-
powrót
Wracam pod innym nickiem. W lipcu udało mi się z Waszym wsparciem schudnąć jakieś 4 kg, teraz niestety wróciło z górką i mam do zrzucenia jakieś 5-6 :( Cóż, miałam ciężki rok...
Teraz niby od dwóch miesięcy się za siebie wzięłam, ale niestety, znów dupa. Kilka dni jest lepiej i się pilnuję, potem mam napady takieeeego apetytu. Dodatkowo dołuje mnie mama, która, paradoksalnie - pilnuje mnie bardzo i po kilka razy dziennie przypomina, że mam wielki tyłek i brzuch i opieprza, że jem. A ja niestety: im więcej mi się o jedzeniu i niejedzeniu przypomina, tym bardziej chcę jeść... i tym bardziej ciągnie mnie do kuchni. To nie głód, głód jest w porządku. Podjadam nerwowo, po cichu, tak, żeby mnie nikt nie widział, więcej, więcej...
Brrr!
Pomożecie? Muszę zacząć się pilnować znów, muszę grzcznie zapisywac to co zjadłam i co spaliłam, nie próbując się oszukiwać, muszę zacząć planować sobe posiłki i przestać biegać do kuchni co 15 minut...
Ehh, mam dziś doła, mama właśnie ujęła się honorem, czyt. obraziła, bo poprosiłam ją grzecznie, żeby przstała mi co chwilę wypominać moją figurę i ilość pochłanianych kalorii.
Aha: nie, nie jestem zbuntowaną licealistką, tylko dorosłą osobą, która mieszka w domu rodzinnym z powodów finansowych.
Czekam na wsparcie!
-
Hej :)
Najważniejsza jest motywacja :)
ja polecam diete 1000-1200 kcal, stosuje już ją ponad tydzień jest ok, głodu nie czuję.
Do tego wykonuj ćwiczenia, spaceruj...
Jaki masz wzrost ? Ile wazysz?
Bede wpadać i wspierać :)
3maj sie ! I nie dołuj ! Dasz rade xD
-
Witam:)
Chętnie będę Cię wspierać. Rozumiem Twoje podjadanie. Ja też tak miałam, że po ostrym dietkowaniu jadłam co 15 minut, a teksty mojej mamy mi nie pomagały:(. Mam wrażenie, że ludzie są okropni. Uwielbiaą sprawiać innym ból i przykrość. A najśmieszniejsze jest to, że przecież każdy ma jakieś wady, które można wyśmiać.
Ustal sobie jakiś konkretny poziom kalorii i tego się trzymaj, a wpadkami sie nie przejmuj tylko brnij do przodu.Trzymam kciuki.
-
AAAAAAAAAAA...............i napisz nam o sobie coś więcej, ile masz lat, wzrostu, ile ważysz i ile byś chciała:)
-
Już, już piszę.
To tak: przede wszystkim mój organizm jest już niestety potwornie odporny na wszelkie diety. Wolno reaguje i broni się jak może. Odchudzam się gdzies tak od 16 roku życia - a jaka szczuplutka wtedy byłam, ehh...
No ale do rzeczy: mam 24 lata, 174 cm i ważę... hmmm, teraz jakieś 65 mniej więcej? (no dobra, po ostatnich kilka dniach może być troszkę więcej... stresssss mnie do kuchni zapędzał bez przerwy, obrzydliwość).
Prawie codziennie chodzę na siłownię, tzn. ćwiczę na przyrządach, ale raczej aerobowe treningi, tak godzinkę z rana. Mam nadzieję, że zrobi się teraz ciepło już na stałe, to zacznę znów biegać - rewelacyjne efekty mi to dało rok temu. No i od maja sobie kupię karnet na basen.
Miewam skłonności bulimiczne, ale ostatnio jest ok, więc gorąco wierzę, że to już za mną. Tylko muszę teraz zahamować ten nieposkromiony apetyt, bo wiem czym to u mnie grozi :(
Dzięki za wsparcie :)
-
Aaaa, chciałabym ważyć jakeś 60 kg.
