Moje Kochane dziewczynki ...

Chcialam sie podzielic z Wami moja radoscia. Wiem ze wpisuje sie tutaj dosyc pozno, ale mam nadzieje, ze moj maly temacik doda Wam sil do walki o swoje nowe ja.

Odchudzalam sie chyba od zawsze (a moze i jeszcze jeden dzien dluzej :P). Od kiedy pamietam w mojej rodzinie byly same chudzielce, a mnie nazywana "Pysiaczkiem", "Pyzunia" ... Babcia mowila , ze wygladam "zdrowo" . Nie bylo chyba gorszych chwil od wspolnych rodzinnych swiat, kiedy wszyscy sie zbierali i rozczulali nad moja "pyzata buzka". Potem bylo jeszcze gorzej. Komentarze typu "czy Ty powinnas tyle jesc?" "czy Tobie wolno zjesc tego ciasta?" , przyprawialy mnie o mdlosci, pozniej wyplakiwalam swoje zale w poduszke. Stad byc moze moje liczne postanowienia, ze zrobie cos ze soba. Ale moje zalozenia jak widac byly bledne. Wciaz chcialam odchudzac sie dla kogos. Zeby sie odczepili, zeby przestali gadac, zeby ktos zwrocil na mnie uwage. A zapomnialam, ze najwazniejsza w tym wszystkim osoba jestem sama ja, moje cialo i moje zdrowie.

W zeszlym roku przeszlam zalamanie. Mialam bardzo ciezki moment w swoim zyciu i oczywiscie odbilo sie to tez na mojej wadze. Ale doszlo do tego , ze juz przestalam nawet na to zwracac uwagi. Wydawalo mi sie , ze wszyscy sie mnie czepiaja, a przeciez ja jestem szczupla. Ale kiedy przypomne sobie zeszloroczna Wielkanoc, to az ciarki przechodza mnie po plecach. Wszystko zaczelo sie od Wielkanocnego Sniadania. Chcialam sie ladnie ubrac. Do tego , ze juz wiekszosc moich ciuchow z szafy wisiala nie uzywana od paru ladnych miesiecy sie zdazylam przyzwyczaic, ale kiedy wyjelam moje czarne, workowate spodnie rozmiar 44 przezylam istny koszmar. Okazalo sie , ze i one byly za ciasne. Jakos sie w nie wbilam. Wrzucilam na wierzch najszerszy sweter jaki mialam, inne nie chcialy sie wbic w moje pofaldowane cielsko. Idac czulam jakbym sie toczyla. Zdyszalam sie schodzac po schodach, spodnie uwieraly mnie niesamowicie, ledwie moglam usiasc, prawie nie moglam oddychac. Ale kiedy zobaczylam jedzenie to mi przeszlo. Zaczelo sie wcinanie. Nie pomogly komentarze rodzinne. Chcialam zapomniec ze wygladam tak jak wygladam. Potem "cudowne" uczucie sytosci , zalegniecie przed telewizorem , do wieczora zrobilo mi sie niedobrze. Cale popoludnie spedzilam w lazience nad toaleta. Cos mi zaszkodzilo. Ale na pewno nie jakosc. Chyba raczej ilosc...

Pare dni pozniej ogladalam zdjecia z Wielkanocy. Myslalam ze sie poplacze. Ja. Ta niegdys energiczna i wesola dziewczyna wygladalam jak stara, 50-letnia baba, z szara cera,z wlosami w nieladzie, skwaszona mina i co gorsza ubrana w jakies workowate ciuchy, ale czego moznaby sie spodziewac przy takim rozmiarze. Przeprosilam centymetr i wage. Poszlam do lazienki. Stanelam na wadze i ... Wskazowka zatrzymala sie tuz pod kreska 80kg. Wazylam okolo 76 kg, 77 kg. Nie zdazylam tego zarejestrowac. Poryczalam sie i zamknelam sie w pokoju. Mialam dosc wrazen jak na jeden dzien. Czy chcialam wtedy schudnac? Nie!!! Ja po prostu juz nie chcialam dalej zyc. Kolejne zalamanie. Kolejna nieudana proba.

