Ach te weekandy... gdyby nie to, że mamy wolne i możemy odpocząć mogłyby w ogóle nie istnieć.

Całe 5 dni od pn do pt staram się i trzymam dietę, a przychodzi sobota i niedziela i wszystko szlag trafia . Następuje jakieś cudowne odprężenie i jem dużo za dużo.

A to obiadek u babci, a to wyjście na pizze albo lody ze znajomymi, albo jakąś wodeczke

Napiszcie prosze jakie macie opatentowane sposoby na oparcie się weekandowej pokusie