Nie ważę 40 kilo i nie dobijajcie mnie. Ważę 58.
Czy to, co robię jest sadyzm? Nie wiem, nie sądzę. Ja już taka jestem, tak żyję, tak się odchudzam, tak się uczę. Wszystko, albo nic. Staram się bardzo, nie lubię czegoś, co się wlecze w nieskończoność. Myślę, że chcieć to móc. Może to dziwne, ale jak wmówię sobie że nie jestem głodna, to naprawdę nie jestem. Ok, może wszystko sobie rozreguluję, wiem, staram się jeść w miarę normalnie, koło 1000 kcal. Ale na to, że będe sobie ustalać i dobierać dawko żelaza, węglowodanów, białka itp. to nie ma co liczyć. NIE. Jeszcze nie zwariowałam na punkcie zdrowego żywienia, ekologicznej żywności i tym podobnych.