jestem straszna...nienawidzę siebie...cały czas się poddaję...może w głębi duszy nie zależy mi na tym tak bardzo?...akurat! to mój prawie jedyny i najważniejszy cel życia....jak na razie-chciałabym, żeby się to kiedys zmieniło. A co teraz? wstyd mi było w ogóle sie tu pokazywac przez ostatnie 2 tygodnie...zawaliłam na całej linii...moje życie teraz to jeden wielki niekończący sie napad...nie potrafie sobie z tym poradzic...a tak bym chciala!...nie chce mi sie nawet wychodzic z domu...tak bardzo sie siebie wstydze...dzisiaj zalozylam do szkoly legginsy i krotkie spodenki...od razu jak wyszlam na ulice to tego pozalowalam (nie zeby mi ktos cos mowil, ale czulam na sobie drwiace spojrzenia)...dlaczego to jest takie ciezkie??!!
Ktoras z Was sie pytala czy mam psychologa...tak, od 3 lat jezdze do rzeszowa do specjalisty...oprocz tego biore psychotropy;/ Jednak nie bylam tam juz 2 miesiace...nike chce...nic mi to nie pomagawrecz przeciwnie z kazdej wizyty wychodze z wiekszymi wyrzutami sumienia...a teraz kiedy juz jestem pelnoletnia rodzice nie zmusza mnie do leczenia...i tak przez te 3 lata jezdzilam tam ze wzgledu na nich;(
beznadzieja........
P.S. Zna moze ktoras recepte na odkochanie sie w chlopaku, ktory traktuje Cie tylko jak przyjaciolke? Zerwanie kontaktu odpada...
Zakładki