-
Wróciłam!
Było, oczywiście, fantastycznie! Nic to, że wczoraj przemoczyło nas dokumentnie a peleryna mi się rozdarła i desz radośnie kapał mi na dekold ;) Wróciłam zmęczona, z zakwasami przogromnymi, brudna i szczęśliwa. Już się umyłam zresztą, więc pełnia szczęścia ;) Przydałoby się rozpakować teraz, czyli wyrzucić wszysko z plecaka do kosza na brudy...
Nie dietkowałam zanadto przez ten czas, bo po prostu nie mogłam sobie pozwoić na brak energii, ale zapewniam, że spalałam ostro. A zatem można jedynie zrugać mnie za dzisiejszą noc w pociągu, bo zeżarłam trzy czwarte paczki paluszków i mnóstwo jakichś innych drobiazgów. Ale już nie będę, obiecuję ;)
Uff, śpiąca jestem, ale taaaaka radosna! Kocham te klimaty, kocham spać na sianie w śmierdzącej stodole i myć się w górskim strumyku!
Jedyny minus: trochę przeciążyłam kolano i będę je musiała pooszczędzać jakiś czas. Niedobrze, bo planowałam zacząć biegać teraz, a niestety to będzie musiało poczekać. Karnetu na siłkę nie kupowałam w tym miesiącu, bo z kasą krucho... No ale coś się wymyśli... basen mam w sumie w miarę niedrogi niedaleko, no i mogę poszukać w necie jakichś ćwiczeń nie obciążających za mocno stawów kolanowych. Grrr, wiedziałam, że w końcu mnie to dopadnie, wszyscy chodzący po górach przez to przechodzą...
Ale trudno, nie będę się drobiazgami przejmować :)
Idę popatrzeć co u Was :)
-
-
cieszę się że wyjazd się udał!
-
no to widzę ze mimo kolanka te góry dodały Ci energii a grzeszki napewno szybko się spaliły :D
teraz to chyba do dietki powrót ? ;)
-
oo ale Ci zazdroszcze!!! :twisted:
musiało być ekstra!! ja się leniełma w domku ;)
-
tanczacaZkaloriami mam nadzieję, że z kolankiem lepiej...
pozdrawiam!
-
witaj w domu :)
ja też uwielbiam spać na sianie w stodole, tyle, że mam alergię :evil:
ja mam aktualnie problemy z łydką, więc moje ćwiczenia też są mocno ograniczone-hehe aktualnie w ogóle nie ćwiczę, tylko hula hopek.
A wiesz co :?: najbardziej nie lubię się rozpakowywać :? nigdy nie wiem gdzie co leżało, zanim wrzuciłam to do torby :twisted:
-
Ojj wczoraj dietkę jeszcze zawaliłam. Dziś też mnie nosi i chce mi się strasznie coś słodkiego, ale staram się wytrzymać. Na razie zjadłam wasę z plasterkiem żółtego sera, potem po lekcji owsiankę z dodatkiem rodzynek no i kostkę czekolady. A teraz saram się siedzieć na tylku i udawać, że nie chce mi się nic więcej jeść.
Za godzinkę mam ucznia, do tego czasu jakoś wytrwam. Tylko że spać mi się chce nieziemsko, musiałam wstać o 6 a w nocy jeszcze siedziałam nad książkami, poprzednia noc w pociągu, wcześniejsze gdzieś na sianie... przydałoby się wreszcie te 7h przespać... Bo tak to jeszcze bardziej człowieka do jedzenia ciągnie, przynajmniej ja tak mam: wydaje mi się zawsze, że jak coś przegryzę to mi doda energii.
Z ćwiczen nadal nici, wygląda na to, że kontuzja kolana mnie trochę ograniczy na jakiś czas :( Kupię sobie ten karnet na basen chyba, tyllko kostium najpierw... a kasy brak :( Denerwuje mnie to, b ja mam tak, że jak już wpadnę w rytm ćwiczeń, o chciałabym cały czas się ruszać, a tu - dupa.
Przeszłam za to godzinę spacerkiem po parku, wracając z porannej lekcji. I może na uczelnię też się przejdę piechotą... emerycki to ruch, ale zawsze coś.
Poza tym to jutro mam kolosa z wykładu, na którym byłam ze 2 razy... czarno to widzę :/
Z dobrych wieści (żeby nie było tak pesymistycznie): z panem X coraz lepiej, widzieliśmy się wczoraj i było suuuuper ;) Aaaale fajnie! Heh, podoba mi się to, podoba mi się on ;)
-
ja tez jeszcze wczoraj zawaliłam :evil:
kurcze z tym kolankiem nieciekawie :? do wesela się zagoi :P
i super ze z facetem sie układa :P
-
A to kolanko to smarujesz czymś? Kolanka to generalnie ciężka sprawa - lepiej nie zaniedbać!
A jak z facetem się układa, to świat od razu jakiś piękniejszy, nie? :wink: