-
Once again, czyli znowu brnę do celu...
Witajcie
Tak, to ja - stara wyjadaczka. Wracam na forum w zupełnie innym momencie życia niż te kilka lat temu. Ale od początku. Zawsze byłam większa niż reszta ludzi w moim otoczeniu. Było mi z tym źle - zakompleksiona nastolatka, chciała coś zrobić,ale nie wiedziała jak, wolała podglądać sukcesy innych i zawsze zostawiała pracę nad sobą na "później". Na studiach wzięłam się za siebie. Obiecałam sobie, że raz zobaczone na wadze 3 cyferki nigdy więcej się nie pojawią. Z pomocą wspaniałych dziewczyn z forum udało mi się dobić do 75 kg i czułam się wspaniale, potrafiłam nawet wyglądać seksownie. Chciałam dalej nad sobą pracować, ale pojawiła się miłość, nieregularny tryb życia i wróciłam do 86, których pilnowałam. Niestety dla mojej masy zaszłam w ciąże i przybyło 15kg, po których była druga i kolejne 10 nadbagażu. Ani po jednej ani po drugiej ciąży nie zgubiłam nawet grama. Dzieciaki podrosły, a ja nadal ważę tyle co w dniu porodu. I właśnie teraz nadszedł czas kiedy mówię: dość! W przyszłym roku będę szukać pracy i z moją obecną samooceną będzie to trudne. Nawet nie wspominam o jakimkolwiek wysiłku fizycznym, bo przy najmniejszej aktywności pocę się jak świnka. Doprowadziłam swój organizm na skraj i wiem, że albo go odciążę albo on wysiądzie. Mam problemy z metabolizmem, stawy mi trzeszczą, dużo podstawowych rzeczy sprawia mi ból. Nie ćwiczyłam mięśni brzucha od 3 lat i one dosłownie zniknęły. Po ośmiu minutach ćwiczeń czuję zakwasy już drugi dzień :(
Jaki plan? Na początek ograniczać porcje i nie podjadać. Gorzej z ruchem - dawniejsze podstawowe ćwiczenia powodują ból. Nie chcę rozwalić sobie stawów, więc pomalutku. Siłownia czy zajęcia odpadają, bo zawsze jestem z córcią - muszę to jakoś poukładać.
Miło by było gdyby ktoś mnie wspierał, a jeśli forum na dobre umarło to postaram się tu spowiadać sama przed sobą.
Trzymajcie kciuki i zaczynamy - start waga 111 kg. Oby nigdy więcej! Na początek cel: zejść do dwóch cyferek. 3 grudnia będzie rocznica poznania męża, więc to byłby dobry moment na osiągnięcie pierwszego celu.
Pozdrowienia zostawiam dla każdego kto zajrzy :*
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Niesamowite, że w dobie internetu na forum, na którym kilka lat temu człowiek nie nadążył z czytaniem codziennych wpisów teraz panuje taka cisza. Ale cóż - ja i tak działam. W najbliższym czasie spodziewam się @, więc jestem bez energii i ciągle głodna, ale staram się nie szaleć. Przystopowałam z ćwiczeniami, bo coś się podziębiłam i nie chcę się przeforsować.
Dziś wreszcie poprawiła się pogoda, więc jakoś tak pozytywniej się zrobiło :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Masakra. Nie wiem gdzie szukać wsparcia. Tutaj zawsze można było się wygadać i był jakiś zwrot, a teraz cisza. Czy już nikomu nie potrzeba anonimowości i wszyscy się przerzucili na facebooka czy instagrama? Pokłóciłam się z mężem i chce mi się wyć. Nie mam do kogo się zwrócić. Przyjaciółka mieszka 300 kilometrów dalej, a tutaj nikogo nie znam. Jestem introwertyczką i nie wiem jak się zawiera znajomości. Potrzebuję wymieniać z kimś myśli, bo mam wrażenie, że niedługo całkowicie się w sobie zamknę. Cały dzień mogę tylko odezwać się do dzieci i zwyczajnie mi smutno. To etap bezradności. Nie widzę pozytywnych wydarzeń na horyzoncie, wszystko jest dla mnie mdłe i nijakie.
