-
Kotek jest naprawde sliczny, a jak jeszcze bedzie dobrze odzywiony i z zadbanym, wyczesanym futerkiem to juz w ogole super. Ciekawa jestem jakie sa Wasze wspolne relacje. Czy jest ufna, dajej sie dotykac i glaskac? Mowie Ci, to jest Twoje przeznaczenie. Ja tak czekalam na kociaka, ale do mnie zaden nie przyszedl. Po prostu 'luzem' to tu zadnych zwierzat nie ma i tyle. Co prawda przez jakis czas przychodzil tutaj taki czarny bandyta, ale ostatnio na szczescie go nie ma. Moje kociaki chyba dostalyby szalu gdyby tu sie jakis obcy paletal.
A Tobie towarzyszka by sie sprzydala http://sirmi.ic.cz/kocka/95.gif
-
Witam serdecznie :lol: :lol:
Glowka do gory. PRacodawca moze sie odezwac nawet po 21 dniach od rozmowy kwalifikacyjnej,badz od zlozenia papierow. Ja tez szukajac pracy, mialam rozne mysli w glowie i zamartwialam sie jak komorka milczala,ale spokojnie. Na wszystko przyjdzie czas.
Postaraj sie o tym nie myslec. Wychdoz z domu,(zawsze nos ze soba papiery),tak na wszelki wypadek zebys mogla je ewentualnie zlozyc.
Kotek sliczny,widac z jego oczach prosbe:" przygarnij mnie" :lol: :lol:
Pozdrawiam.
Tusiaczek.
-
No to masz nowa towarzyszke..! Nie szukalas a ona (on??) cie znalazla! Popieram Anise abykupic troche jedzenia kociego albo po prostu nakarmic ja jakims mieskiem. Wyglada mi na zgube albo na bezdomna...Ale fajne oczka ma! A meza twojego prawie nie ma wiec sama siedzisz, akurat masz sie kim zajac! :wink:
Gratuluje decyzji robienie MBA meza, ale dwa lata to chyba dlugo tak byc razem ale nie razem? tym bardziej ze on w weekendy bedzie mial sporo nauki tym bardziej jesli nadal bedzie pracowal na pelen etat...cos chyba bedziecie musieli wymyslec... :o
Ja tez sie ostatnio lamalam w diecie ale dzisaij(piatek) wracam pewlna para, lodowke mam pelna warzyw i nie ma miejsca na smieci!
Pozdrawiam!
-
Witajcie dziewczynki w ten piątkowy poranek :lol: , który w Seattle wygląda tak oto (zdjęcie z balkonu mieszkania mojego męża, zrobione ok. 6h30):
http://i24.photobucket.com/albums/c4...Picture079.jpg
I jeszcze w drugą stronę, z widokiem na Space Needle (które podobno jest pokazywane w każdym filmie sci-fi) i zatokę, trzeba tylko trochę wzrok wysilić, bo drzewa zasłaniają:
http://i24.photobucket.com/albums/c4...Picture078.jpg
Najpierw zdam sprawozdanie z wczorajszego dnia, a po południu odpowiem na wasze posty, ok? Bo ma duuużo do opowiadania... ;) Spieszę się do dentystki, a jeszcze pod prysznicem nie byłam, nie chcę się spóźnić...
Relacja z czwartku, 19. kwietnia:
Ruch:
Ruchu niet... :? :oops: :roll: Nie licząc tego samochodowego...
