-
Moje zmagania
Po przejedzonym weekendzie całkiem udany dzień. Zmieściłam się w 1500 kcal, nie dałam się skusić kawałkowi urodzinowego tortu, popracowałam z ochotą na działce. Nie zdążyłam niestety poćwiczyć, ale i tak jestem zadowolona. Właśnie dziś dowiedziałam się o nowym wyzwaniu w pracy- muszę w ekspresowym tempie przygotować scenariusz poważnej uroczystości, a być może ( to jeszcze nie zostało ostatecznie ustalone) i poprowadzić imprezę. Taka wiadomość spowodowała, że chyba nieco straciłam apetyt. To akurat spory plus w mojej sytuacji.
Dolino lotosu- chciałam Cię odwiedzić, ale nie mogłam Cię odszukać nma forum. Swój adres wstawiłam według przepisu SaryP:
Podpis znajduje się w profilu towarzyskim- tam gdzie umieszcza się suwaczek wagi. Wpisałam
NAZWA. KTÓRA BĘDZIE WIDOCZNA
Adres wątku skopiowałam z paska na samej górze.
-
Po pierwsze gratuluje zlecenia :)
Po drugie niby dobrze, że masz mniejszy apetyt, ale mam nadzieję, że jest on mniejszy, a nie straciłaś go całkiem, bo jak wróci może być źle... A i gratuluje tych kilosków ;)
-
ojaa, poprowadzic impreze - umarlabym ze starchu
-
Moje zmagania
Brak apetytu zwiastował dolegliwości żołądkowe, ale jakoś przeżyłam. Za oknem paskudnie- silny wiatr, nieomal urywający głowy, deszcz, a chwilami deszcz ze śniegiem. Czuję się byle jak, piję dopiero pierwszą dziś kawę, Przede mną ważne zebranie, na którym powinnam być jeśli nie błyskotliwa, to przynajmniej skupiona-ale przy moim dzisiejszym samopoczuciu to poważne zadanie.
Wasze gratulacje są trochę na wyrost- ot potrzebna jest osobą do sprawnego wykonania niewdzięcznej pracy i tyle.
-
ja nie gratuluje, ja podziwiam :D
po prostu nie nadawałbym sie do takiej pracy :D
-
:wink: trafisz do mnie przez
20 kg i więcej
udanego dietkowania dziś 8)
-
Kochana... Ja Ci gratuluję, bo ja kocham takie rzeczy. Uwielbiam mieć dużo do roboty i prowadzić imprezy czy projekty. Jak mawiają moi wykładowcy i koledzy na roku... jestem stworzona do bycia szefem :) Przypuszczam, że i tak wyląduję gdzieś na zadupiu w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, bo ja przecież nic nie umiem innego, jak tylko pomagać i rozmawiać z ludźmi... hm... :roll: Ale Tobie gratuluję i tak i w dodatku zazdroszczę. A jak idzie dietka :?:
-
Moje zmagania
Aniko, Pinku. Tak naprawdę to ja też lubię wyzwania organizacyjne, chociaż staram się nie przyznawać do tego zbyt głośno, bo szef tylko czeka na takich wariatów. Lubię zbierać wszystko do kupy i z chaosu tworzyć Coś. Nie cierpię natomiast ludzi, którzy ślizgają się na plecach innych i przypisują sobie ich pracę. To dosyć staroświecki pogląd, ale tak mam i już.
Im więcej pracy tym człowiek ( tzn. ja) musi stać się bardziej zorganizowany, ma mniej czasu na nudę i na głupoty w rodzaju trzeciej kolacji lub piątego podwieczorku. Widzicie jak staram się zbudować pozytywny obraz tego co nie jest pozytywne?
Dietowo w porządku, utrzymuję się w ryzach; trochę mam za mało czasu na ćwiczenia. Waga na razie nie spada- poczekam do piątkowego ważenia. Pozdrawiam Was serdecznie.
-
MIłEGO DIETKOWANIA .
sPRóBUJę CIę POGONIć , JAK MOJA WAGA RUSZY.
http://www.fotoplatforma.pl/foto_gal...8_DSCN9135.jpg
-
Moje zmagania
Korzystam z wolnej chwili, by zajrzeć na forum. Przebrnęłam przez najgorsze- udało mi się wykpić od prowadzenia uroczystosci. Mam też gotowy zarys scenariusza, zostały jeszcze do uzgodnienia szczegóły proceduralne, ale to już muszę zrobić w porozumieniu z szefostwem. Gorzej, ze scenariusz, który traktowałam jako nasz wewnętrzny ma byćprzedstawiony do wglądu różnym władzom zewnętrznym. Trochę mnie to wysztywniło... Ale koniec o pracy.
Dietowo dzień udany. Trzymam się w ryzach kalorycznych- jestem przed kolacją. Mam na koncie 1060 kcal, więc powinnam się zmiescić w limicie 1500. Trochę drapie mnie w gardle, więc nie wiem, czy wystarczy mi sił na ćwiczenia, ale spróbuję wieczorem.
tdkchętnie będę z Tobą wspólnie gubić kilogramy. Odrobina rywalizacji połączona ze wzajemnym wspieraniem się, na pewno nam pomoże. My "seteczki" musimy trzymać się razem i dopingowac się wzajemnie.