Przeczytałam dużo wiadomości, bardzo mi się podoba wątek, który prowadzi Siringa. Ruszam prawie z taką samą wagą. Dziewczyno jakeś Ty to zrobiła? Jesteś spektakularnym przykładem silnej osobowości. Czy ja tak też potrafię? Jestem pełna wątpliwości. Czy wytrzymam, czy odpuszczę po miesiącu? Tak bym chciała wytrzymać, ale odchudzanie to najtrudniejszy odwyk pod słońcem. Rzucenie palenia jest znacznie łatwiejsze. Przynajmniej dla mnie było łatwiejsze…
Czas się przedstawić: Dzień dobry, jestem Pimpinella. Mam 47 lat i waże 98 kg. No i nie jestem szczególnie wysoka; 160 cm. Taka waga z takim wzrostem powoduje, że wyglądam jak jeden z Muminków. Jak to się stało, że taka jestem muminkowata? Jak zwykle. Nic nadzwyczajnego, po prostu życie. Kilka kardynalnych błędów z okresu dzieciństwa i młodości i mamy dziś klops z powidłem; 1. Babcia tuczyła mnie okrutnie (wyrosłam z dziecięcych krągłości jako nastolatka, ale duża liczba komórek tłuszczowych już stała się faktem), 2. Rzuciłam palenie 17 lat temu i natychmiast zaczęłam wyciągać ręce po przekąski, 3. Mimo, że rzuciłam palenie pojawiły się skutki uboczne nałogu i okazało się, że mam astmę. Co prawda niezbyt silną i skończyło się na wziewnych kortykosteroidach, ale nawet one obudziły we mnie głodnego potwora, któremu wiecznie folgowałam. Nie, nie, nie – nie będę się tutaj wypierać, że powody były poza mną. To wszystko moja wina (może poza babcią). Mogłam nie robić głupot, dziś bym nie płakała. Poza tym ja po prostu lubię jeść. To mnie odpręża, wprawia w dobry nastrój, a dobra kuchnia jest jak sztuka. A ja, taki durny muminek, lubię miłe wrażenia.
No i już, i to wszystko na dzień dobry. Nie odrzucajcie mnie proszę, bardzo mi Wasze wsparcie potrzebne. Może jak mnie zabraknie sił, może jak nie napiszę kilka dni pod rząd, to przynajmniej ze wstydu tu zajrzę i zobaczę Wasze wiadomości, może ktoś lekko kopnie mnie w tłustawy tyłek, tak żeby wiecie, żebym się nie przewróciła tylko trochę zatoczyła, i może wtedy oprzytomnieję. To hop, ja też ustawiam wiaderka: na początek chciałabym schudnąć do wagi bezpiecznej czyli 70 kg i chciałabym to zrobić w ciągu roku. A potem, a potem to już tylko marzyć mogę o kolejnych, przynajmniej 5 (może 10?) kg. Czy 28 kg w rok to nie jest nadmiar marzeń, czy nie przesadzam? Czy to realny plan?
Zakładki