-
Jest 11 ja po niedzielnym śniadanku i powodzi kawska z mlekiem mam coś koło 400 kcal na koncie ale i 1000 skoków na skakance (ok. 20 minut) więc jest ok...
Byle się nie poddać :)
Buziaki i dzięki za wpadanie z radami..Bardzo miło jest wiedzieć, że ktoś wspiera :)
No....
Walki z kg ciąg dalszy..może jakiś rowerek i dzisiaj..taka piękna pogoda hmmmm...
-
witam :) fajny pamiętnik... będę Cię wspierać od prawie początku do samego końca :)
dieta to okropnie trudna sprawa :/
zapraszam tez do mnie :)
-
Ooo basenik dobra sprawa
popieram :)
I jedzonko ładne :)
U Ciebie każdy dzien na PLUS wychodzi :)
-
Niewiedziec czemu chudziutka i zdrowiutka pierś z kurczaka zamieniła sie we wstrętną karkówkę duszoną w cebuli i papryce..zła i okrutna ta pierś...nieśmiało muszę zmodyfikować planu kaloryczne...będzie tego hmmmm
1100 już? Oj booooli...Nie chce myśleć ze więcej
nie wspominając o jeszcze okrutniejszych teściach, którzy wracając z wakacji zahaczyli o nasz domek zostawiając PISTACJE i pyszne PIWO...no pewnie wcale nie takie pyszne..pewnie wstrętne...a pistacje pewnie wilgotne i niedobre...
Tylko czemu tak dziwnie zachęcająco leżą na stole w kuchni..Nic to będę dzielna i tak przesadziłam...
No dobra przyznam się zjadłam jeszcze 10 żelków, takie małe i niesmaczne..żelatyna zdrowa i potrzebna jest, nie?
czyli zjadłam jakieś 1300? dobra dobije się 1350 ;)
Ale i tak biegnę na basenik.no jadę i nie rowerem....ale basenik zaliczę i skakanka była...
Jutro jadę w góry na trzy dni..służbowo..aż się boję...
Ale zawsze można jeść dietkowo na wyjeździe...gorzej wieczorami....no ale pewnie tak czy inaczej przegonia mnie po górach więc będzie dobrze...
Ale mnie wyrzuty sumienia gryzą....za te zelk i wstretną karkówkę...
i te PISTACJE ehhhh *zagryza wargi przecież to tylko apetyt..głoda zabiła na obiad*
No..już mi pistacje nie straszne a zrobię 70 basenów i będę szczęśliwa :) a jak sie uda więcej to moje (cwaniara mam płetwy ;))
-
Basen zaliczony ...zapomniałam jakie to fajne uczucie..kiedy sie troszkę poszaleje w wodzie...Polecam super!
Następny basenik w czwartek..z tym ze o nieludzkiej porze...na 6.00 rano będziemy śmigać...
Ps. Pistacje już mi nie straszne..żeby taka mała zielona..miała być silniejsza ode mnie..phi
Buziaki...
-
Nooo dzisiaj po rowerku i baseniku..a może i skakance *dumnie wypina pierś* czuję, że mam łydki..dwie duże coprawda, ale łydki...Rety jak boli :)
I ja mam się dzisiaj popołudniu na coś wspinać..tia...
Nie mam pomysłu na rozsądne śniadanko więc jem nierozsądne..wafle ryżowe w polewie jogurtowej..są obrzydliwie słodkie..ale jakoś mi po nich milusio..Od dzisiaj kawa bez mleka...taka bede a co :)
czyli na śniadanko hmmm3X80 około 240 jeśli jeszcze umiem czytać
i zaszaleję z jogurcikiem 150 uppps dużo...ale kto powiedział, ze mam jesć tylko niedobre jogurty..wole jeśc te które mi smakują :)
czyli po śniadanku tak do 15 bedzie ok 400
potem jakiś obiadek niewiadomo jaki...tu pooszczędzam się I hope
potem ognisko...tu się stuprocentowo pooszczędzam i przed ogniskiem
1000 razy na skakance...górskie powietrze dobrze mi zrobi...
W planach jest codziennie skakaneczka..zobaczy sie jak wyjdzie naprawde...
Ale...przynajmniej nie bede się opychała..taki jest plan minimum :)
-
hehe... fantastyczne to Twoje odchudzanko :)
-
1000 podskoków? :shock:
Dla mnie to jak liczenie baranów przed snem :lol:
Jakoś przy 20 już bym chrapała ;)
Ale podziwiam :)
A co do jogurtów
to ja też sądze ż nalezy jeść to co lubimy :)
tylko mniej :)
MIłego poniedziałku :)
http://www1.istockphoto.com/file_thu...p_of_coffe.jpg
-
To liczenie to jakaś mała obsesyjka...liczę zjedzone kcalorie..licze zrobione baseny, brzuszki kilometry...pieniądze do wypłaty ;)
Ale wtedy zawsze można zwiększać liczbe i wiem ze nie oszukuję :) 1000 to 1000 a 15 minut można spędzic na wieleeee sposobów..ja wymyśliłabym tysiąc na podstępne oszukanie samej siebie ;)
Poza tym zasypaim tylko na filmach...szczególnie sensacyjne działają na mnie usypiajaco..pościgi..kluczowe momenty..to jest to...2 minuty akcji i już śpię na ramieniu mężydła :)
No tyle tłumaczenia sie za siebie :)
Buziaki i dzięki za ciepłe słowa..to naprawde zagrzewa do walki..
Tylko o co ;)
Hmmm mam takie śliczne dzinsy jeszcze u rodziców w domku..jeszcze z liceum...ważyłam wtedy jakies 48 kg...*wzdycha cięzko* no i może by tak o nie powalczyć?Nie nie nie
walczę o zadowolenie z własnej pokonanej silnej woli co to zawsze silniejsza ode mnie..
walczę o bycie zgrabniutką żoną fajnego męzydła (mniejszą będzie kochał proporcjonalnie jeszcze bardziej nie?)
i walczę o dobrą formę...
i może trooooszeczkę o te dzinsy...
-
Żegnam sie na trzy dni...które mam nadzieje nie zamienią się w trzy dni, które należy dietkowo szybko wymazać z pamieci...
Będę dzielna i nie będe zazdrościła innym tego uczucia przeżarcia i w ogóle będę sobie skubać i wybierać tylko to co zdrowe i dietetyczne..i w środę wieczorkiem się wyspowiadam...
Buziaki i trzymajcie kciuki....
Powodzenia w waszych dietkach...choć wy to już prawie przeszczepy, chude szczypiory etc :D
Ja nie..ale chudym szczypiorem zostanę...ja nie dam rady?
:D