Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
jekaterina, powodzenia <3 Dieta, aby była skuteczna na długo, nie może być męcząca. Musi być przyjemna. Ja odchudzam się już 20 lat... Zaczęłam w wieku 14, teraz mam 33. Zawsze dieta była dla mnie chodzeniem głodną, źle zbilansowanymi posiłkami, generalnie katowaniem się. I jak waga przestawała regularnie spadać to ja traciłam motywację i chciałam wreszcie żyć normalnie. W zeszłym roku psychodietetyk powiedział mi, żebym poszukała dla siebie sposobu, który stanie się stylem życia a nie katorgą. Wtedy jeszcze nie byłam gotowa. Od miesiąca schudłam 8kg. Nie licząc kalorii, będąc najedzoną, prawie codziennie jedząc coś słodkiego, dzięki czemu nie mam ciągoty na słodycze. Czuję, że to to. Oczywiście czy to będzie sukces zobaczę za rok, może dwa. Przede mną co najmniej 30-40kg, ale przynajmniej tym razem się nie męczę.
Może Ty też spróbuj znaleźć dla siebie sposób, który stanie się Twoim stylem, a nie dietą?
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Powodzenia życzę, ja też od nowa jestem na diecie. Było kilka załamań emocjonalnych i wtedy waga skacze, bo kalorie same wskakują do buzi.
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Budowa świadomości na temat przyczyny niepowodzeń i nieoszukiwanie siebie samej to solidne podstawy do osiągnięcia sukcesu. U mnie nie jest idealnie. Też już nie liczę i nie prowadzę katorżniczego życia. Częściej korzystam z ofert internetowych. Rzadziej podjadam. Staram się i powoli idę do przodu.
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Miło powitać kolejną nową osóbkę :) Pozdrawiam i życzę wytrwałości w osiąganiu celu :)
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
O rany Jeni16 jak miło widzieć że tak Ci ładnie waga spada. Jest to mega motywujące :)
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
widzę, że póki co to jestem zdecydowanie największa gabarytowo, mam co robić ....
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Witajcie Dziewczyny,
Nie było mnie tu sto lat i jak nietrudno się domyślić - popłynęłam... Ja już nie wiem jak szukać w sobie motywacji. Kiedyś mimo upadków zawsze ją w sobie znajdowałam, a teraz nie potrafię :( Wystarcza mi na dwa-trzy dni, góra tydzień i to bez weekendu...
Wróciłam właśnie z urlopu, weszłam na wagę i się załamałam. 97kg. Tyle ważyłam w 9 miesiącu ciąży...
Byłam nawet u psychologa. Ewidentnie nie radzę sobie z emocjami, często je zajadam po prostu. Mam też strasznie niskie poczucie własnej wartości i jeszcze kilka innych problemów, o których może nie teraz. W każdym razie postanowiłam spróbować poukładać sobie w głowie różne sprawy i może to mnie jakoś wzmocni. I tam usłyszałam jedną bardzo prostą i oczywistą, a jednocześnie ważną rzecz. Że najlepiej próbować małymi kroczkami. Stopniowo. Coś, co od jakiegoś czasu powtarza mi mój Mąż. Żeby zacząć od czegoś małego. I stopniowo dodawać kolejne małe działania. A nie tak jak ja - obmyślam plan długofalowy, opracowuję strategię, rozpisuję sobie (w głowie lub na papierze) i przystępuję do działania. Na każdy dzień mam szczegółowe zadania, na określone odcinki czasu mam określone cele. Zaczynam świetnie przygotowana i... po kilku dniach, po pierwszej wpadce poddaję się.
No więc teraz spróbuję podejść do sprawy zupełnei nie "po mojemu", ale może to właśnie będzie skuteczne, kto wie.
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
kazdy musi znalezc swoj sposob - ja robie jak ty, plan dlugofalowy. inaczej nie potrafie
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
kajka38, a udaje Ci się trzymać się planu??
Żarty się skończyły. Byłam we wtorek u mojej cudownej pani ginekolog. Kobieta, która dwa razy mnie operowała i prowadziła moją ciążę. Wróciłam do niej po dwóch latach nieobecności. Chodziłam do innych lekarzy w międzyczasie, a bo u niej opóźnienia, bo daleko, bo drogo. Ale wiecie co, nie warto było. U Niej jednak jest najlepiej. Ale to tak na marginesie. Natomiast poszłam do niej, bo zaczęło się dziać coś dziwnego ze mną i się przestraszyłam. A ona drugie pytanie jakie mi zadała: ile Pani przytyła?? (pierwsze było: jest Pani w ciąży? :D ) Opowiedziałam jej moja historię z ostatniego roku, o tej insulinooporności, diabetyku itd. No i usłyszałam swoje. Z taką wagą i z taką przypadłoscią to będzie cud jeśli zajdę w kolejną ciążę, a nawet jeśli, to będzie to ciąża wysokiego ryzyka z komplikacjami... Wylała mi wiadro lodowatej wody na głowę. Ja to niby wiedziałam. Niby tak. Ale jak to usłyszałam od niej, to jakoś tak zabrzmiało to realnie, groźnie i ostatecznie. Nie ma bata. Chcę drugie dziecko - muszę schudnąć i zbić insulinę. A nawet jeśli nie będzie drugiej ciąży, to musze się doprowadzić do porządku, żeby wychować to dziecko, które już mam <3 Także biorę się do roboty.
Odp: Trzeba się w końcu ogarnąć
Sobota. Tydzień za mną. W tym tygodniu wzięliśmy z mężem catering pudełkowy, żeby zaoszczędzić czas na zakupach i gotowaniu. Dla mnie zestaw 1800kcal. Nie chciałam brać mniej, bo po urlopowym obżarstwie byłby to dla mnie za duży przeskok. No i nawet nieźle się czułam na tym jedzeniu. Przede wszystkim mniej mięsa i wędlin, większe urozmaicenie. Niby smaczne te posiłki. Ale w piątek już mi rosło w ustach. W przyszłym tygodniu postaram się już przygotowywać samodzielnie jedzenie dla nas. Może nawet dla siebie zejdę do 1600kcal.
Z małych sukcesów odnotuję to, że oparłam się słodyczom w pracy, choć była okazja i na zakupach nie kupiłam nic słodkiego. Poza gorzką czekoladą 75%, ale to na "czarną godzinę" ;) Dziś zrobię ciasto marchewkowe, żeby było na jutro do kawy, dla syna na przekąskę i na podwieczorek.
Biorę od kilku dni metforminę i to skutecznie na razie powstrzymuje mnie od cukru. Pamiętam jak źle się czułam po metforminie i słodyczach, to był jakis koszmar.
Od wtorku codziennie rano ćwiczę przez chwilę dla rozruszania organizmu. Bez szału, żeby nie nabawić się zakwasów, nie przeciążyć stawów i nie zniechęcić się na starcie. Wchodzę po schodach, zamiast jeździć windą.
Jestem pełna optymizmu :)