Menu i kalorie:
> kawa z mlekiem sojowym i cukrem x2 = 120
> mleko sojowe, 1 szklanka = 70
> cereals All bran = 120
>truskawki, 200g = 64
> jabłko, 250g = 125
> łosoś, 182g = 331
> papryka (150g) + 5 pieczarek (zapiekane z tym łososiem) = 53
> ogórki, 150g =15
> 2 batoniki Noname ;) = 220
> kostka czarnej czekolady = 47
> truskawki, 300g = 96
> pół lampki czerwonego wina = 35
> trochę sałaty (sałata, pomidor, feta) = 50
> mały kawałek hiszpańskiej tortilli = 60
Łącznie 1406 kcal
Kalorycznie jak widać polepszyło się, tylko ten brak ruchu jest nieciekawy... :? Za to dzisiaj mam w planach długi spacer z samego rana do tej wspomnianej dentystki, ale i wieczorne wyjście do pubu z koleżankami... Mam ochote na drinka typu margarita czy cosmo, tylko ile to może mieć kalorii? :roll: Czy któraś z was wie? ;)
Buziaki i do później... ;)
Moni
-
Piekne widoki :shock: :D . Nic tylko siedziec na balkonie i podziwiac.. :lol: :lol:
Prosimy o wiecej zdjec.
Pozdrawiam.
Tusiaczek.
-
Co do tego ile kalorii i innych składników ma cosmo polecam klikać tutaj:
http://www.drinksmixer.com/drink8955.html
Na dole jest tabelka 'nutrition' :)
W ogóle sporo drinków ma tu podane składniki, prawie wszystko da się znaleźć.
Bezbolesnej wizyty u dentysty... i miłego wieczoru w ramach relaksu życzę! :D
Dzięki za wczorajsze odwiedziny, BARDZO BARDZO BARDZO mi pomogłaś!
-
SZEROKIEGO USMIECHU PO DENTYŚCIE ŻYCZĘ :)
FAJNE FOTKI:)
ALE ZAMIAST FOTKI PSTRYKAC TRZEBA BYŁO O 6,30 MĘZĄ MOLESTOWAĆ :)
POZDRAWIAM :)
-
Hej dziewczyny, witam ponownie! :lol:
Dzisiaj prawie bym puściłam chałupę z ogniem! :shock: :oops: :twisted: Po przyjściu od dentystki byłam tak strasznie głodna, że aż żołądek mnie rozbolał (bo drugiego śniadania oczywiście niet), więc czym prędzej zajęłam się przygotowaniem obiadu: kurczaka w sosie curry. A więc pokroiłam piersi kurczaka, wlałam łyżkę oleju do dużego garnka, garnek ów postawiłam na kuchence (nie jest to otwarty płomień, ale taki żelazny ślimak, który został idealnie zakryty przez cały garnek), coś tam, coś tam... chwilka minęła, aż tu nagle słysze wielkie BUM, oglądam się i co widzę? Garnek stoi w płomieniach! :shock: :shock: :shock: Szybko ochłonęłam na całe szczęście, złapałam garnek za jedno plastikowe ucho i szybciutko odsunęłam z gazu. Gdy garnek dogorywał, wyłączyłam również kuchenkę. I w tym momencie włączyła sie ogłuszająca syrena detektora dymu, z wrażenia nie wiedziałam, co robić, więc biegałam po schodach jak ogłupiała. Na całe szczęście syrena jak się sama włączyła, tak się i wyłączyła, więc tym razem obyło się bez wozów strażackich... :lol: Ehm, chyba da się zrozumieć, że potakich przeżyciach preferowałam obiad złożony z dwóch kanapek z czarnego chleba z ziarnami z dwoma rodzajami serów light i kilkoma liśćmi sałaty? :roll: :lol: I jakby tu powiedzieć, ehm, w każdej histori należy znaleźć coś pozytywnego, prawda? A więc mężowi powiem tylko, że wykrywacz dymu działa wyśmienicie, brawo, bo dzisiaj byłam tak uprzejma go przetestować... :lol: :lol: :lol: Tak w trosce o niego, na wszelki wypadek... ;)
