Wikingos, zawsze mialam problemy z nadwaga, juz jako dziecko bylam bardzo okragla, zawsze moim najwiekszym marzeniem bylo schudnac... Pozatym waga nie zawsze odzwierciedla faktyczny wyglad, dla mnie to jest jeszcze jakies 2 kg za duzo.
Wersja do druku
Wikingos, zawsze mialam problemy z nadwaga, juz jako dziecko bylam bardzo okragla, zawsze moim najwiekszym marzeniem bylo schudnac... Pozatym waga nie zawsze odzwierciedla faktyczny wyglad, dla mnie to jest jeszcze jakies 2 kg za duzo.
Ja mysle ze nie powinnas zwracac uwagi na kilogramy bo faktycznie masz doskonała wage :roll: raczej powinnas skoncentrowac sie na cwiczonkach (umiesnianiu i 'wypłaszczeniu' swojego brzuszka - bo pisalas ze on ci przeszkadza) buziaki=*
Cerise, staram sie, koncentruje, wychodzi mi to czasem troche lepiej, czasem troche gorzej... Tak jak to bywa w zyciiu :)
Wikingos, ile masz wzrostu? Bo waga, do ktorej dazysz tez jest bardzo niska.
ja do teraz nie wierzę w to, że On nie żyje... :( widziałam Go jeszcze w zeszłym roku... SZOK :cry: :cry:
170 i 57 kg?? do ilu chcesz schudnąć|?? lepiej ćwicz, bo wagę masz idealną... ;)
Noemcia, rzeczywiscie to byl straszny szok. Byl bardzo mlody, jakies 1,5 miesiaca temu ozenil sie, planowal podroz poslubna, ktorej juz niestety nie doczekal... Szczerze mowiac dalo mi to troche do myslenia, ze nie kazdemu jest dane dluzej pozyc i w kazdej nawet najmniej spodziewanej chwili to zycie moze sie skonczyc... Zebralo mi sie na jakies takie melancholijne przemyslenia :?
Chcialabym schudnac jeszcze 2 kg, jestem z siebie juz bardzo dumna, bo udalo mi sie pozegnac te nieszczesne 13kg :wink:
Dzisiaj miałam dzień obzarstwa, ale nie bede sie tym przejmowala tylko bede szla dalej, tym bardziej, ze zjadlam dzisiaj ok. 1500-1600 kcal co jeszcze mozna uznac za wybryk kontrolowany ;) Wszystkiemu przyczynila sie dzisiaj pyszna szarlotka mojej mamy, naprawde pyszna :P
Jutro bede miala ciezki dzien w szkole, a po niej ide na trening, ale to juz bedzie akurat ta przyjemniejsza czesc mojego dnia :)
Wczoraj było na wadze 56.6, dzisiaj 57.4, musze w koncu skonczyc z tym codziennym wazeniem sie... Mysle, ze niemozliwe jest to zebym przytyla prawie caly 1 kg przekraczajac limit o jakies 500 kcal. Na pewno woda zatrzymala mi sie w organizmie (musialam tu sobie to napisac zeby sie troche uspokoic).
Dzisiaj na sniadanie zjadłam:
:arrow: 2 małe kromki chleba pytlowego mieszanego 40g
:arrow: serek wiejski 25g
:arrow: pomidor
Wiem, ze powinnam jesc troche wiecej na sniadanie, ale rano po prostu nie mam apetytu, moglabym nie jesc nic, gorzej jest wieczorem kiedy mam caly czas na cos ochote co nie oznacza, ze jestem glodna. Po prostu mam na cos chcec, cos caly czas za mna "chodzi" i zaczyna sie podjadanie...
Ostatnio zbyt czesto sie lamie jesli chodzi o diete. Nic mi nie wychodzi. Kazdego dnia obicuje sobie, ze nastepnego bedzie lepiej, ale nigdy nie jest
Więc uroczyscie oswiadczam wszytskim a przede wszystkim sobie, ze:
W końcu uda mi się dojść do celu, już nic mnie nie złamie, będę silna i dam radę!
oj, znam to skądś... mam nadzieje, że jednak uda Ci się zmobilizować!! Trzymam za Ciebie kciuki :*:* walcz i nie poddawaj się! Będzie dobrze :):*
Koniec, koniec, koniec! Mam juz dosc! Jestem po prostu beznadziejna... Znowu sie najadlam, czuje sie z tym po prostu strasznie... :cry:
Koniec z 1000 kcal. Postanowilam jesc okolo 1100-1200 kcal. Nie umiem sobie za dobrze rozplanowac kalorycznosci posilkow: na sniadanie jem zwykle ok. 180 kcal, 2 sniadania nie jem ostatnio w ogole, a jesli juz jest to ok. 80 kcal, na obiad jem ok. 300 kcal, a po obiedzie nagle napada mnie wielka ochota na "cos". To "cos" jest zupelnie blizej nieokreslone. Wpycham w siebie wszystko i koncze dzien z koncowym bilansem 1500 kcal... Wiem, to jest zle, musze to zmienic. I zmienie!