Ćwiczyć mi się nie chce, bo i po co? W domu mają to w d., mi wszystko jedno, a tutaj też nikt nie ochrzani. Gdzie szukać mobilizacji? Owszem, gdzieś głęboko w sobie ją mam, ale nie da się zawsze być w pozytywnym nastroju. Zwłaszcza na diecie ;)
Do kitu.
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Nie przejmuj się, ja dziś chwaląc się mężowi, że przechodzę na dietę usłyszałam tylko "znowu?" i parsknięcie śmiechem. Moja mobilizacja jest bliska zeru, ale kiedyś wreszcie trzeba zacząć i ruszyć dupę :D Jeśli chcesz, to będę tu codziennie zaglądać :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Witaj vienetto :) Jak miło kogoś tu widzieć. O to właśnie chodzi, że przy dużych gabarytach po prostu trzeba. Już nie dla samej sylwetki, ale zwyczajnie dla zdrowia.. A im dłużej odkładamy czy zwlekamy to tylko z niekorzyścią dla nas samych.
Jaki masz pomysł na siebie? Widzę, że cel, by zobaczyć dwie cyferki też Cię motywuje.
Pozdrowienia zostawiam
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
A u dalej cisza... :(
Z mojej strony też cisza, bo dieta i ćwiczenia poszły w diabły. Syn już drugi tydzień mi choruje i siedzimy w domu. Pochodził dwa tygodnie do przedszkola i się skończyła wolność matki ;) Niestety dzieciaki mam na tyle małe, że nie zajmą się sobą, żebym ja mogła poćwiczyć bez przerywania. A jaki sens podnosić tętno jeśli za chwilę znowu się uspokoi.
Pogoda też niestety nie zachęca do niczego poza jedzeniem. Aż muszę przyznać, że boję się tej zimy. Zazwyczaj nie odczuwałam tak zmiany pory roku przez pryzmat jedzenia, a teraz mnie to martwi.
Na wagę nie wchodzę, bo nie ma sensu. Czuję się wielka jak nigdy.
Ale się nie poddaję. Nie ma zwycięstwa bez porażek.
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Hej, pokibicuję Ci i czasami się odezwę żeby nie było tu tak cicho. Ja tez znowu zaczynam ;)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Hej XkagaX, ja tez znowu zaczynam. Mam podobne problemy do Ciebie. Wczoraj bylam na zakupach i przezylam szok w sklepie. OD marca probuje wrocic do formy ale mialam drobne problemy zdrowotne. A teraz to moja motywacja spadla i wynikiem tego sa dodatkowe kg. Musze porzadnie wziac sie za siebie. Mozemy razem sobie pokibicowac. Ja zaczynam od rzucenia slodyczy i regularnego picia wody a takze chcodzenia na dlugie spacery. Uwazam, z lepsze sa male kroki ale czeste :). Pozdrawiam
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
witajcie :) Jak miło tu kogoś widzieć. Chociaż jedna pozytywna wiadomość od dłuższego czasu. Madam nawet kojarzę twój nick z poprzednich lat ;) Powodzenia, podobno najtrudniejszy bywa ten pierwszy krok ;) Karolciu cześć imienniczko ;) Masz rację - małe kroki czynią cuda :) Serdecznie trzymam kciuki :D A u mnie niestety słaaaaaabo. Diety nie ma, ćwiczeń brak - są chore dzieciaki i problemy małżeńskie. Nie mogę spać, nie mogę jeść - i wcale nie jestem zakochana tylko zdruzgotana. Tak fatalnie jeszcze się nie czułam. Boli mnie w klatce i podejrzewam, że to wcale nie jest ponowny zator. Ale kogo to obchodzi? Na pewno nie tego, który miał być moim największym oparciem, a jak na razie powoduje tylko zwątpienie w sensowność relacji międzyludzkich. Dobra, idę, bo nie chcę tu wywlekać wszystkich problemów, a to pewnie ich dopiero początek...