I w miarę możliwości zachować piersi ;) Bo to jest jedyna zalea dodatkowych kilogramów ;)
-
Witaj tańcząca z kaloriami (super nick!)
Mamy podobny cel: 5-6kg, dla pozbycia się nie tyle nadwagi ale zbyt krągłych tu-i-ówdzie :wink: Jestem na diecie od soboty, więc w zasadzie zaczynamy prawie równocześnie.
Wydaje mi się, że odchudzamy sie z tego samego powodu: kompleksy, brak samoakceptacji. Nie sądzisz?
Mam nadzieję, ze razem uda nam się pokonać te nadwyżki i podwyższyć samoocenę!!!
3 maj się cieplutko i pisz codziennie co u Ciebie!!!
-
Hej miło napisałaś rozumiem Cię w 100% ja mam docinki ze strony brata identyczne jak ty. Im częściej mi mowi ze jestem ogromna i brzydka tym bardzje mi sie jeśc chce. NERWY !!! Ale powedziałam sobie że nie moge tak dalej robić i bec odrazu do lodówki.
Własnie teraz sie robi coraz cieplej więc ja tez myslałam o bieganiu!
Pozdrawiam
-
Dzieki dziewczyny :)
Ehh, najważniejsze to nie dać się sprowokować...
No to teraz do roboty: muszę sobie ustalić plan diety i tego się trzymać. Z moich doświadczeń wynika, że łatwiej mi się zmotywować, kiedy np. poprzedniego dnia soie zaplanuję jadłospis... Inaczej po prostu ciągle mnie nosi do kuchni no i sobie myślę, że "przecież jeszcze odrobinka mi nie zaszkodzi".
Odezwę się jutro, dziś już wyłączam komputer i siadam przed bardzo-mądrymi-lekturami, którymi mam się jutro na uczelni popisać :/ Piszę pracę magisterską właśnie i jutro mam przedstawić moje (mizerne) osiągnięcia w tej dziedzinie... Coś czarno to widzę :(
Ehh, zdecydowanie trzeba po prostu przestawić myślenie, zająć się czym innym a nie tylko żarciem, żarciem, żarciem...
Niska samoocena - tak, niestety, w tej kwestii na pewno. Sama wiem, że u mnie momentami to już o obsesję zahacza, grrr :( A chciałabym po prostu odpuścić, spojrzeć w lustro i powiedzieć "jestem super i już".
Ale nic to. Będzie lepiej :)
-
I kolejne podobieństwo - ja też pisze pracę magisterską!
-
Ja też piszę magisterkę właśnie ;)
tańcząca - zaplanuj, to faktycznie pomaga. Jak umiesz to zaplanuj nawet na tydzień z góry i zrób pod to zakupy. Znajdź fajne przepisy i się ciesz że np. na środę masz rybkę z furą sałatkii z roszpunki :) Mnie takie rzeczy motywują. I się uczę dobrze gotować! :D
A, no i faktycznie spisywanie codziennie co do kęsa co się je baaardzo pomaga. Po jakimś czasie widzisz ile jesz i ile podjadasz, wykluczasz powoli i jest z górki. Ja tam swój wątek traktuję raczej jako pamiętnik pożartego jedzenia, mam poczucie kontroli nad sobą. Żadnego liczenia, tylko normalne, zdrowe jedzenie bez grzeszków i podjadania.
Witam w krainie nawróconych :lol:
-
dzis uslyszalam:
uwierz w sile woli bo ona schudnoc pozwoli.... jesz poto aby zyc a nie zyjesz bo to aby jesc!!!!
to wszystko mowi tez za siebiee
buziakii i trzymam kciuki
-
Widzisz Pris, problem w tym, że ja gotuję dobrze i za bardzo to lubię ;) No ale nic, nie pozwolę jezeniu zapanować nad sobą...
A dziś jak na razieźle zaczęłam dzień... tzn nie, nie "jedzeniowo", ale już się ubrałam, spakowałam rzeczy na siłownię... i zorientowałam się, że mi odtwarzacz mp3 gdzieś wcięło... No i choleraaaaa! Po pierwsze - bardzo, bardzo źle mi się źwiczy bez słuchawek na uszach, dłuży mi się czas niemiłosiernie. Po drugie - za cholerę nie mam kasy, żeby sobie teraz nowy kupować. Po trzecie - miałam tam trochę ważnych danych, bo mi też za pendrive'a robił :( No i teraz przeszukałam wszysko - nie ma. Mogłam zgubić wczoraj w parku, bo go nierozsądnie do kieszeni włożyłam, to ostatni raz, kiedy pamiętam, że go miałam :(
Buuu! Pocieszcie mnie!
(i wyrzućcie na te ćwiczenia, nawet bez odtwarzacza!)
No a jadłospis na dziś ustalony, tylko muszę NATYCHMIAST wyjść z domu, żeby zdenerwowanie nie stało się usprawiedliwieniem do łamania postanowień...
-
Tańcząca, mam nadzieję, że ćwiczysz właśnie :wink:
-
Trzymam za Ciebie kciuki i życzę dużo samozaparcia!
-
Wlasnie wróciłam z siłowni :) 20 minut a bieżni, kilka ćwiczeń na ramiona (tu akurat chciałabym odrobi kę rozbudować mięśnie, 12 minut rowerek, ćwiczenia na brzuch - a na koniec takie coś, co odkryłam niedawno i mi się podoba :) Może któraś z Was wie, jak to się nazywa... żadne ćwiczenia, tylko staje się przy takim urządzeniu i zakłada się pas i się to włącza, a to wibruje i masuje tłuszczyk w pasie i na pupie... Nie mam pojęcia czy coś daje, ale tak na koniec ćwiczeń, jak już człowiek swoje wypocił - fajne :)
A teraz zajadam owoce :) Wszystko zgodnie z planem.
No i odtwarzacz znalazłam, wszystko wina mojego bałaganiarstwa oczywiście.
Buziak!
-
witam Cię serdecznie :)
wpadłam, bo mnie zainspirował Twój Nick :wink:
wiem doskonale, co czułaś z twoim mp3...ja przeważnie nie mogę znaleźć kluczy od mieszkania, a ponieważ kiedyś zgubiłam portfel (ja obstawiam, ze mi go ukradli), to bardzo się zawsze denerwuję :? zawsze chce mi się płakać, zaczynam gorączkowo wywalać wszystko ze wszystkiego i robię przy tym niemiłosierny bałagan :? kiedyś mój R. przybił mi do półki gwoździa i kazał wieszać tam klucze-pomagało przez jakiś czas-teraz znowu go nie używam....hehe tak to już jest, jak ktoś jest bałaganiarzem :wink:
pozdrawiam gorąco
M
-
Hej tanczacaZkaloriami :)
dziękuję za odwiedziny :) będe do Ciebie zaglądać w miarę mozliwości :)
a co do tych pasów hmm nie wiem jak to się nazywa, ale kiedyś moja mama wspominała, że to nawet działa :)
Buziaki
-
miałam ostatnio podobnie z portfelem a on leżał w kieszonce torebki :roll: :roll:
zazdroszczę Ci tej siłowni, ja nie bardzo mam jak ale moze kiedyś :roll:
wiem jak to jest jeść w stresie bo niestety mam tak samo, wtedy nic innego się nie liczy tylko żeby coś zjeść i najlepiej zeby to była czekolada :roll:
powodzenia :)
-
Dzięki dziewczyny! Kurcze, od tego forum to jakoś mi się lepiej robi ;) Lżej ;)
Dziś zjadłam b.niedużo, tak naprawdę powinnam teraz jeszcze coś przegryźć, ale nie mogę... bo mama jest w domu. Przy niej staram się nie jeść lub tylko wyjątkowo mało kaloryczne rzeczy, bo inaczej zaczyna swoje... a jakie są tego skutki to już wiedziałam. Więc wyjątkowo zjem ostatnie 200 kcal - serek wiejski albo jakaś rybka - jak wyjdzie, czyli ok.19. Spać chodzę koło północy, więc to nie tak źle.
