-
Niestety, nie mogę zaliczyć tego pierwszego majowego weekendu do szczególnie udanych. Suwaczek ciągle nie ma powodu, by przesunąć się w prawo. Składam to na karb pogody (dopiero dziś niebo lekko się przeciera) i chyba braku umiejetności odpoczywania. Jeśli nie mam czym się zająć, to prędzej czy później moja droga zawiedzie mnie w pobliże lodówkli...
A żeby jeszcze śmieszniej dziś i jutro też mam wolne- w czasie matur młodsze klasy nie mają lekcji. Niemal w ostatniej chwili wypadłam ze składu dzisaj pracujacego zespołu nadzorującego na języku polskim. Przed chwilą dowiedziałam się, ze odrobię to w następny poniedziałek i to nie jako ostatni członek zespołu (co jest zajęciem bezpiecznym), ale jako przewodnicząca, co wiąże się z dużą odpowiedzialnością za przebieg egzaminu. Ale kto powiedział, że ma być łatwo?
Przede mną jeszcze sporo dnia- chciałabym spędzić go mądrze i aktywnie. Przez okno widzę chmurzące się niebo. Może jednak uda mi się choć spacer, a może da się wejść na działkę?
-
Zaczął się normalny dzień pracy- interesanci, komisje maturalne, dziesiątki szczegółów i szczególików, o których przez te ostatnie dni nieco zapomniałam. Mam nadzieję, że dzięki normalnemu trybowi dnia łatwiej mi będzie zachować dietę. Pozdrawiam wszystkich słonecznie.
-
Witam Aniu.
Brawo , tak trzymaj , nie ulegaj pokusom.
Pogoda sprzyja , ja przynajmniej bardziej optymistycznie patrzę na świat. Zresztą jak widzę piękną zieleń za oknem , słyszę ptaszki to aż się serce raduje.
Na talerzu same zieleninki które uwielbiam , więc myślę że nie będzie źle.
Musi być dobrze.
Miłego dietkowego dnia.
-
wolne i lodówka, skąd my to znamy?
nie wiem, czy własnie to mnie nie gubi najbardziej. nie żebym miala duzo wolnego, ale co z tego, że cały tydzien dietkuje ślicznie, kiedy 1 wolny dzien potrafi zaprzepascic wszytskie moje starania i tak w koło....
tak było wczesniej, a od stycznia staram sie z calych sił z tym walczyć... m.in staram sie w domu nie mieć praktyczie nic do jedzenia :roll:
-
Pod względem kalorycznym dzień udany- zmieściłam się w limicie. Rozsądne jedzenie- dużo warzyw, jogurt, malutko wędliny. Ruch- dwie godzinki pracy na działce- wysiałam ogórki, kukurydzę, fasolę szparagową. Nabijałam kilometry znosząc sprzęt na działkę i z działki. W tej chwili czuję zmęczenie całego dnia w mięśniach- ale to miłe uczucie i satysfakcja z dobrze spędzonego dnia.
-
Brawo - pięknie zaliczyłaś dzień .
Przyjdzie na pewno nagroda w postaci straconych kilogramów .
Wierzę w to mocno - i tej wersji należy się trzymać .
Miłego dnia .
-
tdk -trzymam się tej wersji mocno. Przedpołudnie zgodnie z planem- dwie kromki ciemnego chleba, dwa plastry wędliny, a potem 1/2 jogurtu naturalnego z chrupkami na drugie śniadanie. Waga po szaleństwach weekendowych stabilizuje się i mam nadzieję, że moze jutro uda mi się zmienić suwaczek (tak dawno tego nie robiłam, że nie wiem czy jeszcze pamiętam kolejność działań). Mam dodatkowy powód do mobilizacji- dziś dostałam zamówioną wiosenną czy też letnią sukienkę- brązową w białe kropeczki, bardzo kobiecą. Sukienka jest super, ale na pewno bedzie lepiej wyglądała, gdy będzie mnie z 5 kg mniej.[/b]
-
ładnie dietkujesz...gratulacje.....i tak sobie patrze na Twój tickerek i widze że my razem na tym samym wózku jedziemy hihiih... :D damy rade :!: :!: :!:
-
Na razie zaliczyłam wczorajszy dzień bez większych problemów. Mała wpadka była wieczorem- dwa jabłka dodatkowo, ale nie spowodowały one jakiejś katastrofy.
Zmieniłam dzisiaj suwaczek- nie tyle z potrzeby dokumentowania jakichs specjalnych osiągnęć (tylko -0,2 kg czyli tyle co nic), ale aby sprawdzić, czy jeszcze potrafię wykonać po kolei zalecane czynności.
Przede mną nowy dzień, nowe wyzwania, drobne potyczki z samą sobą, by zjeść mniej, by czegoś nie zjeść wcale, by poruszać się zamiast poleżeć przed telewizorem. Ot nasza codzienność.
Gloor- miłe, ze piszesz o tym, że jedziemy na jednym wózku. Różnica subtelna polega na tym, że Ty masz za sobą już spore osiągnięcia, a ja kołaczę się w okolicy straconych 5 kg. Ale masz rację w jednym- musimy dać radę.
-
witam, widzę ,że pogodę miałaś w majówkę beznadziejną , to wielka szkoda :cry:
podziwiam Cię ,że mimo zastoju wagi dalej walczysz, może spróbój cos zmienić w diecie ,aby pogonic te kilogramy . przeczytałam dzis u mamlazji na wątku o diecie wypłukiwania tłuszczy, na niej waga jej leciała bardzo szybko..? u mnie jakos spadek entuzjazmu wywołany różnymi sprawami a i waga sie postarała, no trudno napisałam sobie tytuł DO SKUTKU...pozdrawiam i życzę kopyta wadze :wink: