechcesz od czasu do czasu tutaj zerknąć w celach dopingujących... Jeśli ty ważyłaś rok temu tyle, co ja teraz i doszłaś, a raczej dojechałaś rowerkiem do obecnej wagi, to mi również powinno się udać, prawda? ;)
Anise - oj, ja mieszkam na parterze, więc aż tak wielkiego wysiłku tam nie było, to tylko ta częstotliwość... ;) Mogę zamieszczać tutaj mój jadłospis, nie ma problemu, zacznę od jutrzejszego dnia, dobrze? ;) Chcę dietkować w oparcu o SB, w stosunku "na oko", bo nie lubię tych ichnych restrykcji w pierwszej fazie, po prostu źle znoszę całkowity brak węgli. Ponadto sądzę, że drobne ustępstwa od czasu do czasu, jak np. lampka wina do kolacji bądź gałka włoskich lodów w słoneczny dzień może mi dać więcej, bo diety to nie zawali, a mi za to polepszy humorek... ;) Jak już wspomniałam na wstępie, mieszkam od niedawna w nowym kraju, szukam pracy, muszę się tutaj zaaklimatyzować, męża mam tylko na weekendy - to wszystko jest tak stresogenne, że nie jestem w stanie przejść na bardzo stresującą i restykcyjną dietę. Ach, bym zapomniała - przestałam brać pigułki, gdyż już zaczęłam mieć z nimi problemy, więc już ciekawa jestem, jak mój organizm na to zareaguje, czy mu tego wszystkiego nie będzie za dużo... :roll: A więc będę jeszcze bardziej uważała, bym się też wystarczająco ruszała, aby wyzwolić endorfiny, a zniweczyć wszystkie oznaki depresyjne i im podobne... :wink: Niedaleko mojego mieszkania jest świetne centrum dzielnicowe (community centre), w którym znajduje się i biblioteka, i duży basen (z jacuzzi :!: :D ), i siłownia, oraz oferowane są różnorakie kursy... Mam zamiar od wtorku chodzić naprzemiennie na siłownię i basen, a od 7. kwietnia dwa razy w tygodniu na "body conditioning". Może jeszcze jakaś joga do mnie przemówi? :roll: :wink:
Triskell - witaj i rozgość się, serdeczny... :wink: Tak, problemy problemami, ale w kwestii sylwetki trzeba trzymać rękę na pulsie... Tym bardziej, że lato tuż tuż... Ba, u nas dzisiaj tak ładnie słoneczko przygrzewało, że co niektórzy chodzili już w krótkim rękawku, a nawet w letnich klapeczkach! :roll: :lol: Ja nie byłam aż taka odważna i założyłam wiosenne palto na grzbiet, bo dopiero co miałam zapalenie pęcherza i nie chcę mieć powtórki z rozrywki... :? Tak a propos twojej czekoladowej pracy, to na mojej ulicy parkuje złoty zając Lindt marki Smart z długaśnymi uszami, jutro na niego zapoluję i wkleję na twoim wątku... ;)
Buziaki, dziewczyny, lecę zobaczyć co na waszych wąteczkach... ;)
Moni
-
Motywująco mówię dzień dobry i serdecznie pozdrawiam :D :D :D
-
Witam serdecznie i na dzien dobry gratuluje decyzji podjecia walki z nadprogramowymi kg. To juz naprawde duzy sukces!!.
Zalozenia bardzo dobre.Nie wyznaczylas sobie zadnego terminu spadku wagi-moze to i dobre- nie ma presji czasowej...Ja waze znacznie wiecej,wiec mi zalezy zeby zrzucic do lata jak najwiecej.
Zycze milego dzionka,choc pewnie nie bedzie tak mily jak wekend u boku ukochanego meza.
Pozdrawiam.
Tusia.
-
Oczywiscie wiemy ze weekendy masz wylacznie dla swiata realnego i swojego ukochanego, a nie dla wirtualnych towarzyszek w odchudzaniu.
Witaj poniedzialkowo Xana http://www.millan.net/minimations/smileys/wavesmile.gif
Rozumiem Cie bardzo w jakiej jestes sytuacji. Przeprowadzka, szukanie pracy, maz nie przy boku... to sa naprawde stresujace sprawy. Usmiechnelam sie jak napisalas ze telwizor powieszony i ze polki zlozone. Czy to wlasnie Twoj mezus wykonal wlasnorecznie, czy ktos Wam pomogl?
