-
Cześć Gosiu!
Niesamowite jak bardzo podobne mamy wymiary! Ja tez zaczynalam od 85 kg i mam 162 cm wzrostu :)
I tez dwoje sie i troje a efekty są powolne.. Ale cóż takie podobno lepsze jak szybsze i z jo-jo ;)
Co do soków to polecam Ci wody smakowe Arctic Icy Fruit!! Dzis kupilam truskawkowa i oczom nie wierzę! Jest PRZEPYSZNA a ma 4 kcal w 100 ml!! :)
Zazdroszcze Ci orbitreka, zawsze mi sie marzylo takie urzadzenie :)
I nie poddawaj sie... Wiem, ze jest Ci Ciezko ( tez od ponad tygodnia nie jem slodyczy ;) ) ale grunt to wytrwac.. bo ja juz tez dluzej tak nie moge zyc :( Trzeba tylko powtarzac sobie za kazdym razem jak sie ma ochote cos wciagnac "POPROSTU NIE!!" ..
Jedz 5 posilkow dziennie jak pisza C i dziewczyny. Sniadanko, drugie sniadanko, obiad z duuużą iloscia warzyw , podwieczorek i mala kolacje.
Najlepiej klasc sie do spania z pustym burczacym brzuchem ;) ( ja np nie moge skonczyc jesc czasem o 18 bo nie spie do 1 i bym swira dostala ;) )
Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymaj się!
-
:P
Najlepszy sposob na schudniecie Mż-mniej żrec.
Powodzenia ja osobiscie proponuje kopenhaska trwa dwa tygodnie jest dosc rygorystyczna ale jak ktos ma silna wole i mocna motywacje to bez problemu sobie poradzi. Ja np powiesilam sobie zdjecia modelek :D i powiem szzerze ze to mnie motywuje...
życze utraty wagi byle madrej..:)
-
dzięki dziewczyny. :)
dziś zrobiłam sobie przelicznik i wyszło mi, że więcej kalorii spaliłam niż zjadłam :)
na zakończenie dnia godzinę poćwiczyłam na orbitereku :) i jak już nie mogłam to sobie wyobrażałam jakie oczy ludzie zrobią jak zobaczą mnie w krótkiej sukience :) to dopiero była motywacja.
inną motywacją jest chęć "wejścia" w mniejsze rzeczy. mam ich pół szafy. no szkoda żeby się marnowały, co nie?:) dlatego muszę schudnąć i już :) a na złość babci :D
co do diety- robiłam ją jakieś dwa lata temu. skończyłam z powodzeniem :)
ale stwierdzam, że to nie dla mnie. po ósmym dniu nie umiałam utrzymać się na nogach. poza tym stwierdziłam, że nie chcę już się bawić w te wszystkie diety. już im nie wierzę.
po prostu zaczynam liczyć kalorie i będę się starać nie przekraczać 1200 kcal. no i oczywiście dużo ruchu :)
tak sobie myślę. że wypadałoby zaopatrzyć się w wagę, nie?
bo w domu jest jedna waga- ale waży w zależności od swojego humoru chyba :)
bo potrafi mi za jednym ważeniem pokazać wagę o kilka kilo więcej lub mniej :shock: a ważę się np 3 razy z rzędu. :oops: :lol:
-
hehe tez mialam wlasnie taka wagę :lol: dlatego wczoraj przyszla poczta nowa elektroniczna :D z allegro :D Polecam! w sklepie taka sama kosztuje 90 a ja kupilam za 23 zł! i rok gwarancji ma ;)
Ja musze tez cos zaczac cwiczyc w domu troche.. Jak to jest z tym spalaniem? Czy jak sie zje 1000 kcal i spali 700 to tak jakby sie zjadlo 300kcal? Czy to sie liczy jakos inaczej? Zawsze mnie to zastanawialo :oops:
-
kcal
No wlasnie czy ktos wie jak to jest z tymi kaloriami ???
-
ja tak właściwie to nie wiem.
ale tak sobie myślę, że jeśli zjem za dużo kalorii, czyli więcej niż uda mi sie spalić to one wtedy zmieniają się w tkankę tłuszczową.
a jak zjem mniej kalorii. lub większość spalę to wtedy organizm sam będzie "korzystał" z tłuszczu, który jest we mnie. po to by dobrze funkcjonować.