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Witaj, ja także znowu wzięłam się za siebie i trzymam się od pół roku. Życzę Ci powodzenia i wytrwałości.
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Brawo! Gratuluję już osiągniętego sukcesu! Podasz swój przepis na sukces?
Jej, dziś natknęłam się na stare zdjęcia z wagą 75-80 kg. Matko, jak ja dobrze wtedy wyglądałam. A niby i tak 20 kg za dużo, ale było bosko! I wtedy się człowiek wagą martwił, a co dopiero teraz... No nic, trzeba wracać na dobre tory :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Cytat:
Zamieszczone przez
XkagaX
Brawo! Gratuluję już osiągniętego sukcesu! Podasz swój przepis na sukces?
Jej, dziś natknęłam się na stare zdjęcia z wagą 75-80 kg. Matko, jak ja dobrze wtedy wyglądałam. A niby i tak 20 kg za dużo, ale było bosko! I wtedy się człowiek wagą martwił, a co dopiero teraz... No nic, trzeba wracać na dobre tory :)
Zagladne i pokibicuje :) widze, że bardzo tego chcesz a dobre słowo moze sprawic wiele :).
Ja kiedys tez juz konczylam z 3 cyferkami i tez tutaj udalo mi sie duzo zdzialac. Pozniej weszlo mi w nałóg trenowanie co robie do dzis :) A zaczynalam od prostych cwiczen na macie bez skakania aby najpierw wzmocnić mięśnie i pomalu gubić wagę. Dopiero po zrzuceniu wagi do ok 78 kg zaczelam intensywniej ćwiczyć.
A co do pocenia....jestem o wiele szczuplejsza, bardziej wytrzymala i wytreniwana a zostawiam na treningu kałuże potu. I szczerze mam to gdzies ;)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Cześć gaju :) Masz rację - dobre słowa mają moc sprawczą ;p Pamiętam moje treningi z tamtego czasu - dziś niestety niewykonalne. Wiesz kałuże potu na treningu to norma bez względu na wagę. Gorzej jak się z ciebie leje po głupim przejściu do sklepu - wtedy zaczyna to być uciążliwe :( Ale w końcu sama sobie na to zapracowałam - pora to zmienić.
Brakuje mi czasu ostatnio - pewne jak każdej mamie maluchów, ale próbuję to jakoś wszystko zorganizować. Działam pomalutku na razie, ale przynajmniej nie osiadam na laurach.
Pozdrowienia dla wszystkich :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
A pamietam te czasy kiedy dojscie na 2 pietro powodowało palpitacje serca, 2 km spaceru to jakbym pol Polski przeszla a latem? To juz gehenna, non stop spocona, zmęczona i poobcierana :/.
Trzymam za Ciebie mocno kciuki. Będę zaglądać i motywować. Jako mama trojki dzieci wiem, że z czasem krucho ale sie nie dawaj zlym myślom. Dasz radę.
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Tak i do tego jeszcze ciągła wymiana poprzecieranych spodni. Zbankrutować można, niestety.
Próbuję to jakoś wszystko poukładać - i moje myśli względem męża i dzieci, i moje poczynania wagowe. Niestety psychika mi trochę siada ze względu na duże ilości negatywnych emocji. Ale wiem, że to w końcu minie - muszę tylko przetrwać ten gorszy okres i nie wyrządzić szkód ;)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Cześć XkagaX jestem nowa i w sumie nie wiem od czego zacząć. W odchudzaniu próbowałam już wszystkiego i ciągle jest porażka. W tym roku udało mi się schudnąć 7 kg, ale jeden poważny stres przyczynił się do powrotu do złych nawyków i zajadania stresu słodyczami i kg wróciły. Marzę aby te 24 kg zrzucić z siebie, zmieścić się w ubrania, które się kurzą w szafie, a najbardziej marzę o tym aby mój mąż mnie kochał jak dawniej, a nie ciągle wytykał, że tylko jem i niedługo się w drzwi nie zmieszczę. Może razem nam się uda?