No i od jutra postaram się na uczelnie piechotą chodzić, spacerkiem mam jakiś 40 minut, przy tej pogodzie to sama przyjemność ;) (no dobra, prawie sama przyjemność, bo może jednak centrum Wawy nie jest najpiękniejszym miejscem na spacery...)
-
Fajnie, że mp3 sie znalazła. Widzę, że się dobrze trzymasz.
Rozumiem, że może chcesz schudnąć, ale 65 kg przy 174 cm wzrostu tu chyba nie jest dużo. Bedę zglądać i sprawdzać jak CI idzie "transformacja". Zazdroszczę wzrostu, ja niestety jestem o 8 cm niższa, więc nawet jak już schudnę, to od obcasów się nie uwolnię.
-
No niby te 65 to nie jest aż tak dużo, ale mi przeszkadza... z natury byłam zwykle szczupła, przy wadze 60 kg wyglądam najlepiej. A tak to robię się taką gruszką, szczupłe ramiona, wszysko mi idzie w brzuch, pupę i uda. Przestaję się mieścić w ciuchy no i nie jestem już sowbodna na basenie itd. Poza tym jeśli nie zrzucę teraz tego co 'zebrałam', to wiem, że będę tyć dalej, a to już byłoby bardzo, bardzo źle. Mój brzuch wygląda już teraz... no cóż... ciążowo.
Aaa i jeszcze u mnie każdy kg widać od razu na buzi: poliki mi trzy czwarte twarzy zajmują i oczy mi się chowają, wyglądam jak księżyc w pełni!
Ejj, a ja bym chciała byc nieco niższa... bo z kolei obasy lubię, a nie przy każdym facecie mogę je założyć ;)
-
o kurcze jestes taka jak ja....tez miewałam kompulsy (miewałam to słabo powiedziane), teraz jest jakby lepiej, tez wszystko mi idzie w biodra, mam 173 cm wzrostu i waze 67:D czyli podobnie.... ale chcialabym wazyc najwyzej 57, przy tej wadze wygladalam najlepiej... pozdrawiam i zapraszam do mnie :) http://forum.dieta.pl/viewtopic.php?t=73867
-
Wiesz, ja najmniej w swoim dorosłym życiu ważyłam ok.58 kg, to było dwa lata temu. Schudłam wtedy właśnie jakoś tak na wiosnę, baaardzo się pilnowałam wtedy, aż za mocno, poniżej 1000 kcal zwykle. No oczywiśce wszystko mi wróciło potem z naddatkiem, potem znów w dół itd. Ale do rzeczy: chodzi o to, że przy takiej wadze już nie wyglądałam najlepiej. Jasne, czułam się wtedy super i byłam taaaka dumna z siebie, ale piersi nie było prawie wcale... A i jak na zdjęcia patrzę to widzę, że trochę przesadziłam wtedy.
No dobra, ale i tak lepiej za mało niż za dużo...lepsze tamto 58 niż aktualna waga...
W każdym razie dzięki za dobre słowo ;)
-
Tak sie zastnawiam, jak to się dzieje,że chudniemy, czujemy sie super a później magia pryska i kilogramów przybywa.
Ja, po tym jak udało mi się schudnąć i ważyłam 51kg obiecałam sobie, że nie pozwolę wadze przekroczyć 55 NIGDY, a tu co przekroczyłam i to sporo. Teraz ważę 65 i jest mi z tym źle, ale na szczęście nie waże tyle co po powrocie z UK, waga pokazywała wtedy 72kg. Jak dziś to wspominam to z obrzydeniem myślę o sobie. Wygladałam jak salceson:)
Koniec tego biadolenia.
Znacie może jakiś fajny basen w Warszawie, najlepiej gdzieś w okolicach Mokotowa?
-
Na Mokotowie to chyba Warszawianka? Ale tam jest drogo. Sama chodziłam - i teraz znów zamierzam, od maja, bo wtedy mi się karnet na siłownie skończy a na oba mnie nie stać ;/ - chodzić na Polną, niedaleko metra Politechnika. Cena była przyzwoita, basen niezły, choć nieduży, tylko trzeba sprawdzać kiedy jest wolny, bo przez część godzin szkoła ma zajęcia.
