już widze jakbym takim tekstem mamusi walnęła... :twisted: chyba by glebła na zawał, ale julix naturalnie masz rację, zreszta to wolny kraj i każdy ma prawo robic z soba co chce
Wersja do druku
już widze jakbym takim tekstem mamusi walnęła... :twisted: chyba by glebła na zawał, ale julix naturalnie masz rację, zreszta to wolny kraj i każdy ma prawo robic z soba co chce
U mnie tak samo;/ rodzice bardzo sie starali zebym zauwazyla ze tyle jem, ze przytylam itd itp w pewnym momencie bałam sie juz stawac na wage :P a teraz posądzaja mnie rowniez o anoreksje i odmawiaja zakupu herbatek :P:) i ciagle slysze ich zlosliwe komentarze. 3maj sie :)
u mnie mama jak kiedyś jadłam to było: "dziecko, opanuj się, ile Ty jesz, nikt Cię nie będzie chciał jak będziesz gruba" itp.
teraz jak mało jem, to w domu jestem: szkieletorem, wieszakiem, anorektyczką itp ;|
przeszkadza jak jem dużo, i jak jem mało ;|
masakra ;//
nienawidzę takich gadek!
zresztą...kto je lubi ;/;/;/
Niestety moja droga rodzinka tez mi dogaduje :( Dlategop wpadlam na pomysl by wziasc sie za siebie podczas POSTU powiedzialam im wszystkim czego niebede jadla albo w bardzo malych ilosciach i ze to "tylko" w ramach postu. oni uwiezyli i juz sie nie czepiaja a ja jem ile mi potrzeba i chudne !!! :) :) :wink:
dziewczyny!
a nie da się tak, żeby rodzina nie wiedziała, że się odchudzacie? ja np. jak nie mam na coś ochoty, to mówię, że byłem u lekarza i że kazał mi odstawić ziemniaki i chleb, bo mam problemy z cholesterolem czy coś. a jak nie mam ochoty na obiad, to mówię, że jadłem na mieście. nikt u mnie nie wie, że się odchudzam, bo właśnie wiem, że moi domownicy (mieszkam z babcią i z dziadkiem, a nie z rodzicami) wyszliby z siebie, w końcu jaka babcia pozwoli kochanemu wnukowi schudnąć??;) to byłaby jej największa porażka. a tak, ona nie widzi, że nie jem, a ja chudnę. 8) i wszyscy są zadowoleni.:) a co jakiś czas można też powiedzieć, że się czymś przytrułyście i chcecie jeden dzień np na płynach jechać. ;) działa, wystarczy trochę fantazji i nikt się nie będzie czepiał.
pzdr, trzymam kciuki w walce z rodziną.
Rodzinka potrafi dopiec, też ciągle słyszę, że w anoreksję wpadnę, nie mówiąc juz o docinkach które słyszę jak sobie obiad czy śniadanie robię :?
Gotuję ładnie, jem z rodzicami ale jak odmówie ciasta czy ziemniaków albo załóżmy naleśników to w domu awantura i hasełko mojej mamy "dopóki mieszkasz pod moim dachem będizesz jadła to co ja ci każę!"
jasne...
ale potem miło jest sie pochwalić zgrabną córką i jeszcze gadać ze to dzięki domowym obiadkom tak zeszczuplała :? nie ma to jak prawda :?
U mnie niestety teraz jest tak samo... :roll: nigdy nie byłam chuda, od wieku 4 lat byłam 'pyzą' :) teraz, moje schudniecie jest dla wszystkich wielkim szokiem... kiedys wysyłali mnie na obozy odchudzajace, nawet chowali jedzenie, teraz- w kółko gadaja, ze zaczynam mieć anoreksje, ze juz jestem przezroczysta [ ;) ], podsuwają tłuste jedzenie. Obłęd... :roll:
Wyłamię się i stwierdzę, że moi rodzice naprawdę są wspaniali jeśli chodzi o odchudzanie i wagę.
Tylko rok temu wkurzała mnie mama - non stop mówiła mi że przytyłam (oczywiście miała rację, ale przynosiło to dokładnie odwrotne efekty - zazeranie kompleskow itd.), zmusiła mnie na przejście na kopenhaska (rzucenie jej po tygodniu jojo i takie tam), ale w końcu zrozumiała ze nie tędy droga i potem było ok : )
a teraz jest super! rodzice cieszą się, że schudłam te parę kilo, mam pomaga mi sie dalej odchudzać, chociaż uważa, ze juz nie musze (jassne).
W ogole moge liczyc na zrozumienie, bo i mama i tata wiele razy w zyciu sie odchudzali (z roznymi efektami ; )
I najlepsze - moge jeśc co chcę i za bardzo się tym nie przejmują (jakbym chciała mieć anę to droga wolna dopoki nie bede szkieletem lol ;p). Nawet tym ze miesiac temu zostałam wegetarianką i bojkotuje wszytskie posiłki w ktorych skład wchodzi padlina : D
musialam sie tym z wami podzielic ; )
To i ja sie wpisze.
Jak zaczełam odchudzanie to miałam podobniusio jak autorka wątku. Z tym że ja stopniowo zaczełam , bo najpierw mama mi kupiła Pu Ehr a potem sie zaczał ciemny chleb, i na końcu ryż i jogurty light. Docinali mi że i tak gruba nie jestem ( a mialam 83 kg na 176 cm :shock: ) i po co sie bede odchudzac. Ale w sklepiej jak czasami przymierzałam spodnie to moja matka sie odzywała "ale ona troche ma :roll: " I bądz człowieku mądry. Na chwile obecna nic już nie gadaja, na początku jadłam jejobiady teraz swój ryż. Jem z waga, i są narazie cicho. I tylko tak przy domownikach jem bo np jak ktos w gościny jest to nie jem w kuchni, bo ludzie nie zrozumieją. Najbardziej mnie wkurza też że mamie sie zdarzaja wpadki typu "no zjedz tego schaba,a odrazu nie przytyjesz" albo jak jest ciasto"no zjedz, codziennie nie mamy ;/" ( a wtedy akurat było codziennie LOL"
Po prostu nie mozemy się poddawać i musimy dążyć do naszego celu.
Oni nie potrafią sie postawić w 100% w naszej sytuacji...
To my żądzimy naszym życiem, równiez wyglądem i to my chcemy czuć się dobrze we własnym ciele.
Amen ;)