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Ryjku znam to skądś bardzo dobrze, niestety. Zajadanie stresu i problemów to mój największy mechanizm obronny wypracowany już za dzieciaka. A i nieprzychylne uwagi męża też znam. Mój twierdzi, że to dla mojego dobra i że próbuje mnie zmotywować, a ja mam ochotę mu się wydrzeć w twarz. Z wielką przyjemnością będę Ci kibicować. Jaki masz plan?
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Hej,XkagaX jak tam się czujesz?Ja zaczynam od tego tygodnia a przynajmniej mam taką nadzieję.Możemy się razem wspierać.Ja najpierw zacznę od diety ponieważ w moim przypadku odłożenie słodyczy nic nie daje.Ja tak naprawdę nie jem słodyczy ,ale za to podjadam.To jest moja bolączka.Pamiętaj musisz się odchudzać tylko i wyłącznie dla siebie a nie dla kogoś innego ,bo inaczej ci nie wyjdzie.Mój mąż też niby mnie motywować a miałam ochotę ukręcić mu łepek,więc postanowiłam ,że zacznę wtedy kiedy ja będę tego chcieć a nie za jego namową.Zobaczymy ,czas pokaże.Pozdrawiam
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Cześć, dziękuję za odpowiedź. Muszę się komuś wyżalić bo boję się, że kolejna porażka może mnie dobić całkowicie. Miałam zacząć w weekend ale mój mąż niestety nadużywa alkoholu i w sobotę wieczorem zaczął znęcać się nad moim wyglądem, próbował siłą wciągnąć mnie na wagę twierdząc że już setki dobiłam i że on jest chudszy ode mnie, to był koszmar. Jak tylko usnął ja rzuciłam się na jedzenie wszystkiego co miałam w domu dostępne (lody, ciastka, paluszki itp. itd.). Poszłam spać z wielkim brzuchem i wielkim poczuciem wstydu i wyrzutów sumienia. W niedzielę w ogóle z mężem nie rozmawiałam, on myśli, że znęcając się nade mną mnie motywuje. Ja nie chcę odchudzać się dla niego, chcę zrobić to dla siebie żeby mieć więcej siły psychicznej do pokonania innych problemów. Jestem zmęczona psychicznie i to jest najgorsze.
Plan jest taki: mam rozpisaną dietę od dietetyka na dwa tygodnie, wiem że w dzień dam radę się trzymać planu, najgorzej będzie jak ja jeszcze coś robię a wszyscy już pójdą spać, wtedy najbardziej korci żeby po kryjomu coś zjeść. Druga rzecz to od dziś chcę zacząć ćwiczyć w domu: mam płytę z ćwiczeniami ewentualnie znajdę coś na youtube. Jak dam radę to za tydzień wybiorę się na spinning. Co o tym myślisz XkagaX?
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Ryjek czytam i nie wierzę. Przeciez taki mechanizm dzialania wpedza cie w spirale zajadania stresu. Wiem bo zylam z ojcem alkoholikiem pod jednym dachem i dzięki temu bylam zawsze dzieckiem otylym :/. Nigdy tak cie nie zmotywuje a wrecz kazde wywalanie swoich zali na ciebie bedzie tym co cie popchnie do zawalenia diety.
Musisz w głowie wizualizowac sobie cel, wierzyc w to ze pod ta wierzchnia warstwa jest ukryta piekna kobieta, kobieta, ktora zasluguje na szacunek, na miłość, na zdrowie.
Czeka cie walka z sama soba jak i rowniez z mezem i postawieniem muru na jego docinki. Mam nadzieje ze wytrwasz bo moze byc tak, ze gdy zobaczy twa zmiane zacznie w inna strone dokuczac albo cie demotywiwac. To taki mechanizm obronny.
Ja z kolei wierze, że masz w sobie te siłę. A uwierz nagroda bedzie piękna.
Mi sie udalo zostawic 40 kg za sobą.