Nastepna plywajaca... Czy tylko ja musze byc taka beznadziejna pod tym wzgledem?
Ja tez chce umiec plywac http://www.millan.net/minimations/smileys/goodsigh2.gif.
-
Witajcie dziewczyny :lol:
Anise - pocieszę cię, bom ja wcale nie taka pływająca, jedynie chcę wykorzystać pas do aquarobic, który to dostałam kiedyś w prezencie od przyjaciółki. Ja przez dobrych kilka lat chodziłam na studenckie kursy aquarobic, więc wiem mniej więcej, z czym to się je... :lol: Przez ostatnie dwa lata pas leżał niewykorzystany w kącie, mój mąż już mu zarezerwował miejsce na śmietniku, ale ja się nie zgodziłam i miałam rację :lol: , bo teraz będzie jak znalazł! :lol: Jutro jednak jeszcze trochę pobiegam na własnych nóżkach, bo dzisiaj nie znalazłam czasu na zapis do pływalni, a nie chcę ryzykować pójścia tam i całowania klamki... Bieganie też jest bardzo ciekawe, gdyż przy okazji poznaję trochę lepiej własną dzielnicę... :wink: Więc łączę w ten miły sposób przyjemne z pożytecznym... :lol: Anise, strasznie podobają mi się twoje emikonki, na każdą okazję masz odpowiedniego ludzika, no bomba! :wink: Mój mąż jest z tych co to gwoździa sam z własnej woli nie przybiją, hehe, obrazy to ja wieszam :lol: , ale z drugiej strony ma on coś w rodzaju ADHD, bo usiedzieć na pupie nie może, jeśli wie, że coś trzeba w domu zrobić... A ja to wykorzystuję, hehe, niech się czuje potrzebny... Szczególnie przy większych rzeczach jak składanie szafek z Ikei (za którą nie przepadam ze względu na lichą jakość oraz rozpowszechnienie ichnych mebli, ale za to bardzo lubię ich design oraz praktyczne pomysły wyposażenia pomieszczeń :wink: ), bo na inne na razie nas nie stać, oraz przy instalowaniu elektroniki itd. Wczoraj dzięki temu oglądnęłam "Jak to się robi z dziewczynami" na dużym telewizorze oraz przy efektach dzwiękowych jak w kinie... :wink: Fajnie mi było, nie powiem... :wink:
Witaj Tussiaczku w moich skromnych progach... :lol: Dziękuję za motywację... Wiesz, ja bym bardzo chętnie szybciutko pozbyła się tych 13tu kilosków, ale nie sądzę, aby ten pośpiech był w moim przypadku dobrą radą... Równie szybko bym sie zniechęciła i miałabym wpadkę za wpadką... Mam trochę innego stresu na głowie, ech, więc nie chcę się obwiniać za ewentualne dietkowe niepowodzenia... Innymi słowy, będę starała się jak nie wiem, aby utrzymać dietkę bezwpadkowo, ale zakładam, że czasami mogę im ulec... :roll:
Kasiu Cz. - również pozdrawiam, i również na dzień dobry, bo ty pewnie teraz budzisz się do życia, prawda? Próbowałam dzisiaj przejść przez te 30 stron, które się u ciebie porobiły od czwartu, kiedy to do ciebie zajrzałam, ale to prawie niemożliwe! U ciebie strony lecą na bij zabij, jak w konkursie, która szybsza! :lol:
Relacja z dnia dzisiejszego:
Ruch: bieganie, a raczej truchtanie przez 35 minut oraz rozciąganie gnatów przez następe 5-10 minut. Brzuszki sobie odpuściłam ze względu na @.
