Kochane mam problem. Już od bardzo dłuugiego czasu próbuje wyjsc z diety, byłam na ok.1000kcal. Chcę już skończyc, ale nie mogę!! Moja waga już jest ok. mam tyle ile chciałam, a wiem, że wychodząc z diety i tak jeszcze się troszkę chudnie. A problem mam taki:
Jak już jest dzień zakładam sobie "spoko dziś się uda..zjesz napewno powyżej 1000" No i jest tak ,że jednego dnia mi się uda wyjsc na jakies 1100-1200 i jestem dumna. Jest dzien kolejny i gdy mój mózg słyszy - możesz jesc więcej-nie odchudzasz się..to pochłaniam takie ilości, że szkoda mówic. Nie są to słodycze czy coś takie, np. siedzę sobie i wcinam np.te chlebki wasa albo inne rzeczy bez cukru itp.. -i jak już pochłone to mam wieelkie wyrzuty do siebie, biegnę szybko na rower i jak patrze w lustro widze grubasa. I następnego dnia jak jakaś nienormlana jem 1000 albo mniej zamiast starac się dalej. Nie mogę sobie ułożyc jakieś jadłospisu, żeby zjesc tak jak należy...i nie umiem patrzec na jedzenie jak na coś normlanego, potrzebnego człowiekowi i jak coś pysznego.
Pomocy! Niech mi ktoś napisze jak wyglądało u Was poracanie do normalnego jedzonka, bo jak tak dalej pojdzie to chyba bede miała naprawde większy problem z sobą.