Odkąd pamiętam prowadzę raczej beznadziejną walkę z wagą. Teraz oprócz względów estetycznych doszły jeszcze względy zdrowotne. Nie ma rady - kilogramy trzeba zrzucić a przybyło ich niemało odkąd rzuciłam palenie.

Dietkuję już od tygodnia i naprawdę nie oszukuję a moja waga jakoś tego nie wykazuje. Dawniej (tak z 10 lat temu) już po paru dniach kilogramy spadały w sposób zauważalny.
To pewnie kwestia wieki i spowolniającej przemiany materii (a może także kwesta sklerozy - może już tak dobrze nie pamiętam jak to z dawniej z odchudzaniem było )
W każdym razie jestem zawiedziona osiąganymi wynikami.

Czy jest jakiś spsón na "podkręcenie" tej przemiany materii?

nienajedzona i zasmucona