Przyszedl maj. Wyszlo sloneczko. A ja nadal wygladalam paskudnie. Powiedzialam sobie, ze musze juz taka byc. Ze przy mojej wadze juz nic nie da sie zrobic. Trzeba sie pogodzic ze swoim wygladem. A raczej inni musza sie z nim pogodzic. Ja na siebie nie spogladalam juz od bardzo dawna. Unikalam zdjec, luster, jak diabel swieconej wody. I wtedy nagle cos mnie podkusilo. Weszlam na naszego czata . Bylo to slynnego dnia 9 maja 2004 roku, ktorego nie zapomne chyba do konca zycia. Siedzialy tam dziewczyny, chudsze i grubsze. Te ktore dopiero zaczynaly swoja walke i te ktorym juz sie udalo. Wszystkie zyczliwe wobec siebie, wszystkie usmiechniete, wspierajace sie nawzajem. I tu mnie cos ruszylo. One moga? To czemu ja nie moge? Pobieglam do mojej znajomej dietetyczki i powiedzialam:

"Anka wez Ty zrob cos ze mna, bo ja juz nie chce taka dalej byc!!"

Ona na to odparla:

"A wierzysz ze Ci sie uda?"

Ja:

"No pewnie ze mi sie uda!"

Ona:

"To wlasnie chcialam od Ciebie uslyszec".


Nie , nie mam zamiaru moje kochane powiedziec, ze bylo latwo. Bo nie bylo. Zmudne godziny spedzone u Anki, zawsze wtedy kied bylo mi zle. Tragiczne pierwsze dwa tygodnie diety, kiedy odstawila od mojej diety wszelkie weglowodany mowiac, ze jestem jak "narkoman na jedzenie" i musze przeprowadzic odwyk. Te dwa tygodnie kiedy po nocach plakalam , snilo mi sie jedzenie, lodowka, ale wciaz powtarzalam sobie ze mi sie uda, ze robie to tylko i wylacznie dla samej siebie. Codzienne poranne i wieczorne "sejse czatowe" gdzie cieszylysmy sie z kazdego mojego zgubionego kilogramika. Codzienne zmagania ze swoim lenistwem. Z dieta 1000 kcal, z glodem, z ochota na slodkie. Pozniej te piekne chwile kiedy nagle zniknela siodemka sprzodu ( to wyzwalajace uczucie 69 kg) , ta przyjemnosc porannych biegow nad morzem, wieczornych spacerow, ale tez i stosy przepopconych koszulek na wieczornych aerobikach. Nie poddalam sie, a raczej dziewczyny nie daly mi sie poddac. Wreszcie ta dzika radosc w sklepie, kiedy jedynym problemem bylo to, ze wszystko bylo na mnie za duze I nagle sierpien stanelam na wadze, a wskazowka pokazala niewiarygodna liczbe , tak piekna nagrode dla moich trudow 59kg !!!!! Tak!!! Udalo mi sie !!! I nie ma chyba piekniejszego uczucia na swiecie !!!

Jestem szczesliwa, pokochalam swoje cialo, zmienilam podejscie do samej siebie, do swojego zycia. Pojutrze mam 22 urodziny. Wkraczam w nie jako zupelnie inny czlowiek. Usmiechniety, zadowolony, akceptujacy swoje cialo, swoje ja, zyjacy i wypoczywajacy aktywnie. Nie przerazaja mnie juz swieta Wielkanocne. Wiem,ze w tym roku nie przezyje tego samego koszmaru. Teraz swieta sa czyms wiecej niz tylko WIELKIM ZARCIEM

Moje Kochane. Jeszcze na zakonczenie chcialabym Wam zyczyc wytrwalosci. A raczej co ja mowie, ja wiem ze WAM SIE UDA!! Musi!!! Wystarczy odrobina silnej woli, wiary w siebie i mozna gory przenosic , a co dopiero schudnac POWODZENIA !!!!

Na sam koniec dedykuje ten moj wywod moim kochanym dziewczynkom z Czata Naszego, ktore staly sie najwspanialszymi przyjaciolkami w tych trudnych chwilach i do tej pory laczy mnie z nimi bardzo silna wiez Pozdrawiam Was Moje Kochane : Uszatku Kochany , Gosienko Siostrzyczko , Flakusiu Sloneczko , Dorciu Mamciu , Bosssska Tiarko , Dareen Wierszykowa (Ciebie pamietam stad chyba jako pierwsza , tak cieplo ), Martu (ktora coraz rzadziej z nami), Milaczku (za to ze zalozylas to wspaniale miejsce), Hiphopera Wariacie , Zabko Srabko , Wiedzmuchna (zeby sie czesciej usmiechala ) i wszystkie Was ktorych tu juz wymienic nie zdolam Gorace calusy dla WAS.

A dla wszystkich male spojrzenie na moje stare i nowe JA.

Tak bylo ...ech :







Nowa JA w dwoch odslonach :