-
Lilian, dopiero teraz doczytałam o rzucaniu palenia i już sama nie wiem, czy mocnej trzymam kciuki za Twoje odchudzanie, czy za ostateczne pożegnanie z tym świństwem. Za oba najlepiej :)
Ciasteczkowymi potworami z sennych koszmarów się nie przejmuj - pośnią śię i przejdzie. Chociaż pamiętam, że w czasach szaleństw i rozbuchanej konsumpcji zdarzało mi się budzuć z takich snów pełznąc pożądliwie w kierunku kuchni... tego patentu nie polecam :lol:
Koniecznie odezwij się w piątek i napisz, jak świetnie Ci idzie! :)
-
O jesteś! Pamiętasz mnie? Będę wpadać i dopingować. Zaprzesz się i na pewno się uda, już teraz dobrze Ci idzie.
No i nie wracaj nigdy do palenia, bo nic dobrego z niego nie wynika. Buziaki!
-
Odchudzać się chyba łatwiej, ale jak jutro pójdę na zajęcia, to pierwszą osobę, która mnie zapyta o papierosy chyba w tyłek kopnę. Na samą myśl mi się ręce trzęsą, pfff... (no żałosne to jest normalnie).
Hybris, dzięki za komentarz (ten u ciebie i ten tutaj). Pomogły, postanowienie mi się ustaliło, nie dam się tym razem :)
Hej, Bianca! Pewnie, że pamiętam. Miło tu znowu być :)
-
ja juz nie pale nie bylo latwo zamiast palic piłam cole ale teraz w miare coraz mniej jej pije trzymam kciuki:P
-
8) rzeknę tak- nie cola, nie papierosy, lecz ciasteczek stosy! To jest moje uzależnienie :oops:
Lilly mamy kolejny dzionek! A z każdym kolejnym dniem jesteśmy bliżej celu 8) :P
-
witaj :wink:
Co nowego w nowym roku? mam nadzieję, że dzielnie się trzymasz na dietce.
Lilly gratuluję, mocnego postanowienia rzucenia palenia pewnie będzie Ci cięzko odchudzanie i niepalenie jednoczesnie, ale gra warta wszelkich wyrzeczeń. :wink:
Wszyscy to wiemy a jednak czasem odpuszczamy i wracamy do starych przyzwyczajen, masz chyba szczęście , ze nie lubisz słodyczy, bo ja wprost uwielbiam, wszystko co czekoladowe pozeram w sekundzie. Dlatego już przetestowałam się ze słodyczami przed świętami i poszło dobrze, teraz też, od 2 stycznia nie jadam słodyczy.
Najgorsze są załamki, nie wiem czemu tak się dzieje, ale z własnego doświadczenia i obserwcji wiem, że wówczas wracają stare przyzwyczajenia, jakbyśmy rekompensowały sobie wszystkie męczarnie...to chyba bardzo głęboko siedzi w głowie.Ja tak robie pozwalam sobie np na chipsy, ulubioną czekoladę ale tę większą lub jakąs inną dobrą wyzerkę i cięzko się zebrac, ale kiedy rozwiązuje swoje problemy od razu to nic takiego sie nie dzieje. Dlatego naszym problemem najczęściej ( choć nie jedynym) jest zajadanie problemów.
I jeżeli też tak masz i dopadnie Cię chandra i pożresz np wszystko co tylko było dostępnew domu, to wstań, uznaj te chwilkę słabości i walcz dalej.
Wiem co mówię, bo sama przez ciągłe rezygnowanie dobiłam do ok 85.
Cieszę się , ze ktoś się odezwał z łodzi, bo może uda nam się kiedyś spotkać.
pozdrawiam i miłej nocki zyczę.
-
qunia25, dzięki za odwiedziny w wątku :) Zajadanie chyba najbardziej mi przeszkadza, bo właściwie to nie wiadomo, czy gorzej dwie czekolady czy dużą pizzę na jedno posiedzenie. Spotkać byłoby się bardzo fajnie, zawsze to raźniej w stadzie, nawet pogadać na herbacie o odchudzaniu z kimś, kto wie, jak odchudzanie wygląda. :)
W ogóle, dziewczyny, zaraz się postaram przejrzeć wasze tematy i jakoś nadrobić nieobecność. Czasu mam jak na lekarstwo, a jeszcze udało mi się burdel w pokoju zrobić. No dobrze, robił się sam przez ostatni semestr, bo mama raczej mi nie sprząta, jak mnie nie ma, więc... a co przyjechałam, to rozwlekałam jakieś płyty, jakieś książki, jakieś kartony,kredki... dosłownie jak dziecko. Schudłam całe dwa kilo, ważę 77, w związku z czym został mi kilogram do tych 76, jakie były przed świętami. Pora wypróbować South Beach. :) A tydzień pod pewnymi względami miałam taki, że szkoda gadać. Ok, narzekanie jest nie fair. Lekcje miałam bardzo miłe i mam nowe dziecko do uczenia, naprawili nam cieknący grzejnik w kuchni (zniknęło niebezpieczeństwo utopienia sąsiadów z dołu), a kawa śniadaniowa we Fresco jest pyszna. I udało mi się dość ważną rzecz dograć. Tylko jedno było niemiłe, i chociaż bardzo, to tylko jedno. Chyba na plus wychodzi. No, zmiana tickera jeszcze. :)
-
Hej wpadam do Ciebie pierwszy raz. Wiesz- ja Ci zazdroszczę tych dwóch siódemeczek..mi jeszcze 5 kilosków do nich..ale po swietach też musialam swoje nadprogramowe obciażenie zrzucać..
Co do papierosów-uch,jak ja ich nie cierpię..a dodatkowo mam uczulenie na dym i od razu sie duszę..więc kciuki trzymam do podziału-jedna ręka za odchudzanie,druga za niepalenie:)
Pozdrawiam:)
http://www.superfoto.pl/zdjecia/foto...21710483_d.jpg