Kilka dni temu narzekalam ze nie moge cwiczyc bo to albo znajomi albo rodzinka krzywo patrza... Odkrylam calkiem przypadkiem ze bieganie noca jest swietne!! Mam wakacje do pazdziernika wiec moge sobie na to pozwolic, ale nawet kiedy musze gdzies jechac wstaje okolo 4-5 rano i biegam. To o wiele przyjemniejsze niz bieganie w sloncu na oczach glupkowatych "nieco ksztaltniejszych" pan i zboczonych pijaczkow spod monopolowego Biegajac noca jestem tylko ja i jesli mam ochote moge biec nawet srodkiem drogi. Ostatnio nawet mialam ochote tam zatanczyc...brakowalo tylko deszczu to tej slicznej scenki, ale bylo fantastycznie!! Nikt mnie nie ograniczal swoim: "ale po co ty sie odchudzasz??". To fantastyczne, oczywiscie jesli jest sie pewnym swojego bezpieczenstwa. Dla ostroznosci nigdy nie biegam naprawde daleko od domu, zawsze staram sie zeby w razie czego miec "inna droge ucieczki" (znaczy taka gdzie gdzie mniej mnie widac) i zawsze mam przy sobie moj scyzoryk. Dzieki temu nocny jogging jest dla mnie prawdziwa przyjemnoscia=) Spróbujcie, moze i wam sie spodoba