Czesc Kochani. :P
Mam 28 lat. Waga startowa 73 kg. Odchudzam sie nie pierwszy raz, jakie 2-3 lata temu zaczynałam od tej samej wagi się odchudzać i w ok 3 - 3,5 miesiąca zeszła do 57 kg. Szkoda że spoczęłam na laurach, bo wszystko niestety wrócilo;/ . Teraz mam plan nie tylko na okres odchudzania, (a nie wątpię że schudnę, bo już wiem z doświadczenia, że to potrafię) ale również na okres PO, kiedy wskazowka wagi spocznie na planowanej liczbie.
Robię tak:
jadam lekkostrawne żarełko, licze kalorię tak pi razy drzwi, ale zapisuję wszystko co zjadłam w ciągu dnia. Włacznie z każdym plasterkiem ogórka, kazdym ziarnkiem maku, wszytsko, tylko taki pełny obraz pozwala mi na pierwszy rzut oka stwierdzić, czy przekroczyłam magiczne 1000.
Piję wodę, ale nie 2,5 litra dziennie, tyle ile mi się pić chce
nic smażonego, zero słodyczny- tylko te naturalne z owoców. Słodycze wyśmienicie zastępują mi też serki homo i jogurty
Jestem czasami głodna ale to nie jest taki głód że przy nim cierpię, ot czasem mnie trochę zassie, wtedy sobie myslę, aha- teraz chudnę!![]()
Zamiast cukru do kawy używam słodzika.
Jeżdzę na rowerku stacjonarnym ok 10 km dziennie, nie jest to dużo, ale wiem , że z czasem będę zwiększać dystans, pamiętam z przed kilku lat wtedy nie jeździłam na rowerku tylko ćwiczyłam,Zaczęłam od kilku brzuszków dziennie, nie zakładałam od razu że będę ich robić 100, założyłam że 10 dziennie będzie ok. z czasem rosła kondycja i ilość ćwiczeń, bo chciałam, bo miałam siłę a nie bo sobie z góry narzuciłam, Narzucone było 10 brzuszków, a później jak mi się chciało. a chce się!! Uwierzcie mi że jeśli coś robi się nie z " żelaznej diety" nie z założenia a z woli, to robi sie chętniej i wiecej. Ja przynajmniej tak mam . Więc narzucam sibie narazie te 10 km, tyle i tak powinno wystarczyć nawet jeśłi nie będzie mi się chciało więcej.
W poprzedniej diecie mialam jeszcze coś takiego, że raz w tyg pozwlałam sobie na coś extra. Ten raz w tyg to był czwartek, dzień w którym się ważyłam. Stawałam na wagę i jeśli było na minusie to gratulowalam sobie i wręczałam nagrodę tzn, batonika albo chipsy, loda, piwko, pączka, parę faworków, paczkę ciastek. Nie żarłam tego od rana do nocy ale jakies 100/ 200 gram słodkości wysokokalorycznych.
Czasami jak mnie w inny dzień napadala ochota na słodkie mówiłam sobie "spoko jeszcze 2 dni i sobie zjem" łatwiej było przetrwać.
Teraz narazie tego nie praktykuję bo nie miałam jeszcze załamania, ale niewykluczone
Teraz tym dniem dyspensy byłby poniedziałek , bo w poniedziałki zapisywać będę wagę)
Czytam Was od tych paru dni i mnie umacniacie w wierze we własne siły. Ja też w Was wierzę. I razem z wami cieszę się z sukcesów)
Może jest ktoś wsród nas kto jest na tym samym etapie co ja i chce się przyłączyć?
Pozdrawiam.
![]()
Zakładki