Heloł

No ja na szczęście nie musiałam latać z flachą w nocy, bo młody od razu po odstawieniu spał do rana- gdyby było inaczej, pewnie dalej bym karmiła

Wiesz, mommy , chyba mądrze mówisz z tym karmieniem... kurczę, ja ciągla głodna chodziłam jeszcze zanim przeszłam na tę dietkę... a teraz to już masakra. Wczoraj pękłam dwa razy i podjadałam... Sama siebie tym zaskoczyłam... Dziś obiecałam sobie, że ze wszystkich sił wytrwam, chociaż ten jeden dzień... Żebym mogła być z siebie naprawdę dumna. I drugi dzień z rzędu nie ćwiczyłam ani nie biegałam... Na spacerze tak mi chłopaki dały w kość, że wróciłam z mega bólem głowy i padłam niczym martwa o 20... A normalnie o 21 zaczynam jogging
W ogóle stwierdziłam, że chyba będę wstawać 15 minut wcześniej , około 6 i pójdę biegać, kiedy jeszcze towarzystwo śpi. Rano mam więcej siły. No ale to też będzie zależało od tego, czy akurat mój ssaczek nie zechce również wstać... No nic, na razie tak tylko luźno sobie planuję.
Mrożone truskawki... hmm... niezła myśl Ale jak mnie głód napada to muszę go przemóc, bo on się nie daje oszukać... Mogę napić się wody , ale jeśli tylko coś zacznę żuć, głód staje się nie do opanowania.
Musze sobie rozłożyc posiłki w mniejszych odstępach czasu, więcej przed południem, mniej po - bo na razie to wygląda tak
6.15 musli, płatki z mlekiem itp
10.30 kanapki
13.00 owoce
15.30 obiad
17.00 kawa z czymś lekkim, słodkim
19.00 kolacja

Dziś spróbuję tak
7.00 Płatki z mlekiem
9.30 drobna przekąska
12.00 kanapki
13.30 owoce
15.30 obiad
18.00 kolacja

mvr, masz rację, inaczej się chudnie, kiedy się WRACA niż kiedy się nigdy siebie nie widziało szczupłej... to tak jakby się odkrywać na nowo.

Powiedzcie, czy wy też macie za sobą już lata diet z różnymi spadkami wagi i jej przyrostami ? Bo ja tak... gdybym nie zaczęła w wieku 15 lat świrować przy wadze 58, może do tej pory bym tyle ważyła...