Witajcie! Właśnie się zarejestrowałam i zaczynam walkę z własnymi słabościami. Kiedyś żaliłam się swojemu koledze, że przegrywam z każdą dietą, bo nie mam silnej woli. A on na to: - Ależ masz! Robi z Tobą co chce
Tym razem mam motywacje - za dwa miesiące zmieniam miejsce pracy...
Jestem jako kobieta strasznie próżna, lubię się podobać i lubię czuć się dobrze we własnej skórze. I nie lubię tych wałeczków na moim brzuchu i tych grubych ud, które pozbawiły mnie przyjemności noszenia krótkich sukienek, i tych grubych łydek, które sprawiają, że mam kłopoty z kupnem długich kozaków
Ale tym razem wygram. Będę zdrowsza, zgrabniejsza, piękniejsza i.... szczęśliwsza.
Trzymajcie kciuki

PS. I przyznam się publicznie do własnej głupoty: żeby schudnąć odstawiłam ethyrox (mam niedoczynność tarczycy) - działało. Waga spadała, ale rosła depresja. A przecież nie o to mi chodzi. Chcę wązyć 58 kg i mieć doskonały nastrój!!!