Pozdrawiam
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Gaja81 dziękuję i gratuluję sukcesu. Właśnie najgorsze jest to, że potrzebuje dużo siły i wytrwałości, której w tej chwili mi brakuje. Kiedyś byłam zupełnie inną osobą, silną, pełną życia, mogłam skakać codziennie, a teraz tak jakby to wszystko ze mnie uleciało. Mój syn musi mieć silną i zdrową mamę, a nie osobę, która nie ma na nic siły. Wiem, że to wszystko siedzi w mojej głowie i tylko ode mnie wszystko zależy, ale co zrobić aby mieć siłę walczyć z tym cholernym zajadaniem stresu. Mam wrażenie, że ja celowo nie idę spać i czekam aż wszyscy usną żeby jeść, muszę wtedy zająć się czymś...Dlaczego to jest takie trudne.Napiszę jutro czy ćwiczyłam i czy dałam radę nic nie zjeść wieczorem. trzymaj kciuki. Pozdrawiam
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Jej, jak miło widzieć, że rośnie nam grupka wsparcia :) Buziaki dla wszystkich na początek :)
Agnes a na jaką dietę się zdecydowałaś? Podjadanie może być bolączką, ale najważniejsze to sobie uświadomić, że się to robi. A później trzymać ręce na pulsie i blokować łapki jak po coś sięgają.
Ryjku jesteś tu, więc już zaczęłaś, a nie "miałaś zacząć". Trudno, popłynęłaś wieczorem, ale trzeba się przemóc i wyzbyć tych zachować. Wiesz, z przykrością się czyta twoje posty, bo widzę w nich rezygnację, stany depresyjne. Wybacz, że piszę tak bez ogródek, ale widzę w tobie dużo moich "problemów" i mam jeszcze większą ochotę, by cię motywować. Tak jak pisze Gaja, musisz postawić mur względem męża - niestety, jakkolwiek brutalnie to brzmi, bo przecież to on jest tą najważniejszą dla ciebie osobą, ale to on wpędza cię w spiralę kompulsywnych zachowań. Takie napady to tzw. kompulsy i to jest jedzenie emocjonalne. Im szybciej dojdziesz do ładu ze swoją psychiką, tym szybciej będziesz w stanie sobie pomóc. Bo tylko ty możesz to zrobić. Też miewam dni, że chcę się najeść, lepiej się poczuć i zrobić na złość mężowi, ale w dłuższym rozliczeniu wiem, że to sobie robię krzywdę i siebie samą zawodzę. Chcesz zmienić się dla siebie i chcesz być "fajną" mamą dla swojego syna - też mam gdzieś z tyłu myśli czasami, że moje dzieciaki pójdą do szkoły i będą im dokuczać, bo mają matkę wieloryba. W dzisiejszych czasach dzieciaki są okrutne. Niby mam parę lat, ale to szybko zleci. A jeśli nie zrobię ze sobą nic to te lata miną w stagnacji i w końcu nadejdzie ten dzień i uderzy mnie w twarz. Dlatego CHCĘ nad sobą pracować. Nie chce za parę lat przechodzić operacji na kręgosłup, bo mi otyłość niszczy życie.
Wobec tego dziś ważenie. Rewelacji nie ma, ale przynajmniej nie przytyłam, a to już sukces. W wakacje schudłam 7 kg i zamiast to utrzymać i teraz walczyć dalej to muszę się od nowa męczyć. Ale póki walczę jest szansa, że osiągnę sukces. Dlatego życzę wszystkim dobrego dnia i chociaż jednej wygranej bitewki :D
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Cytat:
Zamieszczone przez
XkagaX
Jej, jak miło widzieć, że rośnie nam grupka wsparcia :)
Nom. Stare czasy sie odzywają kiedy ktos tu jeszcze pisał.
Fajnie dziewczyny, że chcecie dzialac. Ja zawsze mocno trzymam kciuki za osoby z nadwaga bo to dla nich o wiele trudniejsze aby dojsc do fajnej sylwetki niz osobom co maja kilka kg pseudo nadwagi.
Obserwuje wiele kobiet, z którymi na codzień pracuje na zajeciach i uwierzcie, że potrzeba naprawdę dużego samozaparcia aby osiągnąć sukces. Skoro tak wiele kobiet bez nadwagi potrafi odpuszczac z powodu lenistwa to co dopiero kobiety puszyste.
