Krótki wstęp. Wiem, że śmiecę tu wam na forum i pewnie macie mnie już dość (no kto by nie miał), ale postanowiłam naprawdę coś ze sobą zrobić. Zamiast pleców mam wałki tłuszczu, zamiast ładnego brzucha - oponę, a na ładnych do tej pory i umięśnionych nogach zaczyna robić mi się 'pomarańczowa skórka' - i nie jest ona bynajmniej apetyczna. No i nie da się ukryć, że jak będę tak żarła dalej, to zostanie ze mnie obwisła kupa tłuszczu.
Przez święta nie żałowałam, aczkolwiek starałam się jeść w umiarze. Zamiast sześciu pierogów - trzy. Stwierdziłam, że jest to nawet niezły pomysł - jak do tej pory jadłam całą bułkę, tak teraz będę jeść pół, jak dwa ziemniaki - tak jednego itd. (czyli tak jakbym jadła połowę). No i dołączam standardowo ruch, ale będzie to samo co wcześniej - jak nie będzie @ to 2 razy w tygodniu basen po kilometrze +jazda na rowerku stacjonarnym jak czas tylko pozwoli i brzuszki - po 100 do 300. Nie będę robić a6w bo widziałam po sobie nikłe rezultaty a kręgosłup bolał mnie przeokropnie.


Dziś zjadłam dwie kromki białego pieczywa (rano nikt nie poszedł do piekarni, bo został chleb z świąt.. no i trzeba było go zjeść) - 200 kcal
Jajko na twardo - 90 kcal
Pomidor 100g - 17 kcal

RAZEM: 307 kcal (dobrze, jak na śniadanie, a jak się napchałam..)

W kuchni stoją placki, ale już ich dzisiaj nie tknę, o nie, przysięgam

No to zaczynam..na nowo. Zakładam, że uda mi się chudnąć po dwa kilogramy miesiącznie, co daje mi do maja zrzuconych 10kg (bardzo bym chciała, żeby tak było), ale zobaczymy jak to wyjdzie. Na dobrą sprawę, gdybym się sprężyła w sierpniu to bym nie utyła potem i do tej pory osiągnęłabym już niezły rezultat.