jeśli zamotałam to przepraszam. ale dzisiaj coś nie teges ze mną.. :oops:
-
Z kaloriami to wygląda tak:
Organizm potrzebuje ich na podstawową przemianę materii (czyli funkcjonowanie mózgu, serca, wszystkich układów - to spalamy, choćbyśmy palcem nie kiwnęli :P) i na różnego rodzaju dodatkowe czynności - siedzenie (tu też pracują mięśnie, które nie pozwalają zsunąć się z krzesła na przykład), stanie, chodzenie, pisanie, czytanie (ruch gałki ocznej też wymaga pracy ;) ), zamiatanie, ćwiczenia... Tabelki typu "Twoje zapotrzebowanie na kalorie" podają przeciętną ilość spalaną w ciągu dnia z obu tych elementów łącznie. Oczywiście u każdego trochę się to różni, zależy od naszego wieku, wzrostu, wagi (w tym % mięśni i tłuszczu), stanu zdrowia (zła praca tarczycy powoduje zaburzenia metabolizmu), genów... Jest wiele, wiele czynników - jak poszukacie w internecie, znajdziecie sporo na ten temat ;)
Przyjmijmy dla łatwego rachunku 2000 kcal. Jeśli nie zależy nam na spadku wagi lub przybraniu na masie, powinniśmy jeść dziennie mniej więcej taką ilość. Jeśli organizm dostaje więcej niż zużywa, to zaczyna odkładać. Najpierw cukry proste zamienia na glikogen i magazynuje go w mięśniach i wątrobie. Z tego, co czytałam, jest w stanie zmagazynować ok. 300g glikogenu. Jak nie ma już gdzie go magazynować, to zaczyna zamieniać na tkankę tłuszczową. Aby przybył nam 1 kg tłuszczu, musimy zjeść ok. 7000 kcal ponad nasze zapotrzebowanie - a więc w sumie ok. 9000 kcal. I tu uwaga, bo jesteśmy w stanie zjeść tyle w ciągu dnia (tacy średniowieczni opaci podobno zjadali nieraz 7000 kcal :lol: Tak czytałam w podręczniku od historii ;) ) - np. kilka kawałków ciasta, jakieś frytki mc-donaldowe, majonez... Da się zrobić. Ale jak następnego dnia wejdziemy na wagę, to ten kilogram czy dwa więcej jeszcze niekoniecznie znaczy, że już utyliśmy - prawdopodobnie większość to zalegające jedzonko w układzie pokarmowym. Organizm ma ograniczone możliwości strawienia i przyjęcia składników odżywczych (dlatego też ważne, zeby jeść cukry złożone zamiast prostych - glukozę zaczynamy wchłaniać już w jamie ustnej, bo nie wymaga trawienia, natomiast taką np. skrobię nim rozbijemy na cukry proste, to dotrze ona już do jelita cienkiego ;) ). Wracając do rzeczy - np. przez rok jedząc codziennie o 100kcal więcej niż wynosi zapotrzebowanie, organizm regularnie będzie to odkładał w tłuszczyk i po troszku po troszku, a przybędzie nam ok. 5kg.
Jeśli jesteśmy na diecie i jemy mniej niż wynosi nasze zapotrzebowanie - np. zamiast 2000 jemy 1500 kcal (deficyt 500 kcal), to organizm zaczyna pobierać z tłuszczyku. Noo, najpierw spala oczywiście zapas glikogenu, którego zawsze tam troszkę mamy (a wcześniej jeszcze glukozę krążącą we krwi ;) ). Dlatego tak ważne są ćwiczenia aerobowe - tętno ok. 120-140 (np. jogging w tempie pozwalającym na rozmowę) trwające co najmniej 30 minut (dopiero po tym czasie organizm zaczyna sięgać po rezerwy tłuszczowe). W każdym razie jak każdego dnia dostanie te 500 kcal za mało, niż potrzebuje, to po pewnym czasie uzbiera się 7000 kcal, i... pierwszy kilogram spalony! :D
Tak więc nie należy patrzeć, że "jeśli zjem 1000, a spalę 700, to tak jakbym zjadł 300" - kalorie zjedzone to inna sprawa, spalone to inna, tylko "bilans musi wyjść na zero" ;) Noo, a w dietce ujemnie ;) Przy czym 700 kcal to zdecydowanie poniżej nawet podstawowej przemiany materii (dlatego dieta 1000 kcal jest często odradzana jako dostarczająca za mało kalorii w stosunku nawet do PPM, a już tym bardziej dla ćwiczących, bo wtedy się po prostu głodzi organizm i spala nie tłuszcz tylko mięśnie), więc można powiedzieć, że "tyle spalam na siłowni" a nie "w ciągu całego dnia".
Mam nadzieję, ze nie zagmatwałam jeszcze bardziej niż było, i ze nie popełniłam gdzieś jakiegoś karygodnego błędu - pisałam z pamięci, nie wspomagając się tekstami, więc jak ktoś zobaczy ewidentną bzdurę, to niech mnie zlinczuje ;)
Pozdrawiam i lecę na kolację :)
-
wczoraj ..poległam . całkowicie.. :oops:
nie dość, że nawet nie wiem ile zjadłam kalorii (wiem, że to było dużżżżżżżżzzzoooo za dużo) to nie miałam siły na ćwiczenia .
buuuuuuuu...
no ale dzisiaj.. biorę się za siebie :)
trudno- wpadki się zdarzają, prawda?
ale to nie znaczy, że już wszystko zaprzepaściłam i w ogóle..
jakoś tak staram się sama przed sobą tłumaczyć i pocieszać.
:oops: :oops: :oops:
-
Pewnie, że wpadki się zdarzają, nie martw się ;) Może wcześniej zjadłaś za mało, jeśli potem o wieeele za dużo? Na pewno teraz dasz sobie ładnie radę :) A nam zawsze możesz się wyżalić ;)
-
wczoraj to był ten problem, że był dzień kobiet.
i co i rusz, ktoś przychodził z bombonierką, wiśniami w likierze..itd.
no i nie wytrzymałam. pożarłam kilka wiśni w likierze. potem siostra zmówiła z knajpy placka po zbójecku :?
ale dzisiaj.. oddałam jej "pod opiekę" wszystkie słodycze jakie miałam :)
nie kuszą mnie:)
i dziś trzymam się liczenia kalorii, a jak :D