Menu i kalorie:
> kawa z mlekiem i cukrem x2 = 120
> omlet z cukinią = 160
> 2 pomidory = 34
> 15 migdałów = 150
> 4 małe ogórki = 20
> ryż (mieszanka dzikiego i brązowego) = 171
> potrawka z kurczaka w sosie mole = 300
> 2 all bran = 260
Łącznie 1215 kcal :lol:
To tyle na dzisiaj, zmykam do łóżeczka, tym razem nie z filmem, a z Marquezem... :wink:
Buziaki,
Moni
-
Wpadam z rewizyta i przesylam troche slonca :D
-
Dzień doberek wszystkim :!: :lol: :D :lol:
Widzę, że Ziutka ładnie się uśmiechnęła do Zarządu Niebios i dzisiaj przywitało mnie śliczne słoneczko... :lol:
Już jestem po śniadanku... :wink: Wypiłam dwie kawki z mlekiem sojowym i cukrem (do słodzików wszelakich nabrałam ogromniastej niechęci :twisted: sama chemia, fuj! :evil: ) oraz zjadłam 2,5 naleśników pankcakes z razowej mąki i kubeczkeim musu brzoskwiniowego. Łącznie nazbierało mi się już 408 kcal. :lol:
Miłego dnia, dziewczyny! :lol:
Moni
-
A fruktoza? Ja tego uzywam do slodzenia jezeli juz.
Jejku, kalorii to ja liczyc nie bede. 400 za takie sniadanie? Ale pysznie to fakt.
-
No fakt, trochę to śniadanie kaloryczne, dlatego na drugie śniadanie mam dwa małe ogórki, a te kalorii prawie nie mają... :lol: Te pancakes to pozostałość z soboty, mają sporo błonnika, za to mało cukrów, są z owocami, a jeden to 95 kcal, ale i tak nie jest to śniadanie na codzień, fakt... :wink:
No nic, zjem te ogórki i lecę pobiegać... A potem muszę w teren do drzwi firm przeróżnych popukać, póki mi odwagi nie zabraknie... :roll: Ech, trochę mnie to kosztuje, ale pracować chcę, chcę i jeszcze raz chcę... A że ambitna jestem, więc muszę się trochę pomęczyć... Mam za swoje :P
Buziaki i do później,
Moni
-
Chciałam jeszcze to wrzucić, bo może się komuś przydać, np. po zabalowanej nocy... :wink:
Easy Answers for Puffy Eyes!
If puffy eyes leave you looking tired and aged every morning, the cure is as close as your kitchen! The following food fixes will quickly restore you to your bright-eyed and bushy-tailed best:
Place a chilled slice of cucumber over each eye and rest for five minutes. The cold reduces puffiness, while enzymes in the cucumber help draw out excess fluid!
Another vegetable cure comes from the potato. Peel and slice thinly, then place a few slices over each eye and relax for 10 minutes. Bye-bye bags!
Fix a couple of cups of hot tea, then squeeze out the tea bags and let them cool. Place the room-temperature tea bags on your eyes for a few minutes and puffiness will vanish!
-
Zdublowałam się, znowu :twisted: Ale znalazłam jeszcze jedną poradę motywującą... :wink: Mnie ona jak najbardziej przekonała... :wink:
Eating Right Made Easy!
Confused by the ever-changing advice about what to eat and what to avoid? Don't fret if you don't know the latest version of the food pyramid by heart! Experts from the Mayo Clinic say eating right really boils down to a few basics:
Consume more fruits, vegetables, and whole grains.
Cut cholesterol and saturated fats.
Limit sweets and salt.
Drink alcohol in moderation, if at all.
Monitor your daily calorie intake.
Eat moderate portion sizes.
So now that that's clear, no more excuses! Just eat right!
-
-
Jeszcze nie poczytalam mojej gazetki co to przyszla ostatnio. Pisza tam o trzymaniu wagi w sposob naturalny, ani za chuda, ani za gruba... cos dla mnie. Jejku... czy bedziemy musialy tak juz do konca zycia? Niech ja tylko schudne. Nigdy nie wroce do takiej nadwagi jak mam teraz. No way!
-
Hej,
Sorki, ze dopiero teraz sie odzywam, ale jakos nie mialam sily.
Widze, ze masz pozytywne nastawienie, jestes zadowolona a to najwazniejsze! U mnie na odwrot, waga siegnela zenitu, mam na 12 kg jakies 2 miesiace. I co teraz? Eh :( Zyc sie odechciewa. Mam depresje, nie mam ochoty wychodzic z domu, a tu do pracy trzeba isc...ale w co sie ubrac? Nie mam ubran :(
Buziaki i sorki.
-
pozdrowienia czwartkowe! zycze ci spokojnego, udanego i dietowego czwartku! :D
-
No i jak tam? Co tu taka cisza? :)
-
U Xany dopiero wieczor i napewno sie odezwie.
