hej dziewczyny kiedy czytam wasze wątki o odchudzaniu, nabieram coraz większej pewności że warto walczyć o siebie, a skoro chcieć to móc, to czemu mi ma się w końcu nie udać? od 12 lat chodze na zajęcia taneczne i jestem w tym naprawdę niezła, ale jak mozna mieć ochotę na jakiekolwiek występy przed ludźmi kiedy samo spoglądanie w lustro jest takie bolesne? chociaz teraz i tak nie jest najgorzej - od połowy października'05 jestem na diecie i udało mi się zrzucić już jakieś 10kg zbędnego balastu...pisze około bo po prostu nie miałam wtedy odwagi stanąć na jakiejkolwiek wadze i to ile wówczas ważyłam jest dla mnie owiane tajemnicą teraz czuje się znacznie lepiej, ale - nie oszukujmy się - do wymarzonej sylwetki jeszcze mi baaaaardzo daleko mam nadzieje że poradze sobie z tym wszystkim i wreszcie będę mogła być dumna ze swojej figurki

teraz ważę ok.58-59 kilogramów i moim najbardziej realnym celem jest zejście do 55. Potem przesuniemy poprzeczkę troche wyżej (a raczej niżej ) - 50 kg to moje marzenie...

mam 18 lat (no...17 i 10 miesięcy)
165cm wzrostu
i duuuuuużo pracy przed sobą
trzymajcie kciuki....