Witam po szalenie długiej przerwie...

Od ostatniego zapisu na forum pamietników odchudzania, zaczynam nowy wątek, a właściwie kontynuację "Z pamiętnika Aynne".

Wiele zmieniło się od września, odkąd tu bywałam... Moja waga wzrosła, i teraz wynosi aż 83,5 kg!!! Istna tragedia Wzloty i upadki "wagi" na przemian stawały się już doprawdy męczące... I ten stan pewnie trwałby dalej gdyby nie to, ze staram się o dzidziusia. Niestety, to co wydaje się na pozór łatwe, takim nie zawsze jest. Okazało się, że mam problemy z zajsciem w ciażę - ale jak to ma się do mojej OTYŁOŚCI

Ano ma się i to bardzo. Zrobiłam badania ginekologiczne i hormonalne i dostałam wyrok na całe życie - PCO(s). Oto przyczyna moich problemów i w dużej mierze także nadmiernych kilogramów, oraz koszmarnych trudności w ich zredukowaniu i zachowaniu tego "umniejszonego" ich stanu.

Co to PCO(s)

To tzw "zespół policystycznych jajników", któremu towarzyszą przeróżne skutki uboczne: nadmierna waga, poblemy ze skóra i włosami, czasem nadmierne owłosienie (na szczęście choć z tym nie mam problemów ), bardzo poważne trudnosci z zajciem w ciążę, nieregularne miesiączki, itd...

Oczywiście wiaże się z tym długotrwałe leczenie. Mam jednak nadzieję że zaciążę! i nie bedę na to czekać w nieskończoność. Zalecenia pani ginekolog - zredukować wagę chociaż aby z 3 lub 4 kg - chociaz to bardzo trudne osobom z PCO(s).

Zatem wziełam się ponownie ostro za siebie... choć na razie bardzo powoli idzie... Na pierwszy plan odrzuciłam wszelkie słodkie...

Dlaczego pisze o PCO(s) - bo chociaz żadne z Was tego nie życze, to może któraś ma podobny problem, a niewiedząc, walczy się z wiatrakami. Teraz, kiedy wiem, to przynajmniej czynie kroki ku temu, by chociaz na jakiś czas przywrócić równowagę organizmowi za pomoca leków i zmniejszenia cyferek na wskaźniku wagi...

Lepiej być świadomą, niż bładzić po omacku. Tak też czynię, przyjdzie mi żyć do końca życia z ta choroba, ale przynajmniej rozumiem co się dzieje i wiem, że:

JEDYNĄ PEWNĄ W ŻYCIU RZECZĄ JEST... ZMIANA [/b]