W trakcie boju o zgrabną sylwetkę...
Czytałam tu wiele postów i to właśnie mnie zmobilizowało do tego, że czas najwyższy rozprawić się z nadprogramowymi kilogramami. A mam ich jeszcze ok. 30. Ale za sobą już 10. W czerwcu tego roku moja waga wskazała makabryczną liczbę: 105. To był szok. No i walke swoją toczę praktycznie od lipca. Na początku trochę mało rygorystycznie, ale od września z dietą 1000 kal. No i pierwsza dycha za mną. Wierzę, że tym razem musi się udać. Moja wymarzona waga to 65. Już tyle razy się odchudzałam. Ale teraz to już ostatni. To koniec z tymi koszmarnymi kilogramami!!! Mam nadzieję, ze znajdą się tu jakieś bratnie duszyczki, które tak jak ja walczą z nadmiarem tłuszczu:-) Zawsze to raźniej odchudzać się z kimś niż samemu. Pozdrawiam cieplutko!!