Tutaj zaczyna sie walka ze swoją głową, cały czas trzeba jej powtarzac że dam rade, że wytrwam, nie będę słuchać jej narzekań i naklaniania do zlego tylko sama jej wmowie co ma robic.
Ryjku pamiętaj, nie daj się zgnebic, nie daj sobie wmowic ze jestes mniej wartościowa bo tak nie jest.
Tak sobie czasami mysle, że facet jest płytki. Sam uwaza sie za Adonisa -co zazwyczaj jest dalekie od prawdy-ale wytrzasa sie na kobiecie. Az sie ma ochote powiedziec wez się w garsc czlowieku i zajmij sie swoja dupa daleka od idealu.
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Cytat:
Zamieszczone przez
gaja81
Tutaj zaczyna sie walka ze swoją głową
Dokładnie tak! I to nie na chwilę tylko nieustannie. Ja zawsze mówię trochę półserio, że uzależniony przynajmniej może całkowicie zrezygnować ze swojego nałogu, a jeść trzeba. No i do tego każdy dookoła wcina, a i często chwali się co dobrego mu wpadło, więc tym bardziej osoby odchudzające się mają trudniej. Ale wszystkie przeszkody można przezwyciężyć :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Hej, bardzo się cieszę, że się zdecydowałam poszukać pomocy w grupie. Dzięki Waszym dobrym słowom udało mi się wczoraj nie jeść nic wieczorem, tylko to co było w diecie (5 posiłków), a także udało mi się ćwiczyć, chociaż to nie było łatwe. Zdałam sobie sprawę, że mam zdecydowanie za mało mięśni i nie wszystko byłam w stanie zrobić, ale wiem, że jak będę robić to systematycznie to z każdym dniem będzie lepiej. Wczoraj byłam strasznie zdołowana i zrezygnowana, ale wieczorem myślałam tylko o tym, że muszę dać radę, aby dzisiaj móc Wam napisać, że dałam i nie jadłam. Dziękuję i Miłego popołudnia dla Was.
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Ryjek brawo. Pamietaj wszystko potrzebuje czasu. Efekty zobaczysz ale musisz wytrwac. Co do miesni ja po piereszym latwym treningu na brzuch trwajacym 10 minut mialam takie zakwasy ze kichac nie moglam. Takze spokojnie wszystko wyceiczysz. Nawet te 10 minut na poczatek to jest bardzo dobry wynik.
XkagaX dokładnie jeść musisz i najgorsza opcja kiedy ty sie ograniczasz a reszta je jak dawniej. Dlatego ja mam maly patent....zjadam szybciej od reszty i dopiero przygotowuje dla nich posilek kiedy jestem syta, wtedy nie ciagnie mnie do innego zarcia ;)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Brawo Ryjku :D Świetnie! Oby tak dalej! A za ćwiczenia aplauz :)
Gaju fajny patent, muszę spróbować :)
Dobrego dnia dziewczyny :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
XkagaX Hej, ja jestem na Dukanie.Kiedyś już na niej byłam i byłam zadowolona z efektów.U mnie jest ten problem , że ja muszę czuć bata nad sobą bo samo liczenie kalorii czy odstawianie cukrów to nic nie daje.
Widzę po paseczku , że kjuż 2 kg mniej super.Trzymam kciuki.
Ryjek35 dasz radę jak nie my to zrobimy to nikt.Wszystko w swoim czasie.Po mału mału aż dotrwasz do końca całego treningu.Trzymaj się :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Hop hop czy jest tu kto?
Kazda z koncem tygodnia zamilkla a tu trzeba działać kobiety
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Jestem, jestem ;) Tylko nie wiedzieć kiedy tydzień zleciał ;) A wczorajszy poniedziałek to już w ogóle - jakby dzień miał 3 godziny. Jej, jak się ostatnio nie wysypiam to głowa mała. Wcale nie śpię jakoś krótko, a wstaję strasznie nie wyspana. Witaminę d3 biorę, bo kiedyś miałam duże niedobory, ale jakoś to nie zmienia mojego poczucia.