-
Witajcie, dziewczynki :D
Na samym początku chciałam zdać relacje jedzeniowo-ruchowe... :lol:
Relacja z wtorku, 27. marca:
Ruch:
Truchtanko przez 30 minut + rozciąganko (tja, a ja rozciągam nasz piękny polski język :lol: )
Menu i kalorie:
> kawa z mlekiem i cukrem x2 = 120
> 2,5 razowych pancakes (z owocami) = 238
> mus brzoswiniowy = 50
> 2 małe ogórki = 17
> 2 deski Wasa = 80
> potrawka z kurczaka, pieczarek, cebuli i brokuł = 300
> 1 pyza ziemniaczana = 50
> pomidor = 17
> 1 batonik all bran = 130
> 2 plastry szynki = 94
> 2 deski Wasa = 80
> 1 plaster sera = 80
> 3 pomidory = 51
Łącznie 1307 kcal
Relacja ze środy, 28. marca:
Ruch:
Truchtanko dzisiaj przez 40 minut plus rozciąganko, a na deser brzuszki (proste 3x20, boczki 2x20)
Menu i kalorie:
> kawa z mlekiem i cukrem x2 = 120
> 2 jajka na twardo = 140
> 2 pomidory = 34
> 0,5 łyżki majonezu = 50
> 3 małe ogórki = 18
> ryż (200g) + pikantny sos pomidorowy = 336
> muszle św. Jakuba (czyli scallops) = 90
> batonik all bran = 130
> 2 deski Wasa = 80
> 1 plaster szynki = 47
> 1 plaster sera = 80
> papryka (140g) = 32
> mała łyżeczka dżemu jeżynowego (własnej roboty! :wink: ) i 2 migdały = 50
> 1 kiwi (100g) = 40
Łącznie 1217 kcal
A teraz muszę się wam pożalić... Dzisiaj jest środa, a środa to dla mnie dzień ważenia i mierzenia... Wchodząc więc pełna nadziei na drobne posunięcie w dół na tą wagę, doznałam szoku! :twisted: Zamiast schudnąć, to ja przytyłam! Całe pół kilo!!! :evil: Wiem, że jeszcze @ mi się nie skończyła, poza tym miałam w niedzielę mały wybryk antydietetyczny, ale żeby aż tak??? Wczoraj bądź co bądź miałam mniej... Zła byłam co niemiara, więc... potruchtałam podładować baterie na słoneczku i zamiast 30-tu, pomęczyłam się całe 40 minut! Ja się wadze nie dam!!! :twisted: :twisted: :twisted: I mam nadzieję, że ta wstręciucha jutro już okaże skruchę... :twisted: :wink: I każdego dnia trochę więcej... :wink:
Dzisiejszy dzień upłynął mi na telefonatach i wizytach w agencjach pośredniczących w znalezieniu pracy, bo ta forma job hunting jest tutaj bardzo popularna, więc pomyślałam sobie: czemu by nie spróbować? i zawitałam aż do czterech... Uff, jakie to męczące, zawsze trzeba być wygadanym i robić jak najlepsze wrażenie (ponoć robię, aż się rumienię... :wink: )... Na jutro mam test w jednej z nich, a w drugiej muszę się umówić na inny dzień (wymijaliśmy się wiadomościami na komórce), trzecia zaś, a w zasadzie trzeci był bardzo miłym panem, który jednak specjalizował się na IT (nawet w takich firmach jest specjalizacja! :shock: ), więc mi nie za bardzo pomoże, ale dał za to całe mnóstwo adresów innych pośredników :shock: oraz kilka dobrych rad (abym wykorzystała mój urok osobisty i nie dała się zmyć :lol: ) i przeanalizował moje CV (czyli resume na tutejsze). Dodatkowo zadzwoniła dziś za samego rana pani z pewnej firmy, w której byłam dwa dni temu (bo myślałam się u nich zatrudnić, ale niestety nie mieli niczego dla mnie), była tak miła, aby dać mi namiary na jednego z tych pośredników, do których później poszłam. :lol: Ludzie są kochani, prawda? :lol: Bo w końcu co ona z tego miała? Czysty altruizm! :lol: A może tym ludziom się mnie żal robi i dlatego są tacy uprzejmi? :roll: :wink: :lol: Bo gdy idę się zaprezentować, to strach staje mi kołkiem w gradle i prawie łzy do oczu wyciska... Za każdym razem muszę samą siebie strofować... :roll: No, Moniśka, raz kozie śmierć... Ale ta koza już czasem kozłem się okazuje...