No ja właśnie przez UK przytyłam znów :( Nie aż tak strasznie dużo niby, ale jednak... a tak ładnie wyglądałam, kiedy wyjeżdżałam... ale nic to, skoro jestem z powrotem w Polsce to mam mieć polską sylwetkę :)
-
Bilans dnia: 1021 kcal :) A zatem ładnie, ładnie całkiem. No i powiem Wam tyle - dobrze, że zaczęłam znów sumiennie zapisywać ile zjadłam, bo gdyby nie to, to by mi umknęły różne "drobiazgi" i pewnie czułabym teraz, że "eeee tam jeszcze trochę mogę". A tak to przynajmniej wiem: "trzymaj się jużbabo z daleka od kuchni"! No, chyba, że herbatkę sobie zrobić.
Jutro chyba muszę się bez siłowni obejść, bo mam sporo roboty i raczej nie zdążę... chyba że? Zobaczymy. Trzeba by sprawdzić prognozę pogody, może chociaż na 20 min wyskoczę pobiegać z rana...
Całkiem dobry humor mam, jakoś tak czuję, że skoro już tutaj jestem, to będzie lepiej.
(i nawet nie psuje mi nastroju opieprz od promotorki ;))
-
Pięknie :) Gratuluję pięknego dietowania i ruchu (zwłaszcza tego ostatniego, bo ja jestem leniwy padalec w tych kwestiach :wink: )
A co do tego: "Dodatkowo dołuje mnie mama, która, paradoksalnie - pilnuje mnie bardzo i po kilka razy dziennie przypomina, że mam wielki tyłek i brzuch i opieprza, że jem. A ja niestety: im więcej mi się o jedzeniu i niejedzeniu przypomina, tym bardziej chcę jeść... i tym bardziej ciągnie mnie do kuchni." Jejku... :shock:
Powiem Ci, że to strasznie niefajne jest :? Ważysz 65kg przy 174cm, na Boga, to nie jest nadwaga, a to że się źle ze sobą czujesz przy tej wadze to tylko Twoja sprawa, matka powinna Cię wspierać i okazywać miłość i szacunek niezależnie czy ważysz 58 czy 85kg! "Wielki brzuch i tyłek"?! Boisz się przy niej jeść?? OMG, ja się nie dziwie że to Cię demotywuje i paranojuje, powiedz mamusi że Twoje różnice na wadze są w dużej mierze jej winą, jej przycinków i osaczania Cię :P
-
moja amtka robi to samo :|
chodzi za mną i gada że jem albo coś :/
ale widze że dzionek ładnie skońxczyłaś :)
oby tak dalej!
a co do zapisaywania tego co się je tez tak robie bardzo pomaga!
-
Brawo! Grzeczna dziewczynka :lol:
Jak zjadłaś 1021kcal i jeszcze się ruszałaś to wow, dostarczyłaś organizmowi jakieś hmmm 600kcal? A jak się czujesz jeśli chodzi o energię? Nie jest Ci słabo? Ja się trochę boję, żeby nie przegiąć w tą drugą stronę..
Co do twojej dietkowej przeszłości, to ja miałam tak samo! Raz schudłam te kilka kilo, było cudnie, potem wszystko wróciło :cry:
-
Słabo? Nie, jest ok :) Ja bardzo lubię ruch, lepiej się czuję, kiedy w końcu się za siebie biorę! postaram się 1200 kcal, tak na codzień, ale dziś wyszło tyle, to przeciż się nie będę dopychać ;)
Co do mamy: tak, mówiłam jej nieraz, że sobie nie życzę itd... bleh, lepiej nie mówić: wtedy jest wielka obraza, "bo ty sobie nic nie dasz powiedzieć" itd... I atmosfera w domu grobowa. Tak, moja mama ma fioła na punkcie mojego wyglądu i niestety zdaję sobie sprawę,że chyba za bardzo się jej komentarzami przejmuję... stąd m.in. moje potwornie nerwowe pdejście do jedzenia.
Cóż, dopóki mieszkam z rodzicami to tak będzie... a widoków na zmianę tego stanu nie mam, przynajmniej, jak sądzę, jeszcze przez jakiś rok...
