Pozwolę sobie założyć nowy wątek Pomysł podgapiłam u Lisi, ale sądzę, że mi wybaczy. Jeśli nie to przekupie ja jakaś sałatka

Ale do rzeczy! (UWAGA, BęDA DłUGIE WYPOCINY, TLYKO DLA WYTRWAłYCH )

Można powiedzieć, że pierwszy etap mam za sobą czyli przejście z dziewiątek do ósemek. Zajęło mi to jednak 3 miesiące. Szczerze mówiąc nie mam jakiegoś "parcia na terminy", ale nie był to efekt powolnej diety ale najzwyklejszysch zrywów. Obserwując siebie w miare dokładnie przez ten czas moge śmiało (i z ogromnym bólem) stwierdzić, że moje ciało odczuwa każde najmniejsze wahania wagi i oburzenie sygnalizuje nowymi rozstępami. Nie chcę nawet liczyc ilu sie ich dorobiłam przez ostatnie 3 miesiące. W szczególności wyc mi sie chce jak widze swoje ręce...o ile brzuch czy uda to rzecz którą z łatwościa idzie ukryć nawet w trakcie upałów to nachodzący okres "krótkorękawkowy" przyprawia mnie o dreszcze. Wniosek: jesli dobrnę do celu (który nie jest jeszcze sprecyzowany, jak pisałam na początku starego wątku zawsze byłam grubasem więc nie moge powiedzieć jaki jest mój cel, bo za cholerę nie wiem jak będzie zmieniac sie moje ciało) i pozwola na fundusze na 100% zdecyduję sie na laser. Choć wiem, że nie da to 100% efektów to na chwile obecna to najskuteczniejsza metoda o jakiej słyszałam.

Myślałam też dziś spsoro o motywacji. Nie ukrywam, że bodźcem była dzisiejsza babska wizyta w barze. Była kumpela o której wspominałam już kiedyś...schudła szybko, na głupich dietach i utrzymuje wage już kilka lat, ale jej przemiana materii jest delikatnie mówiąc rozpierd*lona (przepraszam, inne słowo tu nie pasuje). Wiem, że nie jestem w stanie tyle poświęcić. Poza tym szczerze spojrzałam na siebie i...lubie swoje ciało. Potrafie bez obrzydzenia stanąć nago przed lustrem i nie uważam sie za brzydką (kwestie roztepów na razie pomijam). Moją jedyną zmora jest brzuch i jego kształt (uwierzcie...widziałam niejeden wielki brzuch, wieksze od mojego i ich kształt był o niebo lepszy, to już nawet nie kwestia wielkości). wiem jednak na 100%, że mój cel to normalne, ZDROWE BMI. Wprawdzie nie wiem co bedzie za X czasu, ale na tyle ile znam siebie cele rzędu 60kg czy mniej nie beda mi potrzebne

Walke na nowym topcu zaczynam też z powodu sprzyjających okoliczności. Nie jade na święta, więc bede miała kilka dni na przyzwyczajenie sie do diety bez pokus jakimi sa pyszności mamy. Lodówka pełna zapasów, więc wymówek typu "nie było nic niskokalorycznego czym bym sie najadła" nie wchodzą w rachubę. Poza tym na starym tylko obraz nędzy i rozpaczy mojej słabej silnej woli.

Są tez oczywiście nowe założenia, a co!
> dieta 1500kcal
> na start 100 półbrzuszków dziennie + 50 w każdym kolejnym tygodniu (zakończneie dodawania ustali się w praniu)
> w miarę chęci i możliwości ruch, nie tylko typowo ćwiczeniowy ale jakikolwiek
> raz w tygodniu przyzwolenie na jadłospis do 2000kcal
> planowanie diety na 1200kcal, by było smacznie i zdrowo + 300kcal na smaki, które przyłażą w ciągu dnia
>balsamy etc, czas w końcu być systematycznym.


Gdzies tu wyczytałam, że sa osoby, które śmieszą wypowiedzi typu "gdyby nie to forum to nigdy bym nie schudła". Ok...nikt za nikogo nie schudł, ale świadomośc, że są osoby, które trzymaja za nas kciuki i są towarzyszami niedoli na pewno w jakis sposób pomaga...z pewnościa nie jest odpowiedzialna w pełni za sukces, ale na pewno jakaś jego składową...nie ma co tego negować. Może to dziwne, ale w czasach gdy bycie na diecie jest takie trendy i w ogóle...nie, nie potrafię mówić o diecie. O mojej diecie. Głupie, bezsensowne? Pewnie tak...ale moimi wzlotami i upadkami dzielę się tak naprawdę tylko z Wami, więc pomimo mojej okropnej frekwencji w ostatnim czasie wiedzcie, żescie moją jedyną podpora w tej walce ale zabrzmiało wzniośle

Postaram sie tez wyszarpywac wiecej czasu dla Was