-
bóg zapłać,że mam ciało "po mamie" i ona nawet po dwóch ciążach żadnego rozstępa na brzuchu nie ma :D a odchudza się tak jak ja, przez całe życie :P
za to ja mam rozstępy :D na dupie i udach :D ale co taaaam ;p nikt idealny nie jest ;)
w takim razie miłego torcika i gulaszu, no i teeen... nie objedz się jak wrócisz do domu ;)
ja dzisiaj na wadze 70,6 (trzeci dzien @ mam) ale to bardzo blisko twojej wagi ;)
więc nie bój żaby nie jesteś sama :D
-
ja podobnie ja pseutonim swoją wagę 'zawdzieczam' napadom :x
z tym ze ja czesto sobie sama jedzenie kupowalam, bo nie chcialam zeby rodzice sie dowiedzieli ze potrafie naraz tyle zjesc. w taki sposob zrypalam sobie przemianę materii i uzyskalam duzo za duza wage :roll:
ale pilnuje sie, staram :)
Ty tez pseutonim uwazaj z tym, to moze byc niebezpieczne :?
trzymam kciuki zeby Ci sie udalo wyjsc z tego łajna :wink:
-
wtaj pseutonim :) przeczytalam caly twoj pierwszy post... zaczwycac to sie nie ma czym ale masz szanse oby Ci sie udalo!
ja juz mam za soba 3 rowne lata myslenia o jedzeniu!! tym cie moge tylko pocieszyc.
trzymaj sie kochana! bede wsperac ;*
zapraszam do siebie :)
a jak tam dzis dietka?
-
Ja też trzymam kciuki. I podobnie jak Afrodyta jadłam kiedy rodzice nie widzieli. Nawet w pokoju pod kołdrą.
-
Właśnie ja swoją wagę zawdzięczam tym czekoladkom. Codziennie - co dwa dni dostarczane dodatkowo 200-300 kcal dawało mi dodatkowe kilogramy.
-
Ja też kupowałam sobie jakieś podróby nutelli, chowałam je za szafkami i wogole wszedzie.. kupowałam draże, twixy, chipsy.. wszystko, ale to absolutnie wszystko... żebym chociaż jadła to normanie.. a ja nie.. wpierniczałam wszystko w nocy przed snem.. a teraz nie dość ze mam wałki tłuszczu to jeszcze mam pruchnice od tego całego cukru... :* musimy dac rade głupim nawykom
-
A tak wogóle to nawyk chowania jedzenia został mi do teraz... potrafie chować musli, jogurty za szafkami i zasłonami ;] takie zboczenie.. boje sie chyba ze mi ktos zje..
-
mnie jedzenie nie rusza jak widzę je w sklepie, jeden +, ale te obsesyjne napady w domu pokonam. choć przyznam, ze łatwe to nie jest.
Hmm niby zwykła czynność... jedna z wielu potrzebnych do życia, a traktujemy ją jak ykhm jakiś priorytet i to cholerstwo łączy się nieodzownie z wyglądem naszych figur/stanem zdrowia..
Wczoraj poszło mi ładnie^^ znaczy się nie nazwę tego dietą(dlatego zmieniam znowuż temat wątku, że od dzisiaj zaczynam^^) ale po prostu jadłam jak człowiek, i co z tego, że był torcik i gulasz z sosiwem. To tylko głupie żarcie :D
dziaj dieta odchudzająca - oficjalnie :D poje się mniej, schudnie.
i co z tego, że doprowadziłam się do takiego stanu? czasu nie cofnę :D poczekam trochę i będę laską! :D ja lubię dietować, bo się wtedy cudownie czuję ;] a nie jak po..paskudnych/ durnych/ nienormalnych kompulsach
-
no to powodzenia pseutonimku :) pilnuj się i nie daj, by jedzenie Tobą rządziło!
szlag trafił moją dietę :(
był facet - była dieta. nie ma faceta - są pączki i kupa puszek po piwie. nawet już nie ma się dla kogo starać. jestem zbyt podatna na tego typu 'używki' ;x
-
Pseutonimko, jestem z Tobą :wink: .