Czytam,czytam,czytam... postanowiłam coś napisać
Mam 17 lat, schudłam już 15 kg ( start - 86 ) , dążę do 60...
Dążę nie do anoreksji ani wystających kości... dążę do tego żeby zaakceptować siebie !

Jestem z chłopakiem od 20 miesięcy, rodzice pozwolili mi z Nim wyjechać w tym roku na wakacje, nad jezioro... Wyjezdzamy z moim Kochaniem w sobote wieczorem... na 2-3 tygodnie... Wszystko już kupione praktycznie, tylko jeszcze pareo i kilka par majteczek... Humor powiedzmy ze mam... bo staram sie panowac nad zazdroscia i nawet jak mi sie wydaje ze patrzy na jaks inną to nie robie scen bo i tak zapominam po 10 minutach... nie lamentuje bo rzeczywistosc dla milosci jest brutalna a ja mam 100 % pewnosc ze On mnie kocha, miłośc bajką jest tylko na początku a jak na 20 miesięcy Razem to miedzy Nami jest naprawde dooobrze... choć czasami jestesmy jak to sie mówi jak "stare malzenstwo" to najwazniejsze ze jestesmy jak stare... dobre, kochające się ...małżeństwo I tam tez nie chce sie niczym przejmowac... nawet tymi porozbieranymi pannami... nie zmarnuje tego czasu na czekanie zeby go tylko przylapac na jakims spojrzeniu... a niech tam... i co ? Niech sobie pomysli "...ładne nogi, fajny tyłek..." ale to moje nogi całuje kiedy budzi się przy mnie i mówi że mnie kocha... mój tyłek zachwala kiedy się przy Nim przebieram... A niech sobie nawet pomyśli " fajna/ładna laska" ale to mi mówi że będe Jego żoną, mnie przedstawił rodzicą i reszcie rodzinki, przy mnie zasypia i budzi się , z moim tatą popija piwko przy wspólnie oglądanym filmie, z moją mamą pichci w kuchni, mnie całuje pieści, ze mną się kocha, ja jestem Jego oczkiem w głowie, mnie zapewnie miliony razy dziennie że kocha... ja i ja i tylko ja... nawet nie Misś świata !!!! I od razu życie jest piękniejsze...
... grrr szkoda ze nie mam laptopa... ale od "cywilizacji" tez troche przyda sie odpoczac... i jak sie przelamie to nawet rozstepami sie nie bede przejmowac... są to są ... wiadomo będe z nimi "walczyc" a raczej z tym zeby nowych nie było... peeeeeeeeełno ludzi je ma i żyją... i lubie mieć takie problemy jakie mam... że coraz czesciej nie mam sie w co ubrac bo wszytsko sie robi za duże... nie będe nigdy 90/60/90 bez skazy... nie bede nigdy piękna i idealna... bo przecież dla każdego piękne i idealne jest co innego... ja musze być piękna dla siebie żeby być szczesliwa... A świat jest tak nie idealny, tak kiczowaty, prymitywny i pusty... ze za bardzo się cenię by się do tego dopasowywać... Chce być chuda... a może inaczej... chce założyc mini, strój kąpielowy, seksowną bieliznę... i patrząc w lustro lub czując spojrzenia innych z pełną świadomością móc powiedziec "...wyglądam pięknie, akceptuje siebie..." . Z kad tyle zawisci na swiecie... moze z tąd ze taka dziewczyna "wieszak" patrzac na mnie... z przeogromną ( w jej mniemaniu) nadwagą ale... ubrana w fajne/modne ciuchy, z fajna fryzura i makijazem, roześmianą, spełnioną i ... z wysokim, męskim, opalonym, przystojnym, ślicznym, wysportowanym, najcudwoniejszym chłopakiem na świecie który czule trzyma mnie za rękę i przytula, który chce ze mną spędzić życie... musi mi "dosrać", zmierzyć mnie wzrokiem, ostentacyjnie spojrzeć lub uśmiechnąc się do niego... dlaczego ? Wcale nie po to żeby mi się zrobiło przykro, ale po to żeby dowartościować siebie... z zazdrości że ta słonicajak ona w ogole moze sie usmiechac i co on robi przy niej... albo po prostu zeby sobie udowodnic, zapewnic ze jest tą lepszą... tylko po co ? Jak można przecież w to choćby zwątpić... ?! Echh... No cóż... Wygląd był, jest i zawsze będzie ważny... ale tylko ktoś naprawde śiadomy swojego piękna, swojego wnętrza... ktos naprawde wartościowy nie musi sobie tego udowadniać w tak prymitywny sposób... bo znając swoją wartość , szanuje innych i nie leczy sie z kompleksów zyjac w przekonaniu ze wszyscy powinni wygladac tak jak on...

Pozdrawiam :*