Z tego nagłego stresu strasznie mnie żołądek rozbolał i jakoś słaba się nagle poczułam, więc po obiedzie zaaplikowałam sobie dwie herbatki: jedną miętową, a drugą rumiankowo-lipową... ;) Żołądek dał się rozkurczyć... ;)
Flex - męża to ja już wczoraj wieczorem molestowałam, rabując mu jego cenny odpoczynek nocny... :) Nawet nie protestował, hehe... :lol: Uśmiech mój jest jeszcze lekko obolały, ale pewnie jutro już będzie lepiej... ;) Zęby takie dziwne są, nie wiem, czy mi się podobają, czy nie... Ale są ślicznie gładkie i jaśniutkie... ;)
Rejazz - dzięki śliczne za linkę. :wink: Bardzo mi się dzisiaj przyda, a może i jutro, bo na jutro szykuje się imprezka u znajomych współlokatora mojego mężula... ;) Cieszę się, że mogłam ci pomóc, jakby ci to dalej stoję do dyspozycji... ;) I zazroszczę waszego niedzielnego spotkania w Wawce, kurcz, dlaczego droga ze Seattle do Vancouveru nie prowadzi przez Wawę? :roll: :lol: No, nie pojmuję, nie pojmuję... ;)
Tussiaczku - postaram się strzelić trochę więcej zdjęć jutro bądź pojutrze... ;)
Chanelgirl - fajnie, że już jesteś z powrotem na forum! :lol: Muszę sprawdzić na twoim wąteczku co tam nowego u ciebie? ;) Mój mąż ma plan wystąpić o zmianę godzin pracy, to znaczy przez 3-4 dni pracowałby tutaj, a przez następne 1-2 w Vancouverze. Niech żyje internet! :)
Tussiaczku - a gdzie rozdają cierpliwość? Bo ja chyba nigdy nie stałam w tej kolejce... :roll: :lol: Niby dużo wiem teoretycznie jak może wyglądać proces rekrutacyjny, ale prawdę mówiąc nie miałam z nim do tej pory zbyt wiele do czynienia... ;) W Niemczech zawsze dostawałam pracę od ręki, ba, ostatnimi laty to praca raczej sama do mnie przychodziła... :lol: Ale tutaj to inna bajka... ;) Za chwilkę musze właśnie napisać follow-up do takiej jednej firmy, która bardzomi się spodobała... A od nowego tygodnia zmienić plan zajęć: z rana jechać do firm czy na rozmowy kwalifikacyjne (jesli będę umówiona), a po południu wyszukiwać firmy na następny dzień. Sport zaś wieczorem, a przed/po nim nasze forum i obowiązkowo jakaś książka bądź film na zrelaksowanie się... Ten ostatni punkt jakoś ostatnio mi nie wychodził... A inne się pomieszały, w związku z czym najczęściej jeździłam popołudniami do firm i czasami tak jak wczoraj wpadałam w wielkie korki! :shock: :twisted: Wczoraj dwie bite godziny straciłam na korek i w końcu dałam za wygraną... :oops:
Anise - a ty masz koty? Świetnie! ;) Ja uwielbiam kociaki! ;) To chyba widać, hehe... ;) A i koty wyczuwają... ;) U wszystkich znajomych mających koty cały czas głaskam, targam za uszko, pieszczę... aby odreagować brak futrzaka... ;) Miałam szarego tygryska, który niestety zachorował na żółtaczkę, więc trzeba go było uśpić, bo bardzo się męczył i lekarstwa nie pomogały... :( Bardzo po nim płakałam, po moim kochanym Kacperku-rozrabiaku... :( To już sześć lat...