Ale nic to.
Czas przygotować jadłospis na jutro ;)
-
Jasne nie przejmuj się!
I napisz jaki masz plan jedzonkowy na jutro.
-
Sniadanie:
owsianka+ jakiś owoc, może kiwi :)
II sniadanie: grapefruit, jogurt naturalny
obiad:
Hmm no i tu w zależności od tego czy zdążę wpaść do domu i coś ugotować: albo makaron z sosem pomidorowym (pomidorki z puszki+cebula+zioła), albo będę musiała skoczyć na coś gotowego, pewnie do Vegi lub Greenwaya.
podwieczorek: surówka z czerwonej kapusty z jabłkiem
kolacja:1/2 serka wiejskiego z rzodkiewką i ogórkiem
To tak mniej więcej się ma przedstawiać :) Jeszcze to przeliczę, ale powinno być ok. Jakby baaardzo mi głód doskiwerał to mam marchewkę i nie zawaham się jej użyć ;)
-
Hehe, dobre z tą marchewką:)
Laska, załóż sobie strażnika wagi, napisz w sygnaturze swoje wymiary byśmy mogły na bieżąco śledzić twoje postępy!!
-
hihi dobry tekst z tą marchewą :D:D!!!!
ja mam ogórka :P
trzymam kicuki :)
jadłospisik udany:)
-
Uff
Ja już po siłowni i po sniadanku :) Uwielbiam owsiankę :D A właśnie jak ją jadłam to w Dzień dobry TVN opisywali jej wspaniałe właściwści: owsianka rządzi!
Następny posiłek ok.12.30
A teraz za chwilkę mam lekcję (znaczy: ja uczę a nie mnie uczą;)), potem jeszcze mnóstwo rzeczy do załatwienia no i myślę, że to będzie dobry dzień!
(pod warunkem, że znajdę kartę do iblioteki... wspominałam już przecież, że bywam potworną bałaganiarą...)
Z gorszych wieści: ważyłam się dziś no i niestety nie jest fajnie, tzn. 64,5 mi waga pokazała... a miałam cichą nadzieję,że jednak mniej. Żaosne. Odchudzam się od dwóch miesięcy - sama wiem, że bardzo kiepsko, ale jednak... przynajmniej ćwiczę regularnie. No i spadło mi... 1,5 kg.
Ale tak, wiem, podjadałam i w ogóle mnóstwo mam na sumieniu.
Ale teraz będzie lepiej, tak? Następne ważenie za tydzień.
-
Na pewno w końcu ruszy!!!Ważne, że od miesiąca się mobilizujesz i coś ze sobą robisz!!!
PS. Czego uczysz? Ja też jestem nauczycielką :D
-
Menu super, więc jedyne co mi pozostaje to życzyć Ci smacznego:D Waga na pewno w końcu ruszy w dół. Dużo cierpliwości, mało grzeszków - to sprawdzona metoda. Pozdrawiam gorąco w paskudną za oknem środę:*
-
Cześć. Jak Twoje dietkowanie? waga ruszyła? Moja tak!1! Rano ważyłam 95,2kg. Nigdy nie włączałam do diety ruchu. Aż wstyd się przyznać. Ale teraz,zwłazcza jak widzę efekty, to nie ma mowy,żeby nie ćwiczyć. Pozdrawiam . Daj znać co u Ciebie.
-
Hej, już jestem
Uczę angielskiego, głównie prywatnie, troche w szkole językowej.
Swoją drogą dziewczyna, która do mnie przychodzi jest taaaaka chudziutka... i nic z tym nie robi, tak po prostu ma :/ Fakt, że ona z tych, co tegonie lubi, tamtego nie lubi i w ogóle jedzenie mogłoby dla niej nie istnieć...
A ja się męczę, nooo...
Ale nic to! Za godzinkę zjem mojego grapefruita :)
W międzyczasie uzupełnię swoje dane i wrzucę strażnika wagi itp.
Dziewczyny, macie jakieś plany na weekend majowy? Bo mi dwie rzeczy po głowie chodzą i się zdecydować nie mogę... a chcę góry, góry!