No, to tyle na razie... Dzisiaj postanowiłam spędzić bite 2 godziny na czytaniu książki, bo ostatnio za dużo czasu spędzam przed laptopem... Jutro odpiszę wam obszerniej, dzięki za miłe mysli! Kochane jesteście!!! :lol:
I na sam koniec - właśnie rozmawiałam z przyjaciółką i może też do nas dołączy w odchudzanku1 :lol: :D :lol: Bardzo się cieszę... :wink:
Buziaki,
Moni
-
No, to w sumie wyszlo bardzo pozytywnie :D Trzymam kciuki za znalezienie pracy, a co do wagi - w czasie okresu jest nieprzewidywalna, na pewno bedzie lepiej :)
-
Chyle czola przed Toba Xana za odwage i w ogole, ze taka jestes. Szukanie pracy nie jest latwe, a jeszcze jak sie przeciaga w czasie to moze sie czlowiekowi odechciec naprawde. Trzymam kciuki bardzo mocno, zeby Ci sie udalo. A Twoja kolezanka to jakas nowa, czy juz ze 'stara' sie do Vancouver przeprowadzilas? A moze utrzymujesz z nia tylko kontakt mejlowy?
Ojej! U mnie juz po dziesiatej, a to znaczy ze mam stad spadac. Latwo sie zapomniec czytajac i piszac w naszych pamietnikach. W ogole to ze waga zwariowana to sie nie martw, ja to czekam na @ w tym tygodniu, chcialabym byc juz po, ale nie wydaje mi sie. Ja nawdze staje w poniedzialki i pewno wtedy cala bede spuchnieta i w ogole do bani. Rob swoje. A skad Ty pyze wzielas? Wiesz, ja rowniez robie sobie dzemy, ale z borowek. Uzywam tylko fruktozy jako dodatku i wychodzi mi przepysznie.
-
Witajcie w ten słoneczny dzień :lol:
Wklejam ciekawe ćwiczenie, dzięki któremu możemy uzyskać nogi jak u tancerki... A któżby takich nie chciał? :lol:
Get Dancer's Legs!
Want dancer's legs without having to go to dance class? Here's a move that will help give your legs that long, lean appearance!
You'll need a chair for support. Start by standing tall, with one hand on the back of the chair for balance and the other on your hip. Begin in "first position" (think ballet), with your toes turned out and your heels touching. Keep your back straight and your abs tight. Dip down by bending at the knees, keeping them square over your toes. Lift your heels off the floor, pushing from the balls of your feet. Straighten your legs, squeezing your buttocks and inner thighs, then lower your heels, returning to the starting position.
The move has four steps — plié down, lift heels, push up, and heels down to starting position. Repeat the series for two sets of 8 to 12 reps each. Rest for 15 seconds between sets. Fabulous! It's that simple!
PS: Mam słabe połączenie internetowe, więc teraz już uciekam, ale wieczorkiem pójdę do kafejki i przy aromatycznej herbatce pooglądam wasze wąteczki... Mam nadzieję, że ładnie się wam chudnie... :wink: Moja waga przestraszyła się widocznie moich wczorajszych odgrożeń, więc szybciutko zabrała to, co mi dodała... Dzisiaj miałam już 66.5kg! :wink: Oby tak dalej i w tym samym kierunku... :wink:
Buziaki i miłego dnia,
Moni
-
Hej Xana http://www.millan.net/minimations/smileys/brownhair.gif. Ja wlasnie siedze przy aromatycznej herbacie 'owoce egzotyczne'. Troche sie pobujam po tym forum co by sie naladowac i nie jesc dzisiejszego wieczora.