Kasiu - mój Kacperek też był odkupiony od ludzi, którym zachciało się trzymać w maleńkim mieszkaniu i wielkiego psa i tego malutkiego kociaka... Kacperek był strasznie nieufny na samym początku, tak zaszczuty, że przez miesiąc (!) sziedział w ciągu dnia pod moim łóżkiem, wychodząc tylko wieczorem na ogląd terenu, czyli chodząc jak najbliżej ścian, aby przekroczyć próg mojego pokoju potrzebował następny miesiąc, na głaskanie też jeszcze chwilkę... Ale potem tak się rozluźnił, że co rusz chciał pieszcoch... ;)
A teraz co do tej kotki... :lol: Hmmm... Nie wiem co zrobić, bo też nie jestem pewna czy ona naprawdę nie ma właściciela/lki, a w takim przypadku nie mogłabym przecież przywłaszczyć jej sobie... :roll: Mam zamiar zaraz w poniedziałek zapytaćc o nią moją menagerkę domu, która nota bene też mam kota i również mieszka na parterze, więc podejrzewam, że ona ja może skądś zna? Jeśli tak jest, to zwrócę się do właścicieli o lepszą opiekę nad kotką, bo przecież teraz to jest szok... :( Mała ma strupki na grzbiecie, co dość nieciekawie wygląda... :( Ale i tak jest śliczna, a gdy siada przede mną i wlepia te swoje ślipiątka, to serce mi się kraje... Śmieszy mnie też, że przed zamkniętym oknem balokonowym siada w takim miejscu, że ja ją słabo widzę, za to ona dokładniemoże obserwować moje stopy... Spryciara wie, że siedzę przy biurku... ;) Jest bardzo płochliwa, ale powolutku daje się troszkę pogłaskać (więcej zresztą sama nie chcę ze względu na stan jej sierści), więc jeśli się trochę bardziej oswoi, to założę jej obrożę przeciwpchełkową, którą dzisiaj kupiłam... ;) Sądzę, że ma najwyżej jakieś półtora roku i prawdopodobnie była u kogoś w domu, bo jednak umie bawić się kocimi zabawkami, chociaż to też tak trochę płochliwie... ;) Będę ją dokarmiać i zobaczę jak się rozwinie cała sytuacja... ;) Żeby było śmieszniej, w poprzednią sobotę poznałam nową koleżankę Polkę, która ma w domu dwa takie koty, prawie identyczne! :) Wieczorem spotykam sie właśnie m.in. z tą koleżanką, więc obowiązkowo będę musiała jej powiedzieć o tej małej... ;) Jeśli będę mogła zatrzymać kotkę, to zostanie jeszcze mały problem z moim mężem, a raczej z jego alergią i astmą... :roll: Mam nadzieję, że jako iż już dawno nie miał ataków nie będzie ich miał również przy tej czarnuszce? :roll:
Buziaki,
Moni[/list]
-
Faktycznie mialas niezla przygode :shock: Ja sie zawsze boje naduzywac swieczek w biurze, zeby mi sie spryskiwacze nie wlaczyly, a czasem potrzebuje te swieczki do terapii...
Zazdroszcze lsniacych, gladkich zabkow, tez sobie kiedys musze zrobic :)
No i milego imprezowania i w ogole udanego weekendu :)
-
Witaj kochana:)))
widze,ze wczoraj miałas dosć ciekawy dzien i pełen wrażeń, widzisz jaką jestes dobra zoną poświecicłaś sie dla meza i sprawdziłas czy wykrywacz dymu działa, to prawdziwe poświecenie :mrgreen:
Dietka ładnie Ci idzie,a co do ruchu, to najwazniejsze jest przełamanie sie chcoiaz 20minut dziennie, póżniej naprawde sama z siebie będziesz potrzebowąła gimnastyki:)))
a co do tej czarnulki, to masz dobry plan, poczekac do poniedziałku, ale moze ona jest Twoim przeznaczeniem, bo jest po prostu przecudnej urdy i te oczka, ja bym sie rozpłyneła chyba hehe :roll:
Trzymaj sie cieplutko, widoki, które pokazałas sa po prostu nieziemskie, ja niestety mam widok na blok i nic wiecej :roll:
Życze Ci udanej dietki i obyś znalazła chwilke an gimnastyke,
przytulam cieplo:)