Czym dla Was jest sukces w odchudzaniu?
Własnie, jak w temacie. Czym jest dla Was taki sukces?
Dla mnie sukces w odchudzaniu to bezpowrotne zgubienie zbędnych kilogramów. To brak świadomości, że już nigdy więcej nie mogę pozwolić sobie na zjedzenie czegoś, co wystaje poza tabele ze swoją kalorycznością ( trzymanie diety do końca życia). Brak lęku, że jak zjem za dużo, rozejdą mi się boczki. Sukces to taka zmiana sposobu życia, który nie tylko pozwoli mi trzymać swoją wagę za pysk, ale także będzie sprawiał mi ogromną radość.
Sukces w odchudzaniu to przede wszystkim radość, radość i ogromne szczęście ze zmian (widoczną jest własnie utrata kilogramów), bez przerażenia, że jak spożyję coś innego niż light, zieleninę, warzywka i inne takie to znów przestanę się mieścić, najpierw w spodnie, potem w drzwi.
Miał ktoś tak? Bo ja nie, a bardzo bym chciała... :)
Re: Czym dla Was jest sukces w odchudzaniu?
Cytat:
Zamieszczone przez Franka9
To brak świadomości, że już nigdy więcej nie mogę pozwolić sobie na zjedzenie czegoś, co wystaje poza tabele ze swoją kalorycznością
Nie bardzo rozumiem to zdanie.
Ale.. może nie nazwałabym tego sukcesem, ale czymś pozytywnym w moim życiu gdybym potrafiła panować nad jedzeniem, nie jadła w stresie, czy pod wpływem impulsu no i oczywiście gdybym nie przytyła to tym moim małym odchudzanku. Myślę że dla wielu osób sukcesem jest właśnie ta zmana spozobu odżywiania i sposobu życia (ruch, sport).
A co do tego spożywania czegoś innego niż zielenina, to wydaje mi się że z czasem przestajemy zwracać co jemy i w jakiej ilości i koło się zamyka- odzyskujemy utracone kilogramy.
Re: Czym dla Was jest sukces w odchudzaniu?
Cytat:
Zamieszczone przez Anczyskovelzimna
Cytat:
Zamieszczone przez Franka9
To brak świadomości, że już nigdy więcej nie mogę pozwolić sobie na zjedzenie czegoś, co wystaje poza tabele ze swoją kalorycznością
Nie bardzo rozumiem to zdanie.
No tak, trochę niefortunnie to zdanie wyszło. Przepraszam.
Chodzi mi o to, że w pewnym momencie każdej diety nagle uświadamiałam sobie, że żeby zachować efekty, muszę liczyć kalorie przez resztę dni swoich, że ta dieta to nie tylko przez jakiś czas, ale przez całe życie. I że zjedzenie hamburgera (no, lubię czasem takiego chapnąć :)) ma wymiar grzechu śmiertelnego ;)