W weekend przyznaję trochę popłynęłam - u mnie zawsze niedziele są najgorsze pod względem pokus. Ale nadrobię, na pewno.
A jak u was? Ryjku, Agnes, gaju opowiadajcie :)
Dobrego dnia :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
U mnie zazwyczaj w porzadeczku. W sobote i niedziele bylismy nad morzem wiec tez kolacja w sushi barze plus winko i deser a rano sniadanie i szwedzki stół ale przed sniadankiem pyklam sobie 10 km wzdluz morza wiec wiekszych wyrzutow nie mialam xD.
Waga jakos nie ucierpiala a wrwcz minimalnie tylko poszla w górę.
A od poniedzialku z nowym tygodniem znów w miarę się trzymam.
Co do wywypiania się ja tez wstaje przydzumiona ale to zapewne zasluga tego, że po prostu jest juz ciemno
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Nad morzem też tak zimno? Kurczę, mnie przy 10 to by płuca eksplodowały ;p Ale masz rację - winy odkupione :)
Już się nie mogę doczekać weekendu - wyjeżdżamy do Zakopca i tam zamierzam wprowadzić większy rygor dietetyczny. Ale przez miesiąc nie będę mieć wagi, więc coś za coś ;)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Jak tam dziewczynki? My już w górach, ale na razie jedzeniem nas rozpieszczają zamiast odchudzać. Ale jak się zaaklimatyzuje w tym tygodniu to zrobię sobie mały detoks żeby uspokoić wyrzuty sumienia ;)
Pozdrowienia zostawiam :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
CZeść dziewczyny,
po raz kolejny wracam na to forum szukając wsparcia i wzajemnej motywacji :)
Po dwóch ciążach i kompletnego braku czasu na siebie wreszcie nadeszła chwila, kiedy mówię DOŚĆ. I mam nadzieję, że znajdę w sobie tyle samozaparcia, żeby tym razem się udało ;)
Moje założenia na początek:
* jeść REGULARNIE 4 posiłki dziennie,
* w miarę możliwość ograniczyć słodycze do minimum,
* jeść pełnowartościowe posiłki,
* 3x tygodniu poćwiczyć, tyle ile się da przy dwóch maluszkach ;),
* 1x w tygodniu coś dla siebie (maseczki, medytacja, zakupy, spacer, to na co mam ochotę).
i to chyba na tyle. Z doświadczenia wiem, że jak stawiam sobie zbyt ambitne cele, to po pewnym czasie jestem już zmęczona i odpuszczam.
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Witaj.
Katty malymi krokami do celu. Nie da się osiągnąć nic na już:). Najlepsze jest to, że gdy powoli zaczniesz widziec efekt to pozniej nienchce sie wracac do wagi sprzed.
Ja osobiście się wciagnelam w aktywnosc fizyczną i czerpię mega frajde z treningów:).
XkagaX no trzymam kciuki za dietke. Daj znać jak kolejne dni ci tam mijają. A to pojechałaś wypoczywać? Czy w jakims konkretnym celu?
