Zaczynam z dzisiejszą wagą 128,1 kg. 2 tygodnie temu temu było 131,9. Zaczęło spadać
To zasługa podjęcia pracy.Nowa firma, duży sieciowy sklep obuwniczy,praca ponad siły do późnej nocy.
Dziś mam wolne ,zmusiłam się do wstania z łóżka.Stopy i łydki bolą jak piorun.
Na śniadanie pół miseczki płatków kukurydzianych ze szklanką mleka i słodzikiem,kawa.
Nie stosuję żadnej konkretnej diety,nie umiem nie wychodzi mi i tyle.Będę starała się jeść mniej i rozsądniej.
Jestem żarłokiem,jem duże porcje i często może teraz dzięki tej pracy przyzwyczaję się do pustego żołądka i ten w podziękowaniu się skurczy.Tylko czy wytrzymam, czy ten cholerny ból minie.
Z taką ogromną wagą stoję ok.8-10 godzin na nogach.Tzn. nie stoję ,bo stać nie wolno,tylko chodzę i kucam.No nic trzeba.
9 miesięcy szukałam pracy, mam 42 lata ,łatwo z tym nie jest.
Będę zapisywała moje postępy, czasem ponarzekam na wszystko