ponieważ miałam dosyć ciągłych dietowych wzlotów i upadków, zdecydowałam się na dietę Cambridge. właśnie mija 5 dzień i jest całkiem nieźle. zaczynałam z 65 kg na liczniku, dziś rano było 62.6.
nie jestem głodna - ale okropnie chce mi się jeść. przyłapuję się na wąchaniu fasolki szparagowej z bułką tartą na maśle. albo salami. albo nawet sera żółtego.

mimo wszystko, myślę, że wytrwam. kasa wydana na tę dietę to najlepsza motywacja

najpierw dc, potem spokojne przejście na taką dietę, jaka najbardziej mi odpowiada - 4 małe posiłki dziennie, słodycze od święta i przede wszystkim - zasada niełączenia.

to tyle na dziś, idę do kuchni coś obwąchać