-
Dzien dobry albo dobry wieczor, w zaleznosci o ktorej to czytasz;)
Zapytalam Anise o pewna osobke ktora sie przeprowadzila ze Seattle do BC, bo pamietam ze czytalam gdzies taki post, no i Anise wskazala na Ciebie! Ja sie w tym momencie znajduje w tym samym kraju co ty, co prawda bardzo daleko na wschod, w Quebec, a slyszlalam ze Vancouver i wogole BC sa piekne! Mam do Ciebie kilka pytan na temat Seattle bo tak wogole to jestem z USA wlasnie, i zamierzam sie przeprowadzac w przyszle wakacje w celach edukacyjnych, no i interesuje mnie wlasnie University of Washington School of Law. Wiem ze Seattle to miasto kawoszy, artystow, i wogole zadowolonych wysportowanych ludzi (tak slyszlalam), no i najbardziej wyksztalcone miasto w USA. Czy potwierdzasz takie fakty, czy masz moze odmienne zdanie na temat tego miasta? A co z pogoda, bo to podobno drugi Londyn pod wzgledem deszczu...czy to prawda? I jak sie prezentuje Pacyfik, czy sa plaze takie typowo turystyczne? Ojej, tyle pytan Ci zadaje, jesli bedziesz miala czas i ochote to opowiedz mi troche (i nam!) o Seattle, bo to naprawde interesujace miasto. Ja jestem z zupelnie drugiej strony Stanow, z Big Apple :wink: , ale nie wyobrazam sobie zycia tutaj w przyszlosci tak na stale, wiec ostatnio duzo wypytuje o inne miasta. Seattle odwiedze w wakacje, jet blue lata tam od 99$ w jedna strone, uwielbiam te linie :!:
Przeczytalam twoj watek, w sumie probujesz sie odchudzac w podobny sposob jak i ja, SB, ograniczenie kalorii,ale mi idzie z mieszanymi rezultatami..schudlam 2 kg ale ostatnio podjadalam wiec nic wiecej... :roll: Zycze powodzenia w poszukiwaniu pracy, polaczenia z mezusiem ktory z tego co sie orientuje jest wlasnie w Seattle?? No i powodzenia w diecie!! 8)
-
No widzisz :) Waga posluszna, bo przedtem to byla tylko woda :D
-
Xana, Ty chyba jak juz sie dorwalas to wzielas dwa etaty, dlatego Cie tutaj nie widac.
-
Wlasnie, jak idzie dietka? :D
-
Kochane dziewczyny! :lol: Nareszcie mam chwilkę, aby zajrzeć na własny wąteczek... :wink: Dziękuję za podlewanie kwiatków i ścieranie kurzów, dzieki wam nie musiałam szukać tego wąteczka aż na jakiejś 123-ej stronie, co przy tempie tego forum i mojej kilkudniowej nieobecności wcale by mnie nie zdziwiło... :roll: :lol: :D
Anise - "owoce egzotyczne", hmmm, brzmi bardzo ciekawie... :wink: Muszę się przyznać, że jestem wielką fanką przeróżnych herbatek, których mam całą półkę w mojej kuchennej szafce. :lol: Ja dzisiaj również ratuję się herbatkami przed napadem głodu, nie wiem czemu, ale czuję się dzisiaj potwornie wyczerpana, a wszelakie zmęczenie to mój wróg, bo wtedy gmeram po szafkach w poszukiwaniu czegoś na ząb... :roll: Więc "zalewam" głodzik gorącą i aromatyczną herbatką... ;) Właśnie popijam napar z suszonej mięty i rumianku, pycha! :lol:
Chanelgirl - witaj w moich progach! :lol: Podać ci też filiżankę herbatki? :wink: Czytałam kiedyś trochę twój wątek, jednak przyznaję, że "po łebkach", mam nadzieję na dniach to nadrobić, by być lepiej w temacie... :wink: Czy ty mieszkasz w Montrealu czy w Quebec? Ja mieszkałam w M. dwa lata temu od stycznia do marca, brrr, czułam się jak miś polarny, bo przy tak niskich temperaturach zimą funkcjonuję "na pół gwizdka"... :roll: W Vancouverze, gdzie obecnie mieszkam, pada zimą dość sporo deszczu, ale to oznacza, że w pobliskich górach wtedy pada śnieg i można wybyć na narty... ;) Od kiedy mieszkam w Northwest bardzo polubiłam góry i zjeżdżanie z nich na nartach... ;) Widoki są tutaj tak piękne, że mucha nie siada... Ostatnim razem byliśmy na nartach jakieś dwa tygodnie temu i niestety, ale warunki atmosferyczne już nie były najlepsze, na szczytach widoczność na 10 metrów, a na dole padający śnieg z deszczem... No, ale to koniec sezonu, więc wiadomo... :wink:
To, co mówisz o Seattle, to prawda - przynajmniej tak wynika z ogólnokrajowych sondaży... :wink: Niestety dla Seattle, jeden z tych sondaży oddaje palmę pierwszeństwa Vancouverowi - ponoć to najlepsze miasto na świecie pod względem jakości życia (czy jakoś tak, nie pamiętam dokładnie jak to ujęto): największe natężenie parków na mieszkańców/metr kwadratowy powierzchni miasta (fakt, co kilka ulic jest jakiś park, nawet jeśli to 3 drzewa na krzyż, ale fakt faktem ;) ), ilość imprez i festiwali (ten punkt muszę dokładniej przebadać :lol: ), baaardzo mało otyłych ludzi (fakt! f..ck, ja tutaj to prawie wieloryb, którym przecież nie jestem! :twisted: :P :lol: ), pięęękne położenie (fakt nad fakty! :lol: ), świetnie rozwiązana komunikacja miejska vide skytrain (i wciąż budują nowe linie :) ), mieszkańcy dbający o własny fitnes... :lol:
No dobrze, Seattle też jest ciekawym miejscem :lol: , chociaż mnie osobiście bardzo denerwuje to, że główna autostrada I-5 przecina miasto na pół i cały czas słychać ten łomot kół na asfalcie (nawet nocą jest tam ich pełno, nie rozumiem :roll: ) oraz to, że wszędzie trzeba dojechać samochodem, co jest męczące... :cry: My mieszkaliśmy (i mój mąż w dalszym ciągu mieszka) w bardzo ciekawej, aczkolwiek dla niekórych dość kontrowersyjnej dzielnicy - gejowskiej. Mieliśmy blisko do centrum, nawet piechotką ;), o właśnie mogliśmy chodzić piechotą po ulicach, co nie wszędzie jest możliwe... :roll: Gdy tutaj przyjechałam dwa lata temu (7. kwietnia miną właśnie dwa lata! ;) ) to to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to ilość kafejek oraz ludzi w nich _czytajcych książki_ (!!!) lub surfujących po internecie na laptopach (ponoć są plany zrobienia miasta 100% wi-fi). Mieszkańcy są bardzo otwarci i na przysłowiowe "how are you today?" _naprawdę_ oczekują odpowiedzi! :lol: Capitol Hill (czyli dzielnica, o której ci pisałam) jest bardzo ciekawa architektonicznie oraz kolorystycznie - w kwietniu wszystko tam kwitnie, zimą zawsze jest przynajmniej zielono... ;) A propos zimy - styczeń i luty najlepiej spędzić w jakichś ciepłych krajach, w którcyh _nie pada_, bo to może wpływać depresyjnie... :?
Co jeszcze? Seattle jest znane z swojego Pike Place Market, na którym można kupić organic owoce i warzywa (organic to wielkie słowo tutaj, bo Seattleńcy bardzo chętnie dobrze jedzą, jednak wyjeżdżając z miasta jest pod tym względem już tak, jak i w reszcie USA, czyli mniej ciekawie...) oraz ryby na stoisku, na którym ci tą rybę rzucają i coś tam pokrzykują... Dość to widowiskowe, więc i turystyczne... :wink: Blisko Seattle, jakieś 2 godziny drogi, znajduje się piekny las, w zasadzie to jakby puszcza, nazywa się Olympic National Park, gdzie można sobie wędrować aż nad ocean bądź pod górach, w cieniu drzew... ;)
Dzięki za wzmiankę o tym Jet Blue, nie znałam tej linii... :wink: Jeśli masz jeszcze jakieś bardziej specyficzne pytania, to proszę... :wink: Opowiedz mi trochę o Big Apple, dobrze? Jeszce mnie tam nie zawiało, ale koniecznie chcę się kiedyś wybrać... ;)
Ziutko - ano moja dietka taka zła nie jest, waga jakby dla mnie łaskawsza... ;) Dzieki za pamięć... ;)
Za chwilkę wpiszę moje relacje jedzeniowo-ruchowe z ostatnich dni... ;)
Buziaki,
Moni
Wiosna już do nas przyszła... ;)
http://i24.photobucket.com/albums/c4...Picture073.jpg[/img]