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Gaja, wiem. Najgorzej do pierwszych widocznych efektow :) Poki co motywacja duza, z czasem na szykowanie posilkow i cwiczenia troche gorzej. Poki co z miska jakoś sobie radze z cwiczeniami troche gorzej. Mam 2 (10 miesiecznego i 2 latka i 1o miesiecy) urwisów i wzieli sobie za punkt honoru, zeby zajac mi dzien na maxa ;) wczoraj udalo mi sie 2 minuty krecic hula hop, dzisiaj mam nadzieje, że tez cos sie uda :)
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Cześć Dziewczyny. Trochę mnie nie było. Synek mi się rozchorował i zostałam uziemiona w domu, a do tego jeszcze mega sprzątanie po robotnikach, którzy ocieplali nam dom. Więc wyglądało to tak, że przez półtora tygodnia zajęta byłam dzieckiem i sprzątaniem, ale okna już umyte, także jeden plus do świąt. Co do diety staram się bardzo i trzy posiłki jem zgodne z planem, natomiast te wieczory jeszcze mnie dołują, bo wystarczy niewielki stres i zamiast kolacji jest pół czekolady. Oczywiście weekendy też są jeszcze porażką, bo jak mąż się upija alkoholem i idzie spać, to mój mózg tłumaczy sobie, że skoro on pije to ja mogę zjeść czekoladę itp. Próbuję bardzo ale jeszcze sobie z tym nie radzę, rozumiem że robię źle ale to jest silniejsze ode mnie, albo tak mi się tylko wydaję. Ostatnio szef w pracy powiedział do innych pracowników, ze jestem puszysta. Nie zależy mi na jego zdaniu, ale gdy wróciłam do domu, zamiast zrobić podwieczorek zgodny z dietą, ja otworzyłam największą czekoladę i zjadłam dwa paski. To nie jest normalne. Jak mam przestać to robić? Pomocy
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Ryjku moja córka ma podobnie. Jest przy kości i w szkole wrecz na mnie zrzucaja winę za jej wyglad i to ze jej dokuczaja a ona biedna bierze do siebie i zajada stresy. I wiem, że ogrom pracy musze włożyć aby podnieść jej samoocenę. Niestety nie mam pomocy w szkole tylko wieczne problemy.
Taki jest mechanizm, że dostajesz kopa w dupsko głupim słowem i załącza się mechanizm - na co się starać, przecież i tak nic ze mnie nie będzie.
A tak nie jest.
Wiem, że tak jak ja będę walczyc o córkę tak samo ty potrzebujesz wsparcia mentalnego.
Nie poddawaj się i nie patrz na męża bo on jest słaby z tym swoim alkoholem
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Gaju najbardziej nie mogę znieść tego, że tak szybko się poddaję, wiem co powinnam robić, co jeść i jak ćwiczyć, a wystarczy jedno załamanie i wszystko szlag trafia. To przykre, że w szkole u Twojej córki zamiast pomagać obwiniają Ciebie. Ludzie są podli, a nauczyciele zamiast pomagać, krytykują. Też się boję, że jak nie schudnę to syn się będzie mnie wstydził i nie mogę do tego dopuścić.
Wszystkie trenerki instagramowe podkreślają, że trzeba jeść pięć posiłków dziennie i regularnie ćwiczyć i wszystko się uda tak. A ja się zastanawiam czy nie wystarczyłoby po prostu bycie szczęśliwym,że gdybym była szczęśliwa to nie musiałabym przez stres zjadać tej czekolady, że gdybym była szczęśliwa to chciałoby mi się robić wszystko czyli ćwiczyć, bawić się z synem, a nie ciągle zamartwiać, że nigdy nie schudnę i siedzieć jak ten troll bez sensu. Kolejny tydzień zmarnowałam na siedzeniu, gdyż dopadła mnie grypa. Jeden plus tej choroby to to że nie za dużo jadłam, jedynie jakieś lekkie zupy, bo gardło bolało i nie miałam zbytnio apetytu. Mam nadzieję, że w poniedziałek już w pełni sprawna dam radę zacząć dom ogarniać na święta i trzymać dietę i ćwiczenia. Nie poddam się tak łatwo, mimo ciągłej krytyki i innych problemów. Pozdrawiam serdecznie i Miłego weekendu.
-
Odp: Once again, czyli znowu brnę do celu...
Witam. Bardzo tu cichutko ale to nie szkodzi. Ptrzebuje wsparcia do walki z kilogramami. Okres przedswiateczny nie jest moze najlepszym okresem na start ale co tam sprobuje. Mam dosc ogladania swojej szafy gdy w sumie nic nie pasuje. Chce znowu dobrze wygladac i dobrze sie czuc. Mam 46 lat i wiem, ze nie jest latwo zrzucic to czym sie obroslo. Na poczatek dieta MZ i cwiczenia. No i oczywiscie samodyscyplina by tylko tym razem wytrwac..